I will burn the heart out of you

Niebywałe, ile w dzisiejszych czasach trwa tworzenie kopii zapasowej telefonu. Sprawiłam sobie nową maszynkę do dzwonienia – 50 lat temu mogłabym wysłać za jej pomocą ludzi na Księżyc – ale uprzednio musiałam zgrać na nią wszystko z maszynki starej. Co prawda najczęściej wybierane numery i tak znam na pamięć, niemniej sami państwo wiedzą; telefon to treść życia, wszystkie focie z rąsi i lubieżne emesesy (odkryłam przy okazji, gdyby kogo z państwa ciekawiło, że tylko od ubiegłej jesieni miły wysłał mi ponad półtora tysiąca wiadomości; to jest coś, biorąc pod uwagę, że na początku potrafił wysłać zdawkowe wesolych swiat po tygodniach mojego nerwowego wyczekiwania), kompromitujące filmy, enigmatyczne notatki i szkice na bloga, namiary na dawno zapomnianych eksów i przyjaciół z minionych epok.
Trzecią godzinę nad tym siedzę, rwąc włosy z głowy.
Pies kładzie łeb na stole i próbuje mi pomóc w udręce. Obawiam się, że mamy podobne zrozumienie współczesnych technologii.

Sherlock Sherlockiem, ale ten Moriarty! Moriarty. Ten jego niesamowity głos fruwający po skali w górę i w dół. Zasłużona w pełni BAFTA.
(Na domiar szczęścia Andrew podnosi filiżankę, strzela i szarpie się za grzywkę lewą ręką, co każe mi myśleć, że mamy coś wspólnego).
Cześć, mam na imię i kocham psycholi.
Notabene, czytałam gdzieś kiedyś, że psychopaci – obok tego, że inteligentni – bardzo często są atrakcyjni wizualnie, nie tylko w filmach. Mają w sobie coś, co przyciąga kobiety. Dlatego piszemy listy miłosne do seryjnych morderców. Żeby mnie państwo źle nie zrozumieli – ja nie piszę….

Po długim piątkowym wieczorze – oczywiście, że miałam wrócić do domu przed północą, wróciłam sporo później ze zdartym gardłem i ustami ciągle lepkimi od wiśniówki, ale też z uśmiechem dookoła głowy, bo nic przyjemniejszego nad spotkanie z ludźmi, za którymi szczerze się tęskniło – wczorajsza podróż w rodzinne strony była dość dotkliwa. Ratowały mnie okulary przeciwsłoneczne i Kent Odessa w słuchawkach.
Smutno się szło przez ulice mojego dzieciństwa. Wyblakłe szyldy nad witrynami pokrytymi kurzem, odrapane ściany, domy jakby pochylone, puste. W miejscu cukierni, do której chodziłam z babcią – pamiętam doskonale, zawsze chciałam zwinąć stamtąd jeden z kafli z namalowanymi pasterkami – tylko ciemne okna.
Zabolał mnie ten spacer. Nie takie miejsce chcę pamiętać.
Byłam u niej po raz pierwszy od trzech lat – wreszcie się odważyłam. Byłam krótko. Wreszcie powiedziałam głośno ‚pa, trzymaj się’ i odeszłam.
Niech zatem państwo nie dziwią się, że wolę pisać o byle czym, komórkach i telewizji. Czasami tak jest łatwiej.

(Jak na niewierną, dziwnie mocno wierzę w to, że ona i dziadek mnie pilnują. Muszą, bo jak inaczej wytłumaczyć moje ciągłe szczęścia w nieszczęściach? Nie mogę tylko przeboleć, że domek dla lalek, który dziadek mi zbudował i umeblował, przepadł w licznych przeprowadzkach. A był to najpiękniejszy na świecie domek).

Reklamy

3 thoughts on “I will burn the heart out of you

  1. Co do psychopatów, to potwierdzam teorię – mam kilku na stanie i każdego bardzo lubię. Tzn. lubię z nimi pracować, mają jakiś nieodparty urok i ciągle muszę się poddawać superwizji, żeby nie poddawać się psychopatom 😉

    • Sony – od 15 lat mam Soniaczki, z innymi markami nie daję rady. Przed kolacją udało się prawie wszystko zgrać 😉
      A co do listów miłosnych – jedyny facet, do którego je piszę, jeszcze ciągle mnie nie udusił, choć okazji miał sporo… Czasami dziwnie się uśmiecha, ale mam nadzieję, że nowym wcieleniem Kuby Rozpruwacza jednak nie jest 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s