Znowu o piciu i mężczyznach, a miało być o niemieckich filozofach

Siedzimy przy barze. Ja się wyżalam, on słucha.
– Zamówić ci drinka? – pyta nagle. – Gin z tonikiem, martini, negroni? Coś wytrawnego.
– Skąd wiesz?
– Wyglądasz mi na taką.
– Wyglądam na gorzką? Dziękuję ci bardzo.
– Nie. Nie na gorzką. Na wytrawną. To różnica. Powiedz mi tylko, czy trafiłem.
– Owszem.
– Ha. Wiedziałem.
– Skąd?
Uśmiecha się i uderza dłońmi w blat.
– Nie zawsze robiłem to, co teraz. Dwanaście lat za barem przepracowałem. Widzę człowieka i wiem. Jesteśmy lepsi od psychologów.
– Naprawdę byłeś barmanem? Nigdy bym nie pomyślała. Potrafisz żonglować butelkami?
– Nawet nie zauważysz, jak szybko.
Wybuchamy śmiechem.
Trochę niepokoi mnie ten gość. Jest w jego wzroku coś takiego, co sprawia, że czuję się rozgryzana.
Ale to pierwsza osoba od bardzo dawna, która nie zniechęciła się moim zwyczajowym nastawieniem do nieznajomych i zbliżyła do mnie. I wielce mnie w trudnym czasie wspiera, dba o mnie, dba, żebym się śmiała, a nie martwiła i płakała po kątach.
Przyznam też próżnie, że miło siedzieć obok faceta, którego wszystkie przechodzące kobiety omiatają wzrokiem. Bogu dziękować, nie jest w moim typie.

Mamy dziś wieczór szlifowania życiorysu. Niewiele na tym łez padole czynności, których serdeczniej nienawidzę.
Wiecie, co jest zabawne? Brytyjskie oferty pracy są o dwie trzecie krótsze od naszych. Nie zawierają zwykle długiej jak „Ulisses” listy wymagań stawianych kandydatom. No wiecie, szukamy młodych, doświadczonych, dynamicznych, ale spokojnych, gotowych pracować w sobotnie noce, z trzydziestoletnim doświadczeniem w zarządzaniu, z dwoma dyplomami, tuzinem certyfikatów, doktoratem ze staro-cerkiewno-słowiańskiego i umiejętnością programowania w C++ od tyłu. W Brytfannie ogłoszenia są zwięzłe. Chcesz – aplikuj, może się nadasz. Podoba mi się takie podejście. Może to jednak kwestia branży, którą sobie śmiało wybrałam. Jak szaleć, to szaleć.
Nie wiem, czy uda mi się to, co sobie wymyśliłam. Niewykluczone, że zostanę nad Wisłą. Gdyby się zastanowić, to nawet bardziej prawdopodobne. Ale ogromnie chcę spróbować. Mam jakieś irracjonalne przeczucie, że to jest TEN moment.
Acz wiem, że równie dobrze może to być moment pięknej katastrofy.
Tak czy inaczej – proszę trzymać kciuki, wiązać czerwone wstążki, rzucać zaklęcia i odprawiać czary, bo zapotrzebowanie na szczęście jest u mnie potężne, a czuję się teraz straszliwie niepewna swoich losów.

Budyń miał tyle wejść z mojego bloga na swój kanał na jutubie, że powinien mi kwiaty wysłać.
Ma się ten dyplom z PR, co? Boże, jak ja się marnuję. Powinnam być impresario jakiegoś młodego, przystojnego artysty.

Reklamy

2 thoughts on “Znowu o piciu i mężczyznach, a miało być o niemieckich filozofach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s