I know no herbs to make lovers sleep

Obawiam się, że wróciły moje kłopoty z zasypianiem. Umęczyłam się minionej nocy niemożebnie; dopiero nad ranem spłynęłam w w dziwny półsen. Nie znoszę uczucia dryfowania na pograniczu jawy i marzeń sennych.
Tym razem, inaczej niż poprzednio, wiem, skąd to się wzięło. Stres. Ołowiany ciężarek w żołądku. Zmęczenie ciągłymi zmianami – ja nie lubię zmian, wolę ustalony ściśle porządek rzeczy, gwałtowne zwroty akcji mnie irytują, a tego roku było ich co niemiara. Mdłości można dostać od tylu zakrętów.
Zastanawiam się mimo wszystko, czy spokojny sen nie jest przypadkiem wart kolejnej rewolucji.

Jak na ironię, musiałam rano znaleźć definicję czegoś z gatunku biznesowej nowomowy, której szczerze nie trawię, ale wiem, że odpowiednia w niej biegłość pozwala wypowiedzieć się na każdy temat, zwłaszcza ten, o którym mamy niewielkie pojęcie. Wbiłam w gugla ‚definition of’ i już chciałam pisać dalej, gdy nieoceniony gugiel zasugerował, że chodzi mi o ‚definition of insanity’.
Właściwie powinnam była zapoznać się z tą właśnie definicją, albowiem przypuszczam, że coraz bardziej pod nią podpadam.

Ale za to pierwszą piosenką, jaką dziś zagrało mi radio, był mój nowy-nienowy numer przewodni, wielokrotnie linkowany w ostatnich tygodniach, więc tym razem państwu oszczędzę. Przez lata tego nie słyszałam, a teraz płynie zewsząd.
Wzięłam to za dobry znak.

Reklamy

One thought on “I know no herbs to make lovers sleep

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s