Generators – ON

A wiecie, kogo szukają do roboty na lotnisku w Balicach?
MARSHALLERA.
Stali czytelnicy wiedzą, że jest to jedno z moich wymarzonych zajęć. Dla słabiej zorientowanych w temacie – to człowiek, który gania po pasie startowym autkiem z napisem follow me, wypuszcza samoloty w świat i pomaga im zaparkować, gdy lądują. To człowiek, którego kciuk decyduje o tym, czy polecicie na wakacje.
I jak na ironię, ponownie spełniam kryteria. Znam te gesty (tak, rozmaitych kuriozów człowiek uczył się za młodu…). Słownictwo lotnicze również dobrze znam. Choć niezmiennie twierdzę, że by dogadać się z latawcem, wystarczy znać słowa, bardzo przepraszam, ‚chuj’, ‚kurwa’ oraz ‚pierdolę’, i używać ich w zmiennych konfiguracjach. Wszelkie emocje można wyrazić w ten sposób; przypuszczam, że również streścić „Pana Tadeusza”. Pamiętam, że gdy wróciłam do Krakowa po tygodniu mieszkania w hangarze (w którym było pełno pająków, 15 stopni Celsjusza i śmierdziało paliwem, ale kto by się przejmował, skoro człowiek kładł się spać obok szybowców?), moje przyjaciółki spoglądały na mnie ze zgrozą, gdy się odzywałam – tak bardzo zaraziłam się specyficznym dialektem pilotów. Po paru dniach mi przeszło, ale tuż po powrocie z ust mych malinowych wydobywała się sama kuchenna łacina.
No, może oprócz tych trzech kluczowych słów warto jeszcze wiedzieć, że sformułowanie ‚przelecieć kogoś’ w lotnictwie ma całkowicie aseksualne znaczenie.
I znać ludowe porzekadło: cirrusy na niebie, pogoda się… No tak, czwarte słowo. Proszę mi wierzyć, ta prognoza pogody zawsze się sprawdza. Swoją drogą, ciekawostka – cirrusy to chmury z lodu. Przydałoby się kilka ostatnimi czasy, prawda?

Moja babcia – której nigdy nie poznałam, czego bardzo żałuję – podczas wojny pilotowała samolot. A co więcej, założyła amatorski teatr we wsi, w której po wojnie zamieszkała. Dostrzegają państwo jakieś związki w temacie zamiłowań?… Zmarła piętnaście lat przed moim urodzeniem, ale mój ojciec twierdzi, że jestem jak skóra z niej zdjęta. Czyżby pasje przepływały w krwi z pokolenia na pokolenie? A może coś jest na rzeczy z całą tą reinkarnacją?
Skoro mowa o krwi, mama przyjechała. Gadałyśmy do późna w noc. Wyrzuciłam z siebie wszystko, co mnie ostatnio pobolewa. Bałam się bardzo, że ją zmartwię, zawiodę. Tymczasem…
– To jest twój czas. Zrozum wreszcie, dziewczyno, że możesz zrobić ze swoim życiem, co chcesz. Masz nieskończone możliwości. I cokolwiek postanowisz, będziemy z tobą. Zawsze ci pomożemy. Działaj.
Wiele rzeczy w moim życiu szwankuje, ale nie rodzina.
Potrzebowałam właśnie takich słów. Czuję się o niebo silniejsza.

Reklamy

6 thoughts on “Generators – ON

  1. z tymi Babciami coś jest…ja ostatnio porzywiozłam odziedziczoną po mojej maszynę do szycia, od lat nieustająco mnie ciągnie do szycia. nie mówiąc, że robię na drutach/wyszywam/szydełkuję od niemowlęcia niemalże:)
    o, i podobnie miałam z Mamą ostatnio. też się bardzo bałam wyrzucić moje żale, i to, co mi leży na wątrobie. ale w końcu poszło, i jak poszło, to się zrobiło lepiej.

    • tam to już zaaplikowane 🙂 w ostatniej – dosłownie – minucie przed upływem terminu nadsyłania zgłoszeń. mam nadzieję, że mój żarliwy list nie wzbudził tam spazmów śmiechu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s