Your life’s a mystery, mine is an open book

Jutro stanę w szranki z jednym z najtrudniejszych dni w moim życiu. Będę z siebie dumna, gdy dotrwam do wieczora bez zbyt wielu łez. Proszę trzymać za mnie kciuki.
Dzisiejszy dzień też szczególnie słoneczny nie był.
Panu i władcy udało się mnie rozwścieczyć. Po raz pierwszy. Żałowałam wielce, że nie mam pod ręką kryształowego wazonu, którym mogłabym cisnąć o ścianę. Albo w obiekt.
Owszem, przyznaję, ponoszę połowę winy w tym konflikcie. Przynajmniej połowę.
Bo jak się uprę, to potrafię być strasznie upierdliwa, niech mi państwo wierzą.
Za to gdy piękny się uprze, moja upierdliwość odbija się odeń jak od betonowej ściany. Byk napiera, Ryba się wyślizguje. Byk szaleje, Ryba pozostaje zimna. I tak do pierwszej skuchy.
Tym samym raczej cieszę się, że wyjeżdżam. Moja nieobecność wszystkim dobrze zrobi. Ja ochłonę, pięknemu minie wkurw.
Przygotowuję się już powoli; jakby najwyższy czas, godziny lecą. Kupiłam adapter – nie patefon, tylko do elektryczności taki – wyczyściłam karty pamięci, znalazłam w otchłani mojej szafy kurtkę przeciwdeszczową, wyprałam to i owo, zaklepałam sobie hotel w Disneylandzie, w którym mam przystanek. Doprawdy, linie lotnicze z Półwyspu Arabskiego powinny wziąć na serio primaaprilisowy żarcik Richarda Bransona, który obiecywał ludziom samoloty ze szklaną podłogą. Zresztą może to wcale nie żart?…
Ale mimo wszystko jakiś odległy zdaje mi się ten wyjazd, jakiś ledwo prawdopodobny, jeszcze nie zaczęłam się denerwować nawet.

Jako, że życie naturalnie dąży do równowagi, nie może być zbyt źle.
Przyleciała mi z Donegalu książka, której nie zdążyłam przeczytać, będąc tamże.
Syn mojego kumpla dziś po raz pierwszy usiadł o własnych siłach. Ma siedem lat. Lekarze wieszczyli, że nigdy mu się to nie uda.
Z pierwszej od dekady potyczki z copywritingiem wyszłam z tarczą. Klientowi spodobało się na tyle, że weźmie i mi zapłaci, i nawet chce więcej. Nie ma sprawy.
A ponadto dostałam dziś list od mojej byłej podwładnej; z tyloma ciepłymi słowami, że poryczałam się rzewnie. Po raz pierwszy mam poczucie, że zrobiłam dla kogoś coś dobrego. Żaden komplement tego nie przerośnie.

Może i moje życie nie jest najbardziej cool, najbardziej wow, najbardziej och ach. No, nie jest. Niektórzy mają fajniej, niektórzy lżej. Zwłaszcza ostatnio.
Ale jest moje. I wreszcie budzi się we mnie cudowna świadomość, że nie muszę nikomu niczego udowadniać, przed nikim się prężyć. To ja trzymam kierownicę. Paradoksalnie – im więcej kłopotów we mnie uderza, tym więcej możliwości dostrzegam. I, co oczywiste, tym więcej drobnych uciech. Banał, ale po torturach zauważamy, że słońce świeci.

Reklamy

One thought on “Your life’s a mystery, mine is an open book

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s