I’m into, oh murders and executions mostly. It depends.

Gdyby ktoś mnie zapytał o moją ulubioną czynność, to na czwartym miejscu po jedzeniu, śnie i seksie wymieniłabym kupowanie biletów. Każdych biletów. Może tych tramwajowych niekoniecznie (choć podobno mamy w Krakowie nowe wspaniałe biletomaty, tacy jesteśmy nowocześni!), ale wszelkich innych jak najbardziej. Bilet jest obietnicą czegoś wspaniałego, co zaraz nam się zdarzy.
I to o biletach właśnie będzie notka.

Jak państwu czytelnikom przebąkiwałam, z końcem stycznia wracam do Londynu, bo w maju (sic!) kupiłam bilet na Jude’a w roli Henryka V. Nie chcą państwo czytelnicy wiedzieć, za ile, ale wyciąg z karty kredytowej trafił do kosza bez czytania. Tak czy inaczej ten wyjazd, w odróżnieniu od dwóch poprzednich, jest od dawna planowany.
No i ponieważ jadę, a zdarzyła się rzecz niebywała w postaci zastrzyku gotówki, postanowiłam zorganizować sobie dodatkowe atrakcje. Read Not Dead, rzecz jasna (tylko tym razem nie będę rzęs tuszować, bo i tak mi wszystko spłynie ze śmiechu) oraz – uwaga, uwaga! – American Psycho. Uściślając, MUSICAL na motywach American Psycho. Tak, to o tym gościu, który miał najlepsze garnitury w mieście, a po godzinach odcinał kobietom piersi i smażył je na patelni. Ze względu na kolosalne zainteresowanie (ciekawe, dlaczego…) przedłużyli tzw. run o parę tygodni i rzucili nowe bilety.
Nabycie mojego zajęło mi, bagatela, cztery godziny. Powtarzam, cztery godziny. Wspominałam, że cztery godziny? Przez jebaniuchne cztery godziny mojego cennego życia odświeżałam stronę, na której niezmiennie widniał komunikat: Server busy. Please try again later. Czułam się, jakbym kupowała bilet na Stonesów. Ba, na Miley Cyrus. Krew mnie zalewała. Gdy porzuciłam już wszelkie nadzieje, nagle na stronie pojawiło się obiecujące kółko zwiastujące ładowanie treści i wtem! okazało się, że są jeszcze miejsca na ‘moją’ sobotę, ba, w całkiem przyzwoitej cenie.
Uczucie triumfu ducha nad materią, gdy zobaczyłam w skrzynce mail z potwierdzeniem – bezcenne.
Bileciki rozeszły się w jeden dzień, więcej nie będzie. Kto jest mistrzem?

(I skoro już tam będę, to jeszcze to chciałabym zobaczyć. Niby dla dzieci, ale nieważne, bo w tym tańczy Will Kemp. Will Kemp wygląda tak. A w pracy tak. Jak tu się nie interesować sztuką).

W ogóle to dziś rano pewien młodzieniec przepuścił mnie w kolejce do kasy w Biedronce. Spójrzmy prawdzie w oczy, jestem zgrzybiała.

Reklamy

3 thoughts on “I’m into, oh murders and executions mostly. It depends.

  1. Miałam o sobie takie samo mniemanie jak udalo mi się w zeszły październik w pierwsze trzy minuty zapisów zapisać dwie osoby na maraton w Berlinie. Najtańsze miejsca rozeszły się właśnie w 3 minuty, a całe 40000 pakietów w 3h.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s