Whoopsie daisy

Trzeba być mną.
Trzeba być mną, żeby sobie coś takiego zrobić.
Mianowicie pójść w ślady świętej Łucji i podjąć próbę wydrapania sobie oka.
Łyżką zapewne byłoby łatwiej.
Zawiodła mnie koordynacja ruchów. Nie mam pojęcia, w jaki sposób tego aktu masochizmu dokonałam, ale udało mi zaatakować siebie samą tak skutecznie, że nie dość, iż gałę mam zaczerwienioną, jakby mnie facet rzucił (niekoniecznie w przenośnym znaczeniu), to jeszcze przez opuchniętą powiekę przechodzi mi wielce efektowna, dotkliwie piekąca szrama. Chciałam tylko włosy odgarnąć, gestem dość zamaszystym, i chybiłam…
Koleżeństwo było pod wrażeniem tego, jak spektakularnie urządziłam się własnymi rączkami.
Biedne te moje oczy ostatnimi czasy.
Potrzebuję chyba kogoś, kto będzie pilnował, żebym sobie krzywdy nie zrobiła. Bo izolować się od otoczenia (dla bezpieczeństwa otoczenia) to ja mogę, ale jak izolować się od siebie?

Mogło być gorzej. Moja przyjaciółka złamała palec, wkładając piżamę. To mi na szczęście nie grozi, gdyż piżam programowo nie używam – nawet o tej porze roku. Zimny wychów.

Jakby prawie wyłupione oko nie starczyło, od kilku dni kopie mnie wszystko, czego dotykam. Nie wiem, co świat chce mi powiedzieć, ale nie polecałabym nikomu przebywania w moim towarzystwie. Grozi kalectwem.

Reklamy

One thought on “Whoopsie daisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s