Pale shade of grey

Wyguglałam sobie tego chłopca, co ma grać Christiana Greya. Słabizna. Miałabym inny typ (tak, wszyscy wiedzą, że miałabyś), ale nie był ponoć zainteresowany. Ten to nie wygląda nawet na zdolnego do pojedynczego klapsa, o bardziej lubieżnych zachowaniach nie wspominając.

Tymczasem mnożące się wokół mnie zmiany na gorsze paradoksalnie mogą okazać się zmianami na lepsze. Nihil novi sub sole, wiem, ale jednak trudno nie kręcić głową z niedowierzaniem, gdy przerabia się to na własnej skórze, w którą ostatnimi czasy niezgorzej się oberwało. Droga redakcjo, czy jeśli w dwóch sąsiadujących akapitach wspominam o laniu, to znaczy, że ze mną bardzo nie tak?
Zmiany, no właśnie. Drgnęło nieśmiało i rozpędziło się jak śnieżna kula. Wróciłam do pisania. Takiego na serio – i w dodatku nie od wielkiego dzwonu, jak bywało przez ostatnie lata. Daje mi to prostą satysfakcję, bo robię coś, co uwielbiam – mimo nierzadkich załamań nerwowych – i w czym jestem na tyle dobra, że inni chcą mi za to płacić. Intensywnie rozglądam się za innymi możliwościami, niechby absurdalnymi, ale skoro nie ma człek nic do stracenia, czemu by nie spróbować? Wyłoniła się pewna interesująca szansa zawodowa. Zgłosiłam się do pomocy przy festiwalu teatralnym. I na nowo gotuję, czerpiąc wielką przyjemność z myśli, że ktoś to zje. Ktoś zjada i w podzięce ściska mnie, aż żebra trzeszczą. Gdy straciłam pewny grunt pod nogami, straciłam zarazem gnuśność. Na nowo mi się chce – wszystkiego.
A przy tym odkrywam w sobie takie pokłady odporności i siły do działania, że chwilami sama sobie mam ochotę pogratulować. Choć oczywiście miewam i słabsze momenty; wtedy na scenie pojawiają się łzy, strach i wkurw na cały świat. Ważne, że potrafię złapać się wówczas za twarz i jakoś podnieść.
Jakbym nagle się obudziła.
Bo cele mam wyjątkowo jasne, może niewielkie, niezbyt imponujące, ale jasne. Żadne tam okrągłe farmazony pod tytułem: ‚spełniać się w pracy’, ‚żyć w harmonii’, ‚zbudować dojrzały związek’, nic takiego. Żadne mgliste wizje domu w Bieszczadach.
Chcę mieć za co podróżować. Chcę móc czasem polecieć do Londynu na przedstawienie, bo tak. Chcę wychodzić z księgarni z pachnącymi drukiem zakupami w objęciach. Chcę mieć czas na spontaniczne pikniki z przyjaciółkami. Chcę spokojnie spędzać wieczory, z kieliszkiem dobrego wina na stole i nogami przerzuconymi przez udo fajnego faceta. To wszystko. I to wystarczająco dużo, by walczyć o swoje.

Mimo wszystko kciuków proszę jeszcze nie puszczać.

Będą państwo musieli wytrzymać kilka dni – a może nawet dłużej – bez budynia, pana i władcy, nowego najlepszego kumpla i innych fascynujących istot zasiedlających ten blog, jak również bez coraz bardziej schizofrenicznych wynurzeń samej jego autorki. Co prawda na końcu świata ponoć wszędzie jest darmowe WiFi, ale nie zamierzam używać go zbyt intensywnie, w końcu to wakacje. Zabieram za to mój wysłużony notatnik, który przejechał ze mną wiele, wiele kilometrów, niemniej ciągle jest w nim kilka niezapisanych kartek. Wieczorami pewnie będę siedzieć owinięta w ręcznik i skrobać zapamiętale.
No to – papatki. Teraz już czuję w żołądku leciuchny stres.

Reklamy

8 thoughts on “Pale shade of grey

  1. Trzymam kciuki nieustannie! Oraz: czy tak się nie zaczyna DOBRE? :o) Mówię to po drugim dniu w nowej (po 16 latach w starej) pracy. Coś mi brzuch tak mówi po przeczytaniu Twojej notki :o) Bon voyage!! Czekam egoistycznie na opis i foty z nowej podróży.

    • dzięki wielkie!
      oby, oby dobre się zaczynało – ale tfu, nie zapeszamy, wiążemy czerwone wstążeczki, okadzamy, krzyżujemy palce i plujemy przez ramię 🙂
      coś tam pewnie z drogi nastukam, niemniej większa relacja dopiero po powrocie. bardzo muszę odpocząć, więc chcę się odłączyć na trochę…

  2. Patrzcie ludziska nadziwić się nie mogę, tyle Was tyle :-))) i mnie to nowe dopadło tez po 15 latach pracy, pozostała mi nadzieja że będzie DOBRE:-). Udanego wywczasu!!!!!!!!

    • dzięki 🙂 był w pierwotnych planach i gdyby nie ten mój spontaniczny lipcowy Darcy, który skutecznie mnie ogołocił (nie tyle mnie niestety, co moje konto) – to zahaczyłabym i o Chiny same w sobie. cóż. następnym razem!

  3. No to lec wysoko, krolewno! Ja tez chce miec za co podrozowac, chce pic winko z kolezankami, pstrykac fotki na wszystkich kontynentach i takie tam rozne…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s