Congee

Dwa słowa.
Kocham Azję.
Słowo trzecie i więcej – chcę tu zostać na zawsze.

Stałam dziś na przystanku pod Wielkim Buddą na Lantau, czekając na powrotny autobus na przystań po drugiej stronie wyspy. Późne popołudnie, żar, ukrop i spiekota.
Również oczekujący tubylec, na oko w pobliżu siedemdziesiątki, ze szczerbatym uśmiechem rozpostarł nade mną swój parasol. Żebym miała cień. Następnie pogmerał nieco w torbie i wyjął z niej maleńkie radyjko. Pomachał nim przed moim zdziwionym nosem, po czym włączył, bardzo z siebie zadowolony.
I tak spędziliśmy kwadrans, wypatrując autobusu spod parasola, w towarzystwie przeraźliwie piszczącej w tranzystorku Chinki.

Tak tu właśnie jest – w mieście, w którym strugi ludzi o wszystkich kolorach skóry przepływają niekończącymi się korytarzami pod i nad ziemią. Nikt nie jest obcy.
W mieście na wodzie. Musiałam przełamać mój głęboki lęk przed podróżowaniem statkami, bo to najwygodniejsza i najtańsza metoda przemieszczania się tutaj. Udało mi się oswoić fobię do tego stopnia, że dziś na promie zasnęłam. Znienawidzone bujanie po kilku dniach stało się dziwnie kojące.

Kto to pod nieobecność autorki brnie przez bagna jej archiwum? Ja wszystko widzę, nawet z daleka…

Advertisements

10 thoughts on “Congee

  1. Spotkało mnie tego roku podobne zdarzenie. Staliśmy na górskim pustkowiu i próbowaliśmy złapać okazję. Popołudniowy żar, cykady, beznadzieja. Jedyny powiew cywilizacji – straganik z miodem, winem itd. Dwóch młodych chłopców obserwujących nas z daleka. Jeden w końcu podchodzi i proponuje wodę. Dziękujemy, nie, nie trzeba. On nalega. Mówię, że musimy złapać okazję, bo przed nami jeszcze daleka droga. Chłopak nadal nalega, ciągnie pod parasol, częstuje zimną wodą i oferuje, że będzie machał za nas! 🙂 Rozmawiamy i w rezultacie jeden z chłopców wsiada w rozlatujący się samochodzik i pędzi po swojego tatę, który po chwili przyjeżdża i zawozi nas prosto na dworzec autobusowy. To było strasznie miłe, ale wcale nie jednostkowe w tym moim rodzinnym południowym kraju 🙂 BAW SIĘ DOBRZE!

    • No, właśnie się podsmażam w Repulse Bay i zastanawiam się, czy któryś z mieszkańców apartamentowców wyrastających nad plażą nie chciałby się zamienić na całkiem fajne mieszkanko w południowej Polsce… 😉 Jestem zachwycona tym miastem.

      • Hong Kong daje duże możliwości, ale też bardzo dużo wymaga. Koleżanka również marzyła o HK, zamieszkała tam, a potem się okazało, że pracując „po azjatycku” nie ma czasu na cieszenie się wymarzonym miastem… Więc jednak: Wielka Brytania i wakacje w Azji, może? 🙂

  2. Haha, be careful what you are wishing for…Azja, Chiny, Hongkong..wszystko fajnie..ale przychodzi taki moment, ze MUSISZ uciec chociaz na chwile, odpoczac od halasu, zapachow, ludzi, ludzi, ludzi..ja tak mam..co najmniej raz w roku uderza mnie potrzeba zakupu biletu, wakacji wsrod cywilizacji (tej znanej od urodzenia)..i tak od 4 lat juz..I byc moze dotrwam do magicznych 5 i wroce na stale w koncu..
    PS. Hongkong jest meeega to fakt.

    • Jest 🙂 Jakież to piękne lato, co chwila się zakochuję… Na pewno chcę tu wrócić; stanę na głowie, ale zrobię to. Niemniej mimo mojego gadania, że chcę tu zostać na zawsze – niekoniecznie. Co prawda rozważam poważnie emigrację ostatnimi czasy, ale w obrębie Europy. Z drugiej strony gdyby nadarzyła się okazja… Masz rację, lepiej uważać, o czym się marzy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s