We’re all sinners

Krakowskie lotnisko świetną promocję wczoraj miało dla pasażerów, trzy miasta w cenie dwóch. A nawet trzy kraje, bo zaleciałam do Czech. Już prawie, prawie lądowaliśmy, podwozie wysunięte, gdy silniki gromko zawyły i odfrunęliśmy w kierunku Brna. Niezbyt fortunne, zwłaszcza że wiązało się z całodniowym przymusowym postem, ale muszę przyznać, że wróciłam do domu całkiem zadowolona, bo 1) easyJet ma ujmująco dowcipnych pilotów, 2) nikt nie narzekał. Nawet jakieś małe poczucie wspólnoty się wytworzyło w drodze do Małopolski. Inna sprawa, że raczej głupio narzekać w takiej sytuacji. Mieliśmy do wyboru pieprznięcie z rozmachem o pas startowy.
Poza tym drobiazgiem było cudownie. Chcę więcej – i wezmę sobie więcej.

Najpierw poszłam na balety. Przy okazji odkryłam upiorne wyjście ze stacji Covent Garden. 193 cholerne stopnie. Ostrzegali, ale baba przecież nie uwierzy. Do teatru dotarłam, ledwo zipiąc.
Balety były słodkie i wzruszające. Przez dwie godziny czułam się, jakbym znowu była dzieckiem. Zwłaszcza w chwili, gdy z sufitu zaczęło padać na publiczność coś białego, o rety, ŚNIEG! Prawdziwy śnieg. Nie mam pojęcia, w jaki sposób został wyczarowany – to jest właśnie nieodparty urok Melpomeny – ale wywołał absolutną euforię na widowni. Wszyscy z promiennymi uśmiechami wystawiali twarze albo próbowali złapać płatki. W recenzjach mądrze przemilczano tę atrakcję, tym większa była uciecha.
Muzyka baśniowa. No i Kemp. Notabene bardzo sympatyczny i interaktywny w mediach społecznościowych. Kemp swego czasu odmówił udziału w kampanii reklamowej Armaniego, bo wolał być kojarzony z teatrem – umówmy się, gdy tak się wygląda, można sobie pozwolić na odmawianie komukolwiek. W każdym razie jako tańczący szczur jest bezsprzecznie czarujący, mimo że spływa potem. Wygląda to wszystko zniewalająco, ale to ciężka, ciężka praca. Domyślam się, że część z was zagapiła się na górny fragment tej fotografii i nie czyta dalej, więc dodam tylko, że zarówno zdjęcie, jak i cała ta ratunkowa konstrukcja są autorstwa jego brata, który jest podobnie wyględny, zarabia na chleb jako trener osobisty i organizuje obozy wytrzymałościowe – gdyby któraś z pań nie miała pomysłu na urlop…

Następnego dnia, poczyniwszy rytualne zakupy w Topshopie (kto mnie potrzyma za rękę, gdy będę sprawdzała saldo?) udałam się do Islington na spotkanie z rasowym psychopatą. Warto, BARDZO warto było walczyć o bilet przez cztery godziny. Po pierwsze – sam teatr jest uroczym, kameralnym miejscem, w którym publiczość zasiada na dwuosobowych siedzeniach, więc przy okazji można się zbratać (co znacznie ułatwia wynalazek znany jako interval drink). Po drugie – fenomenalna rzecz. Wyszłam sponiewierana. Bardzo mocne, pod każdym względem. Zaczyna się tak, że cała widownia nerwowo podskakuje. Mnóstwo przemocy, mnóstwo odhumanizowanego seksu, niesamowite światło, muzyka nieznośnie wpadająca w ucho. Można zatęsknić za latami osiemdziesiątymi. Główny bohater jest nieznośnie powierzchowny i zimny, ale Matt Smith ze swoją żuchwą (i niewątpliwie pięknym ciałem) świetnie pasuje do tej roli. Ja w ogóle nie wiedziałam, że on jest taki sławny; w życiu widziałam tylko jeden odcinek Doktora Who. Obok mnie siedziała dziewczyna – Amerykanka, jak na ironię – która oglądała to piąty raz. Nie dziwię jej się ani trochę, też bym chętnie powtórzyła to doświadczenie, ale cóż, biletów nie ma i nie będzie. Gdy zapaliły się światła, pozostało mi westchnąć ze smutkiem i wrócić do hotelu – pieszo, z rękami w kieszeniach płaszcza, nie śpiesząc się zbytnio.
A później nastąpiła piękna, chłodna niedziela.
Och, jaka ona piękna była.

(Tak sobie podrwiwałam ostatnio z Belieberów, a biedactwa muszą mieć niemały dysonans poznawczy, skoro u obiektu ich żarliwych westchnień znaleziono prochy. Mój jest lepszy. Jutro udowodnię. Jeden wers właściwie wszystko mówi. Żeby nie było, że nie ostrzegałam).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s