Happiness is talking to yourself and laughing at how weird you are

Szłam w niedzielę z psem przez las. On zna tamtejsze ścieżki na pamięć, ja trochę się gubię w chaszczach, więc pozwalam się prowadzić i wędruję w ślad za kudłatym ogonem uniesionym jak peryskop.
Jesiennie już. Przejmująca cisza. Trochę straszno. Jak w baśniach braci Grimm albo w fenomenalnych opowiadaniach z „Czarnej Wenus” Angeli Carter. Niezmiennie marzę o tym, by ktoś wziął te historie na warsztat, zekranizował albo zaadaptował na scenę. Ta ich bajkowość, duszny i dosadny erotyzm, mrok, atmosfera w stylu something wicked this way comes – to aż się prosi o inscenizację. Tylko Neil Jordan nakręcił film na motywach „Towarzystwa wilków„. Już wiem, co będę czytać dziś wieczorem…
Szkoda było wracać do domu, wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach.
Oglądałam się za siebie co chwila, stąpając wąską dróżką wśród gęstych drzew.
Być może dlatego miałam później niebywały sen. Dołączyłam do bandy średniowiecznych rozbójników (ach, gdyby panie widziały te rude włosy herszta…). Miałam sobie wybrać konia. Poprosiłam o łagodnego, więc osiodłali mi takiego o imieniu Vlad.
Vlad!

Przy poniedziałku poziom stresu kolosalny. Sądziłam, że jestem już przyzwyczajona do tego, że serce staje mi raz na godzinę – to w końcu trzeci miesiąc zabawy w ‚nic nie wiem i nic ode mnie nie zależy’ – ale jednak ciągle pojawia się coś nowego, co mnie gwałtownie paraliżuje.
Podobno to oznaka zdrowia psychicznego. Wątpię, bym jeszcze jakiekolwiek miała.
Niby idzie ku lepszemu, ale w gruncie rzeczy ciągle myślę o rzuceniu wszystkiego, co zbudowałam przez ostatnie lata, do czego przywykłam, co oswoiłam – o kupieniu biletu w jedną stronę i ruszeniu po Wielką Przygodę. Nie mogę pozbyć się tej myśli ani racjonalnie sobie wytłumaczyć, że sens takiego kroku byłby znikomy. Trochę siebie znam. Gdy zaczynam czegoś w sposób absolutnie irracjonalny chcieć, nie ma szans, żebym sobie tego odmówiła. Próby perswazji są misją samobójczą. Fiksacja, obsesja, wściekłe parcie do celu, koszty nieważne.
A czasami zdarza się i tak, że prę na wpół świadomie.
I chyba tak właśnie dzieje się teraz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s