There is no Hell, only people that you meet

Znowu jedno kliknięcie i całe popołudnie w plecy. Nie sposób przestać słuchać. W każdym razie ja nie mogę. Dlatego właśnie sprzedaję wam tego wirusa – w nadziei, że sama się go pozbędę.
Nie chcielibyście widzieć mnie słuchającej tej piosenki, bo dzieją się ze mną wówczas rzeczy dziwne. Zmieniam się w kronopia.
Czyli, cytując Cortazara:
Kiedy kronopie śpiewają swoje ulubione piosenki, podniecają się tak dalece, że często dają się przejeżdżać ciężarówkom i cyklistom, spadają z okien, gubiąc to, co mają w kieszeniach, do świadomości, którego dziś mamy, włącznie. Kiedy kronopio śpiewa, nadzieje i famy przybywają, by go słuchać, jakkolwiek nie bardzo rozumieją jego ekstazę i przeważnie się gorszą. W środku pieśni kronopio wznosi łapki, tak jakby podtrzymywał słońce, jakby niebo było tacą, zaś słońce głową Jana Chrzciciela, wobec czego śpiew kronopia jest nagą Salome tańczącą dla fam i nadziej, które stoją wokół z porozdziawianymi gębami, zastanawiając się, czy ksiądz proboszcz, czy wypada. Ale jako że w gruncie rzeczy są poczciwe (famy są dobre, a nadzieje głupawe), kończy się tym, że klaszczą kronopiowi, który nagle przytomnieje zaskoczony, rozgląda się dookoła i także zaczyna bić brawo, biedaczek.
Oczywiście pewnie żyje gdzieś w świecie człowiek, który przy tej piosnce nie tupie nóżką, nie podnosi rączek, nie tańczy, nie podśpiewuje i w ogóle nie podoba mu się, ale nie chcemy tego człowieka poznać, musi bowiem być istotą bardzo smutną.
Ubóstwiam połączenie melancholii z dziarskim wykopem, bo to samo życie przecież. Tak to jest. Ciągle się śmiejemy przez łzy.

Mam dziś niechciej, którego nie sposób ogarnąć rozumem i pozwalam sobie nań; trochę zbyt szybko pędziłam ostatnimi czasy. Ogólnie rzecz biorąc, robię nic. Filmy oglądam, sączę różowe, dopisuję po jednym zdaniu do artykułu, zastanawiam się, gdzie powiesić zdjęcia, bo wolnych kawałków ściany zostało już niewiele (a miał być szlachetny minimalizm, ech?); czytam dziwne blogi. Przeczytałam na jednym, że całe te „Zołzy” rzekomo kochane przez mężczyzn to książka wybitna.
Wybitna, dziewczę, to jest „Miłość w czasach zarazy”. Zbiór regułek, które słyszy się na pierwszym wykładzie z psychologii społecznej, wybitny nigdy nie będzie. Chryste Panie, czy naprawdę aż tak głupiejemy, że potrzeba nam drukowanych instrukcji postępowania z płcią przeciwną, a wielkich słów używamy na określenie czegoś bardzo małego?
Jak państwo wiedzą, bawią mnie wszelkie próby sprowadzenia relacji damsko-męskich do pewnego rodzaju gry, szachów jakichś, gdzie każdy winien postępować zgodnie ze ścisłymi zasadami i nigdy inaczej. Dla mnie to całkowity nonsens. Zwłaszcza, że zwykle trzeba bardzo niewiele, by zapaść komuś w pamięć na długo. Da radę zrobić to bez podręcznika.
Wiedzą też państwo, że dotychczas lubiłam łamać wszelkie przykazania dotyczące zachowań po pierwszej randce, bo nigdy nie mogłam pojąć, czemu wysłanie mężczyźnie esemesa uderza w moją godność, a czekanie przez tydzień, aż on mi wyśle – już nie. Ale nie chciałam o randkach. Chciałam o tym, że przeraża mnie to, jakie książki są obecnie uznawane za kanon. I proszę mi nie mówić, że najważniejsze, że ludzie w ogóle czytają.

Reklamy

8 thoughts on “There is no Hell, only people that you meet

    • fajni są ci grający bracia, nie? 🙂 i jeden ma na imię prawie tak, jak ja…
      nie ukrywam, najlepiej czuję się w słowach, ale foty i muzyka bardzo pomagają wyrazić coś, co czasami trudno ująć w zdaniu czy dwóch.

    • to prawda 🙂 to jest – istnieją pewne rodzaje muzyki, które mogą sobie być w tle (do pracy, gotowania, całowania czy czego tam), ale ten nie może. ta piosenka sprawia, że całkowicie tracę kontrolę nad własnym ciałem 🙂

  1. 🙂 jaki fajny ten kawałek 🙂 dzięki…. słucham sobie po raz 4 🙂 przyjemny bardzo, szczególnie na ten dzisiejszy zamglony i senny dzień.
    Co do książek to nie wiem o co już chodzi z tym czytaniem. Dobijające że ludzie sięgają po te wszystkie gnioty (które być może tylko dla mnie są gniotami.. nie wiem) – ostatnio usłyszałam od znajomej w pracy, że 50 twarzy Greya to jest ambitna książka… ręce załamałam. Jak usłyszała że czytam książkę która opowiada o Syberii i ma 700 stron spojrzała z politowaniem i zdziwieniem… i tu ona ręce załamnała…
    No ja nie wiem, ja sie nie znam, zarobiona jestem 😀

  2. zanim pójdę zdechnąć sobie w kącie na smutek i wykluczenie społecznege (gdyż piosenka nie podoba mi się) dodam tylko, że ilu czytających – tyle kanonów. jeżeli ktoś się ekscytuje szmirą, no to trudno. zawsze przecież można mu polecić coś lepszego. 🙂

  3. I dla mnie piosenka z gatunku, ktory omijam z daleka. Ale klikam w kazdy muzyczny link:) Czy Autorka slyszala dokonania siostr Haim?

  4. kurcze, mam mieszane odczucia nt. kanonu i czytania. cieszę się, jak ktoś konkretny podziela moje gusta przy jakiejś konkretnej książce, ale raczej nie zwracam uwagi na to, jaką dana pozycja ma opinię wśród anonimowych rzesz i wśród literaturoznawców 😉 stąd część moich ulubionych rzeczy to klasyki, którymi można by sobie gębę wytrzeć, że och taki ja oczytany, a część to takie cuda, o których pies z kulawą nogą nie słyszał. to z pozycji egocentryka, któremu zwisa intelektualna kondycja społeczeństwa, póki sam ma wyborny żer czytelniczy w stu smakach. ale jak tak się zepnę i spojrzę okiem społecznym na podaż książek obecnie, to trochę podzielam przerażenie. ale jeszcze po chwili zastanowienia – „powieści dla kucharek” były też i parędziesiąt lat temu, i poumierały szybciej od swoich autorów. podobnie za lat kilkadziesiąt z naszych czasów nikt nie będzie pamiętał sezonowych hitów empiku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s