Something in the woods

Coś mi tak jakoś…
Coś nie bardzo. Dziś na playliście głównie smutne wokale damskie i męskie, skrzypce i dychawiczne fleciki.
W głowie mam znowu potężny bałagan – za dnia dziwne niepokoje, nocą perwersyjne sny. Wracając z biura, wodziłam po twarzach przechodniów spojrzeniem mówiącym: ‚ma ktoś może papierosa?’ (gwoli ścisłości – ja nie palę… no dobra, znajomi uśmiechnęliby się wymownie).
Nie mam wątpliwości, że czeka mnie w tym roku dużo zmian. Chyba i takich, których jeszcze niedawno nie zakładałam. Jeśli coś działa, nie należy naprawiać – jeśli nie działa, czasami lepiej też odpuścić, spiąć wierzchowca i odjechać w stronę zachodzącego słońca, zamiast certolić się w nieskończoność.

No, ponarzekaj sobie, ponarzekaj, przecież masz TAK OKROPNIE CIĘŻKIE życie. Przypomnij sobie, w jak beznadziejnie ponury sposób spędzisz przyszły weekend i jak spędziłaś poprzedni – wygrzewając się na słońcu z książką, tarmosząc psie futro, chodząc po łąkach i oglądając wieczorami Whitechapel. Och, jakie to jest cudownie mroczne. Jak również och, czy ci brytyjscy aktorzy naprawdę muszą wyglądać tak, że człowiek ma ochotę – w wersji soft – przytknąć nos do ekranu (nie pytajcie o wersję hard)?… I czemu ci synowie Albionu, którzy przyjeżdżają do nas nachłeptać się żubrówki, na ogół mają powab czegoś takiego, z całym szacunkiem dla zwierzątka?

Świadome moich planów na najbliższe miesiące praszczury obdarowały mnie nowym bagażem, niedużym, acz pakownym i – uwaga – różowym. Bo mam od pewnego czasu ostrą fazę na różowy. Odnoszę coraz silniejsze wrażenie, że cofam się w rozwoju emocjonalnym. Być może to ratuje mnie przed szaleństwem.
Z drugiej strony czerń i biel też są w porządku. Wreszcie coś mnie dziś rozbawiło, a piosneczka urocza.

Reklamy

4 thoughts on “Something in the woods

    • Mnie na szczęście rzadko się chce, bo nigdy mi fajki nie zasmakowały i sam ich zapach zwykle mnie wkurza… Ale miałam krótki epizod towarzyskiego popalania na studiach; teraz palę jednego-dwa papierosy w roku – albo na imprezie (pod warunkiem, że nie ma na niej kogoś, kto wyrwie mi toto z ręki z okrzykiem ‚ty nie palisz!’), albo w sytuacji, gdy wypowiedziałam już wszystkie znane mi ciężkie przekleństwa.

  1. mam taką teorię, że każda kobieta ma kiedyś fazę na róż, niektóre w czasie dziecięctwa, niektóre dużo później.
    ja różu nie lubiłam, póki nie dobiłam do trzydziestki. daj boh, żebym po czterdziestce nie sięgneła po koszulki z Hello Kitty… 😉

    • Ja unikałam różu całe dotychczasowe życie – liczba sztuk różowej odzieży w mojej szafie do ubiegłej jesieni wynosiła 0. Aż któregoś popołudnia w ramach leczenia fatalnego humoru kupiłam sobie malinowy sweterek. Otoczenie stwierdziło, że bardzo mi pasuje ten kolor… no i się zaczęło 🙂 Dobiłam już do levelu oczojebnie różowej szminki, więc gorzej być nie może.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s