The moment you doubt whether you can fly, you cease for ever to be able to do it

Najmocniej przepraszam. Dziś będzie wpis na jeden nieciekawy temat.
Otwieramy zeszyty i piszemy: „siła nośna”.

Ostatnio wszyscy sobie robią focie, nawet moja mama się nauczyła. Sama nie przepadam, bo w ogóle nie lubię siebie na zdjęciach – pyzata – a mój nowy telefon ma dość słaby aparat. Tym samym wolę targać lustrzankę i fotografować inne obiekty. Niestety lustrzankę rzadko targać mi się chce. Na ogół szukam po kieszeniach skrawka papieru, na którym mogłabym opisać to, co akurat widzę lub chwilę temu usłyszałam.
A jeden facet poszedł o krok dalej i nakręcił sobie autopromocyjny film w miejscu pracy. To jest – pędząc w niebiesiech swoją lukstorpedą.
Państwo się nie martwią, nikt nie zginął, to były ćwiczenia.

Nasza bohaterka ma taki dziwny kink na punkcie awiacji (ma też parę gorszych, ale nie chcemy o nich mówić), w związku z czym postanowiła zgłębić temat. Gwoli ścisłości, postanowiła sprawdzić, co kryje się pod wizjerem hełmu i maską tlenową. Myślicie, że jakaś pokraka?
No, nie bardzo.
Niezupełnie.
Co prawda nie mój typ, ja nie lubię tak mocno zarysowanych szczęk, wolę delikatnie wyrzeźbione buźki a’la portret Rafaela, ale i tak będę spać spokojniej ze świadomością, że kontynentalnej przestrzeni powietrznej bronią odrzutowi Duńczycy.
Swoją drogą, moim wielkim marzeniem jest przefrunięcie się taką maszynką. Nie jest to czcze i nieosiągalne, więc gdy tylko nauczę się oszczędzać, złożę podanie. Owszem, wiem, że można zemdleć i/lub się porzygać (o ile przeciążenie pozwala cokolwiek wypluć na zewnątrz – nie jestem do końca pewna, jak to działa, ale jak się dowiem, to na pewno napiszę). Dla takich wrażeń zniosę plamę na honorze, a inne plamy z pewnością da się sprać.
Zanim do tego dojdzie, stanie mi na drodze najbliższy urodzinowy wyjazd i z tej smutnej okazji też chciałabym zalatać. Co prawda latanie urwało onegdaj mi nogę – oto niezbyt subtelna różnica między mną a gościem z filmu; on robi ze skrzydłem, co chce, a ze mną skrzydło robi, co chce – i odłożyłam je na półkę na parę zbyt długich lat, ale od pewnego czasu czuję drobną, łagodną tęsknotę. Nie wiem jeszcze, czy to się uda, ale wiem, że z moją obecną korpokondycją powinnam codziennie o świcie maszerować na pobliski kopiec i zbiegać z niego szaleńczym pędem.
Jeśli się nie uda, będę o zmierzchu sączyć wino, przyglądając się upływającemu światu.
I będzie dobrze.
Gdybyście przypadkiem chcieli oderwać się od ziemi dziś wieczorem, włączcie sobie tego młodzieńca.
Do porannej kawy też się nada.

Reklamy

4 thoughts on “The moment you doubt whether you can fly, you cease for ever to be able to do it

    • Nie przeczę, miłe toto jest dla oka (plus ten nimb bohaterstwa), ale nic nie poradzę na moje zamiłowanie do urody bardziej chłopięcej 🙂 Więcej żuchw dla szanownych pań zostaje.

      Oczywiście mógłby mnie przelecieć – bez podtekstów, samolotem mógłby.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s