Choose your poison

Sylwestrową noc spędziłam z niewielką grupką ludzi, którym oddałabym ostatnią koszulę. W noworoczny poranek karnie wróciłam do domu autobusem (ze względu na rychłe wyjazdy jestem wściekle oszczędna i staram się zapominać o istnieniu taksówek), walcząc z mdłościami na każdym zakręcie i ukrywając twarz z roztartymi nań resztkami makijażu za postawionym kołnierzem. Gdy dotarłam, wypiłam tuzin wiader wody. Ech, i pomyśleć, że jeszcze niedawno po całej nocy balowania człowiek szedł świeżutki na wykład o dziewiątej. Teraz chce tylko, by ktoś szybko skrócił jego męki.
Gdy udało mi się odzyskać względną równowagę i zwalczyć światłowstręt, nastąpił drobny zwrot akcji w postaci telefonu od przyjaciółki. Przyjaciółka zapytała, czy pamiętam jej znajomego, którego zaprosiła spontanicznie na naszą imprezę, bo biedaczek nie miał gdzie się podziać. Gdy potwierdziłam, po drugiej stronie zapadła niepokojąca cisza, a następnie przyjaciółka zeznała, że obdarzyła delikwenta moim numerem telefonu. Albowiem ponoć zrobiłam na nim wrażenie. Nie dodała, jakie wrażenie.
– Jesteś na mnie bardzo zła?
– Nie bardzo.
Przemilczałam fakt, że delikwent zdążył wytropić mnie na fejsie i wysłać mi wiadomość.
Ech. Panna Hyde znowu podniosła głowę. Będzie musiała posłusznie ją opuścić.
Dla równowagi pan i władca w ostatnich dniach uaktywnił się w sposób zdumiewający i zachowuje prawie jak nie on. Jakiś taki łagodny. Chyba mi się starzeje chłopak. Kiedy sobie uświadomiłam, które urodziny będzie obchodził w tym roku, złapałam się za głowę. A później pomyślałam o moich urodzinach i złapałam się jeszcze bardziej. Dotychczas udawało mi się nie przejmować szczególnie upływem czasu, ale cóż – nie mam w komórce portretu, który będzie posuwał się w latach za mnie. Jak zresztą wiadomo, Dorian Gray zapłacił bardzo dużo za wieczną młodość.
Tym sposobem od rui i porubstwa przeszłam do spraw ostatecznych. Może lepiej zajmę się marzeniami o tegorocznych podróżach (a od pomysłów w mojej małej główce aż ciasno), zamiast wzdychać nad nieuchronnością wydarzeń…

Zapomniałam dodać, że przenigdy nie przyznam się państwu do tego, ile razy oglądałam tę scenę i jak tępo promienny – albo promiennie tępy – uśmiech miałam wówczas na twarzy. Fajnie się ten rok zaczyna, czyż nie?

Reklamy

8 thoughts on “Choose your poison

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s