Absence of evidence isn’t evidence of absence

Gdy wracałam dziś do domu, zaczepiły mnie na ulicy dwie przemiłe panie. Chciały spytać, czy wierzę, że umarli powstaną z grobów.
Wykręciłam się, ale później pożałowałam. Mogłam przecież zmrużyć oczy i wyszemrać ‚ależ oni już powstali’…
Nie, pewnie ciągle to słyszą.
(Swoją drogą – wielce podłe jest zadanie takiego pytania komuś, kto spędził pół doby w pracy, oddychając sztucznym powietrzem, widząc dzięki sztucznemu oświetleniu. Chyba że poszukuje się dowodów na istnienie zombie).

Kolega sympatyczny jeszcze się nie poddał, co więcej, rozpędza się. Nieważne, że na dzień dobry usłyszał komunikat, iż ja jakby nieszczególnie do wzięcia. Nieważne, że coraz gęściej wspominam w konwersacjach, jak to pan i władca to, pan i władca tamto, a wspominałam już, że pan i władca…? Nieważne, że coraz bardziej opieszale odpowiadam na wiadomości. A tych wiadomości jest DUŻO. Domyślam się, że wiele kobiet uznałoby ich liczbę za zadowalającą, ale nie ja. Dla mnie to ostrzał. Bo ja oczywiście wolę, gdy chłop uparcie milczy i pozwala mi pochodzić sobie trochę po ścianach, powyrywać trochę włosów, pogłodzić się przez kilka dni – o tak, wtedy jest wspaniale. Kiepska ze mnie królewna w wieży.
Jezusku, gdy sobie przypomnę długie dni oczekiwania sprzed paru lat, to aż mnie dreszcz przechodzi. To był koszmar i nadzwyczaj cwane zagranie. Wiedział, że podam mu się na tacy.

Uroczy jest ten chłopak, ale zupełnie nie przyswaja ironii. A ja uwielbiam cięty język i szybkość myślenia. W miłym najbardziej nęci mnie jego żonglerka słowna – zabawy dwuznacznościami, błyskawiczne riposty i ta piękna polszczyzna, która w połączeniu z zamiłowaniem do kuchennej łaciny daje efekt jedyny w swoim rodzaju. On od razu, zawsze wyczuwa sarkazm i na wszystko ma odpowiedź. Ma nieustannie przymrużone oko i to jest cudowne.
Rozmawiając z tym młodzianem, mam ochotę co rusz dodawać ‚żartowałam’, bo on wszystko bierze serio.

(Kto tam znowu kopie przez moje maje, lipce i wrześnie? Nie warto, powiadam, nie warto).

Reklamy

6 thoughts on “Absence of evidence isn’t evidence of absence

  1. A może to właśnie on przekopuje Twoje archiwum, aby jeszcze lepiej Cię poznać 🙂
    Szkoda, że scarabee.blog.pl już niedostępny. Tam to by sobie dopiero poczytał 😉

  2. Przyznaję się.To ja przekopuję co jakiś czas twoje archiwa…Po prostu,uwielbiam Cię czytać i jak tylko mam parę chwil,to robię to z lubością…ot co:-) Pozdrawiam:-)

  3. Anegdota – znajoma wraca do domu często przez cmentarz, najkrótsza droga. Kiedyś sąsiad ją spotkał będąc na cmentarzu nad grobem kogoś z rodziny, pyta się jej czy ona tak się nie boi, po nocy chodzi sama po cmentarzu, na co znajoma odpowiada „gdybym żyła to może bym się bała”;-) Refleks 🙂 A wspólne poczucie jest super spoiwem w związku na dłuższą metę. My z mężem czasami razem się pośmiejemy do łez, ale generalnie ja zupełnie nie chwytam tego co jego śmieszy a on tego co mnie, u mnie to też ironia. Tęsknię za tym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s