Yuanyang

– Spójrz w kamerę, proszę. Dziękuję. Tylko na jedną noc, tak? Jak się miewasz?
– Świetnie, tylko trochę zmęczona.
Rzuca mi spojrzenie spod długich rzęs.
– Wiem – odpowiada. – Witamy w Katarze.

Ciemna noc, trzydzieści siedem stopni Celsjusza. Hybrydowy, niepokojąco cichy samochód podwozi mnie pod drzwi hotelu. Czternaste piętro, z okna widać pas startowy. Przesuwam wskazówki zegarka z czwartej na dwudziestą trzecią. Kąpię się i mokra zanurzam w poduszki. Budzi mnie śpiew muezzina. Spoglądam na zegarek. Czwarta osiem. Jak to czwarta? Znowu? Śpij, samolot dopiero za pięć godzin. Nie możesz spać. No, tak.

Będę tęsknić.
Najbardziej za powietrzem, wilgotnym, pachnącym słoną wodą, spalinami i dobrą wodą kolońską. Łagodnym bujaniem Star Ferry spokojnie niosącego mnie przez zatokę. Kluchami w bulionie, zjadanymi z głośnym siorbaniem, bez troski o savoir vivre. Za neonami. Piaskiem na skórze i ciepłą, pełną ryb wodą w Silvermine Bay. Za wszystkim będę tęsknić. Powrót w szarość i chłód przyprawił mnie o natychmiastową depresję.

Oddaję głos obrazkom, bo słów mi jakoś nie wystarcza dziś – poza tym nie wiem, jak się nazywam.

Światła. Mnóstwo świateł.
SONY DSC

Wellington Street. Najlepsze kluchy w mieście. Zachwycał się nimi Anthony Bourdain i powiem państwu, że wcale mu się nie dziwię.
SONY DSC

Osławione Chungking Mansions. To ten budynek na pierwszym planie, nie na drugim niestety. Najdziwniejsze miejsce, w jakim za żywota swego byłam. Windy przyprawiające o stany lękowe, klaustrofobiczne pokoiki w hotelach – gdybym była dłuższa o trzy centymetry, nie mieściłabym się w moim łóżku, łóżeczku dokładniej. Wszystkie narodowości świata, całodobowy chaos i szum, a na zewnątrz nadpobudliwa Nathan Road.
SONY DSC

Kowloon Park. Spokój w środku szaleństwa.
SONY DSC

Tak, wiem. Na poniższym zdjęciu jest jajecznica. Niesłychanie ekscytujące. Ale to jest jedna z najsłynniejszych jajecznic świata, w Australia Dairy Company. Jest genialna – namaślone tosty też. Najpierw stoicie w długiej kolejce, by w ogóle tam wejść, potem zostajecie usadzeni, średnio uprzejmy kelner każe szybko wybrać, co chcecie jeść i pić, zjadacie, wypijacie, wychodzicie, płacicie jakąś dychę za wszystko. Nie ma przesiadywania.
Dostałam się w miarę szybko do środka tylko dlatego, że trzy roześmiane tubylki przyspawane do swoich smartfonów wciągnęły mnie ze sobą, upierając się, żebym usiadła z nimi. I to był ten właśnie moment, gdy się zakochałam.
SONY DSC

Victoria Peak. Trzask migawki raz za razem. U dołu obrazka Central, po drugiej stronie wody Kowloon.
SONY DSC

SONY DSC

Troszkę ciasno.
SONY DSC

Hong Kong Park. W środku jest potężna woliera, do której się włazi. Określenie ‚miejska dżungla’ nabiera nowego znaczenia.
SONY DSC
SONY DSC

Prom na Lammę. Szalenie popularna miejscówka, jak widać. Dodajmy wszak, że był poniedziałkowy ranek.
SONY DSC
A Lamma wygląda tak. Owszem, to nadal Hong Kong. Śliczne, puste plaże, głusza i motyle wielkości męskiej dłoni.
SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC
Ponoć są tam jadowite węże. Przez całą drogę śpiewałam i tupałam jak skończona idiotka.
Ale są też ryby i owoce morza, tanie jak barszczyk, które jeszcze żyją, gdy je zamawiacie na obiad.
SONY DSC

Lantau.
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC

Stopa niżej podpisanej istotnie stanęła na cudnych piaskach Silvermine Bay. I chciała tam zostać na zawsze.
SONY DSC

Makau. Wielkie nieba, co za koszmarne, sztuczne miejsce. Gipsowa dekoracja w filmie klasy B. Dorsz dobry, tyle mogę powiedzieć miłego. Czułam wielką radość, gdy katamaran unoszący mnie z powrotem do Hong Kongu odcumował.
SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Repulse Bay. Chcę mieć tam mieszkanie i świtem wybiegać z niego prosto na plażę.
SONY DSC

Doha. Tam nie ma kolorów. Świat za szybą jest blady i zamglony.
SONY DSC

Mam złamane serce. Ktoś zdziwiony?…

Reklamy

19 thoughts on “Yuanyang

  1. Nikt 😉

    Chodzi za mną taki pomysł na reportaż z HKG i jest on dobry, ktoś tam to niby robił już, ale nie z PL, jakbyś kiedyś chciała tam wrócić, to wiesz 🙂

    • dzięki – tymi zdjęciami sama się zaskoczyłam, powoli się oswajam z trybem manualnym 😉 mnóstwo co prawda poszło do kosza, ale i tak nie jest źle.

      książka to drażliwy temat… niby jest, ale mi się nie podoba. poza tym mam kłopot z jej dokończeniem, choć na dobrą sprawę brakuje bardzo niewiele. prokrastynacja to moje drugie imię.

  2. Od jakiegoś czasu bywam tu i uwielbiam…. to punkt obowiąkowy zaraz o odpaleniu kompa! prosze o więcej, a w wersji papierowej – hm… dodać do tego cudny zapach druku? to ja poproszę!

    • wszystko bym oddała, łącznie z sobą, żeby tam wrócić jak najszybciej 🙂 to niewątpliwie jest jedno z miejsc, w których człowiek albo zakochuje się od razu, albo serdecznie ich nienawidzi… nie jest to taka egzotyka i oszołomienie, jak w Japonii, ale trudno pozostać obojętnym. tak czy inaczej, HK nie przytłacza, jest bardzo przyjazny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s