You must walk your path alone

A dziś jest mi bardzo, bardzo smutno.
Nie mogę państwu napisać, dlaczego, ale czuję się, jakbym powoli rozpadała się na kawałki. Mam grubą skórę, zbyt grubą może czasem – niemniej da się ją przebić i trafić prosto w mięcho. Da się sprawić, żebym poczuła się bardzo samotnie i źle.
Pocieszam się, jak tylko mogę, ale też alienuję, jak tylko mogę.
I nieważne, że przytrafiło mi się coś ogromnie miłego, że przyszły tydzień zapowiada się uroczo i właśnie przeczytałam oszałamiająco dobrą wiadomość (a tak strasznie bolałam, że nie mogłam tego obejrzeć w streamingu, bo niezależnie od tego, ile forsy wydaję na wspieranie wyspiarskiej kultury, BBC iPlayer w moim grajdołku nie działa – łobuzy – a jestem zbyt ciemna, by stosować oszukańcze obejścia).
Nieważne.
Przejdzie oczywiście, ale muszę jakoś dosłodzić sobie życie dziś wieczorem – nie wiem tylko, jak; pomysły? – bo inaczej jutro rano będę wyglądała jak buldog. Mój nowy krem pod oczy nie radzi sobie ze skutkami ubocznymi mazania się.
(Kompulsywne słuchanie While My Guitar Gently Weeps raczej ci nie pomoże, głupia).
((Ani tym bardziej słuchanie Alexandra Leaving. Weź się ogarnij)).

Reklamy

12 thoughts on “You must walk your path alone

  1. Napij się wina, posłuchaj dźwięków nocy. Gdybyś mieszkała w Warszawie, już niedługo mogłabyś usłyszeć pierwsze poranne tramwaje, najbardziej – jak dla mnie przynajmniej – pozytywny dźwięk miasta.
    I możesz też pomyśleć, chociaż nie sądzę, żeby to było jakoś super dla Ciebie budujące, ale zawsze coś, jednak, że w szafce leży sobie pewna, całkiem ładna koszulka i czeka na odpowiedni moment 😉

    • mieszkam nieopodal przystanku tramwajowego – słyszę pierwsze tramwaje codziennie, natomiast mało mnie to cieszy, gdy nie mogę spać 🙂

      Daaaahaaarcyy!!!! i to jest dobra wiadomość, dziękuję bardzo 🙂

        • no jak to? ikona. obrzydliwie bogaty, przystojny, wytworny i nieznośnie zadufany w sobie socjopata przekonany, że taniec jest dla dzikusów, towarzyskie konwersacje są stratą czasu, a wszyscy poza nim to pospólstwo. jednym słowem – buc.
          jak łatwo domyślić się po opisie, od dwustu lat bożyszcze kobiet zaczytujących się w romantycznych powieściach.
          tutaj masz streszczenie: http://www.youtube.com/watch?v=zApKD4CFUjQ 🙂

        • Wyciąć z Twojego opisu „obrzydliwie bogaty, przystojny, wytworny”, zostawić całą resztę (ewentualnie można jeszcze zostawić „obrzydliwie”) i pomyślałbym, że ktoś mi nadał nową ksywę 😀

  2. wysmaruj twarz miodem, rozerwij puchową poduszkę, wsadź twarz w pierze i przyjrzyj się sobie w lustrze. Koszta niewielkie a i zabawa przednia 🙂 I, na miłość boską, nie przeglądaj stron z ofertami lotów do Azji tylko dlatego, że Ci smutno…

    • to akurat bardzo chciałabym zrobić, ale nie stać mnie chwilowo 😉 myślę, że jakoś w lutym zacznę badać temat… (mam oczywiście na myśli Azję, nie rwanie poduszek).

  3. „I look from the wings at the play you are staging,
    While my guitar gently weeps.
    As I’m sitting here, doing nothing but ageing,
    Still, my guitar gently weeps.”
    – ta zwrotka mnie zaskoczyła w akustycznej awersji na Anthology, skojarzyła mi się z twoją teatromanią 😉
    a Cohena koncertówkę z Londynu dziś miałem w samochodzie, więc można powiedzieć, że dostałem odłamkowym…
    p.s. pod oczy na noc się daje krem pod oczy, czy krem na noc? 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s