A sly and wanton betrayal

Pan i władca dziś służy narodowi, więc mogę ze spokojem oddawać się wstydliwym rozrywkom i oglądać w kółko tę samą scenę, po czym wybuchać śmiechem szesnastolatki. Już mi się troszkę wytarł przycisk ‚rewind’ na pilocie, ale nie mówcie nikomu.

Troszkę za wcześnie na kryzys wieku średniego, więc wnioskuję, że przyczyną moich niepokojących zachowań jest fakt, iż za młodu nie miałam żadnych idoli. Owszem, mój pokój był starannie oplakatowany, ale do żadnego pięknisia z MTV (które wówczas emitowało głównie teledyski, drogie dzieci, wyobrażacie to sobie? a pamięta ktoś Raya Cokesa? Naosei, on podobno w Belgii teraz mieszka…) nie wzdychałam. Inna rzecz, że moda w latach 90. raczej krzywdziła ludzi i mało kto wyglądał dobrze. Rączka w górę, kto dumnie obnosił się z grzywką postawioną na sztorc za pomocą litra lakieru do włosów (miałam!). I kto chciał mieć koszulkę jak Axl Rose, z napisem kill your idols (też miałam!). I kto nosił buty z blaszkami, jak rasowy depesz. Ja nie, niestety. Strasznie zazdrościłam.

Wtedy jęczeliśmy do wytapirowanych kolesi z okładek, teraz możemy ich na luzie zagadnąć w internecie. To już nie to samo.

Pamiętam, jak się ekscytowałam pierwszą płytą kompaktową. Dziś mam ich setki i prawie wcale nie słucham, bo niemal wszystko jest w Spotify. Ale ciągle odkurzam je i układam starannie.
Nie kochałam się w żadnej gwieździe, ale w moim koledze z klasy. Pewnie nikogo spośród państwa nie zaskoczy to, że był wysoki pod samo niebo i miał przydługie, falujące włosy. W temacie męskim jestem cholernie przewidywalna, wierzcie mi. Wszystkie moje zakochy wyszły spod jednej sztancy.
Ów chłopiec był pierwszym i chyba jedynym facetem, któremu wyznałam miłość (owszem, byłam AŻ TAK durna – usprawiedliwia mnie jedynie to, że miałam siedemnaście lat). Później stałam się bardzo oszczędna w słowach. Gryzienia się w język oduczył mnie dopiero P&W, który każdą swoją myśl natychmiast werbalizuje. No, prawie każdą. Są sfery, o których nie rozmawia nigdy. Przenigdy. Dobrze strzeże swoich tajemnic. Moich też.

Jeszcze tylko raz wduszę ‚rewind’ i mogę zająć się prawdziwym życiem…

(Zapomniałam dodać – z polecenia czytelniczki sprawiłam sobie wreszcie książkę, w którą wsiąkłam po uszy. Dziękuję).

Reklamy

8 thoughts on “A sly and wanton betrayal

  1. Och, cieszę się! Uwielbiam dzielić się książkami. Kupiłam kiedyś na wyprzedaży chyba z 10 egzemplarzy „Znaczy kapitana”, żeby rozdawać je na prawo i lewo z nadzieją, że ktoś zachwyci się tak, jak ja.

  2. Ja! Ja pamietam Raya Cokesa! Byla jeszcze niejaka Simone i Paul King, a Mtv mialo siedzibe w Holandii. Ogladalam w tych czasach z nabozenstwem kazdy teledysk. Nie ruszali mnie za to Beavis&Butthead:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s