Cinquantamila lacrime

Tak, nadal słucham tej samej piosenki i dzięki temu kąciki moich ust są niezmiennie uniesione.
(Być może z kącikami ma również związek fakt, że spadł mi z serca największy kamień i niewykluczone, że moje życie zawodowe bardzo gwałtownie przyśpieszy – wspominałam, by uważać, czego się chce?).
Brzmiała cudownie, idealna ścieżka dźwiękowa, gdy wracałam dziś domu. Lało jak z cebra, strugi wody płynęły jezdniami i chodnikami, światło latarni rozmywało się miękko. Jakby świat był nie dość filmowy, zerwał się silny wiatr. Toczyłam nierówną walkę z parasolką, rozpuszczone włosy fruwały mi na wszystkie strony, nie widziałam, dokąd idę i poczułam, że woda wlewa się w moje najlepsze buty.
I wiecie co?
Nie mogłam opanować śmiechu.
Przez dwie minuty czułam się, jakbym znalazła się w samym środku komedii romantycznej.
A później odtwarzacz przestawiony w tryb losowy (to ta moja odrobina ryzyka w życiu, wicie rozumicie) włączył mi to – owszem, rozrzut mam fatalny – i z mojej komedii weszłam prosto w duszny thriller. Zimno i ciemno się zrobiło, samochody przyśpieszyły, uliczne oświetlenie przygasło.
Czy wam też wyobraźnia wyświetla filmy, gdy idziecie przez miasto z słuchawkami w uszach?

Z zupełnie innej beczki teraz.
Otóż jestem dość przesądna. Na wszelki wypadek przesądna jestem. Takie niegroźne dziwactwo.
Gdy zapominam zabrać czegoś z domu i muszę wrócić, zawsze siadam na ułamek sekundy. Łapię się za guzik na widok kominiarza. Omijam szerokim łukiem drabiny. Protestuję, gdy znajomi zapalają papierosa świeczką. Mam piękne, sięgające ramion kolczyki w kształcie pawich ogonów i nigdy nie wkładam ich, gdy idę do teatru.
Zewsząd zwożę gadżety na szczęście. Bransoletki, koraliki, ikony, amulety do przybicia na ścianie. Jestem też regularnie obdarzana takimi prezentami przez tych, którzy znają moją słabość.
Z końcem maja byłam u Lucii. Ot, czaszka leżąca na ładnie wykafelkowanej półeczce w podziemiach kaplicy w świrniętym Neapolu. Boję się krypt, nie lubię do nich schodzić, ale ta jest wyjątkowo… sympatyczna. Lucia, w swoim ładnym wianku i diademie, spokojnie przyjmuje interesantów – głównie zakochane dziewczyny, choć nie tylko. Cały Neapol jest miastem duchów, czarów, zaklęć i loterii. Na każdym rogu kupicie maleńkie różki odpędzające zło. Oczywiście, że kupiłam. Przypięłam do kluczy.
Nie mogę pozbyć się głupiego wrażenia, że odkąd stamtąd wróciłam, zaczęło się dziać.
Bo zaczęło. Od czerwca moje życie jęło wywijać fikołki.
Wywija takie, że nie nadążam. Jakbym wsiadła w kolejkę górską. 80% spraw, które mi się ostatnimi czasy przytrafiają, pomijam tutaj z różnych względów, ale wierzcie – czuję się, jakby nadprzyrodzone moce postanowiły ubarwić mi życie i trochę się mną zabawić.
To najpewniej czysty zbieg okoliczności. Może skutek kilku sukcesów. Może wielu porażek, z których wreszcie wyciągam wnioski. Życzliwych ludzi wokół, którzy potrafili pogłaskać, wesprzeć, otrzeć łzy i opierdolić, gdy trzeba było. Uświadomienia sobie dorosłej prawdy, że jeśli nie teraz, to nigdy.
A może jednak rzeczywistość troszkę się zaczarowała?
Tak – wiem. Naiwne. Projekcja. Gusła i zabobon.
Ale wierzyć nie zaszkodzi, prawda?

Jak kiedyś rzekł pan i władca – przygoda jest przed tobą.
I wykrakał.

Jeszcze drobna notatka czwartkowa. Tomasz Kot w dzisiejszym DF mówi: „Mam taką teorię na temat pokolenia 1975-80. Uważam, że jesteśmy unikatowi”. Ja też!

Reklamy

6 thoughts on “Cinquantamila lacrime

  1. Jestem bliżej dolnej granicy tego zakresu, o którym mówił Kot, ale tak, to zdecydowanie prawda 🙂

  2. mieszczę się! jeszcze w pięknych latach 70.
    tak, też to miałam z wiatrem i deszczem. a potem, przez minutę, niebo na zachodzie zrobiło się obłędnie czerwonozłote. a na wschodzie dujawica i czarność. nieprawdopodobny moment. z serii „nigdy nie zrobionych zdjęć”.
    odrobinkę przesądności nie zaszkodzi. też siadam, jak muszę się po coś wrócić. i guzik! guzik przy kominiarzu. za to lubię, jak mi czarny kot przebiegnie.

    wiesz co, a te wolty, rewolty, fikołki…2013 się stara i u mnie. oj, jak on się bardzo stara, żeby mi nie było nudno…w życiu takiego roku nie miałam do tej pory. tak intensywnego, pod każdym względem.

    • u mnie, jak to się ładnie mówi, sytuacja jest dynamiczna 🙂 a przyszły tydzień będzie jednym z najbardziej wariackich w moim życiu. byle dotrwać do 20:55 w piątek…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s