More of your conversation would infect my brain

No i potwierdza się moja-niemoja teoria, że to nie jest i nigdy nie będzie to samo.
Nie kręcę nosem, Boże broń. Cieszę się, że mogę takie rarytasy oglądać w moim mieście i za jedną dziesiątą ceny, ale to filtrowane emocje. Wolałabym to zobaczyć na żywca.
Bardzo dobrze zrobiony teatr, bez dwóch zdań – czy powinnam zastanowić się nad sobą, jeśli największe wrażenie zrobiła na mnie scena, gdy główny bohater zmywał z siebie krew wrogów i druga, gdy dość paskudnie umierał?… Bardzo dobrze też zagrana rzecz (jak na ironię, ku dużej radości wypatrzyłam tam chłopca, którego znam z Read Not Dead – nie dość, że stowarzyszenie dziwoków, to jeszcze wylęgarnia bóstw, jak widać).
Co do Hiddlestona, hm.
W Wielkiej Brytfannie – z nielicznymi wyjątkami – życie spektaklu trwa kilka tygodni i koniec. Kto nie zdążył, może sobie jedynie w brodę pluć smętnie lub liczyć na ewentualną powtórkę, przy czym niekoniecznie w tej samej obsadzie. Jak łatwo się domyślić, bilety na „Koriolana” poszły w jeden dzień, a nieszczęśnicy polujący na zwroty i wejściówki spędzali długie godziny w śpiworach. Bo Hiddleston. Taki to urok teatrów za kanałem. Tam aktorzy nie dzielą się na tych, co wypruwają żyły na scenie i celebrytów tak wyraźnie, jak u nas – te światy się przenikają. Jeśli w naszym teatrze w ogóle pojawia się jedno czy drugie bożyszcze tłumów, to zwykle w przedstawieniu lekkim i przyjemnym oraz w roli na tyle zachowawczej, by nie mogła mu zrobić kuku na wizerunku. W efekcie mamy ludzi znanych z tego, że są znani po jednej stronie i mnóstwo piekielnie zdolnych nieznanych po stronie drugiej.

Rozmowy zasłyszane na widowni i druzgocąca przewaga liczebna publiczności damskiej nad męską kazały mi wysnuć wniosek, że chłop wyraźnie ma swój kościół. Kościół o praktykach dość lubieżnych. Niektóre z dialogów brzmiały, jakby paniom rzeczywistość mocno mieszała się z fikcją. Oczywiście każda z nas czasem potrzebuje tego pomieszania, zwłaszcza gdy świat jej na głowę włazi – sama jestem tego przykładem, mam swoje wstydliwe przyjemności, które mnie nieraz uratowały przed szaleństwem. Historia mojej przeglądarki pamięta pewne, emm, wieczorki tematyczne. Ale żeby aż tak, wielkie nieba?… Mimo wszystko to jednak żywy człowiek jest, nie wytwór popkultury. Żywy, utalentowany i wyraźnie ciężko pracujący – bo ta rola, niezbyt łatwa sama w sobie, to też duży fizyczny wysiłek – więc nie jestem pewna, czy tak fajnie postrzegać go li w kategoriach ciacha (którym niewątpliwie jest, choć do mojej szufladki jeszcze nie trafił), chichocząc i szemrząc zbiorowo, ilekroć występuje topless. Szczerze pisząc, ździebko to irytujące.
– A to Szekspir jest? Kurde, nie wiedziałam. Nawet nie taki nudny – stwierdziły duszące perfumy po prawej.
Pewnie, że nie taki nudny. W końcu pisał o morderstwach, spiskach, politycznych machlojkach, zdradach, romansach, zjawiskach nadprzyrodzonych i crossdressingu. W gruncie rzeczy to on (chyba że tajemniczo zamordowany Marlowe…) jest autorem scenariuszy wszystkich seriali, którymi dziś się podniecamy.

Trudno powiedzieć, czy to był seans, czy eksperyment socjologiczny.
Godząc się na znalezienie zdechłej ryby owiniętej w gazetę na mojej wycieraczce – wolałabym obejrzeć to w domu.

Koniec uwag na dziś. Niniejszym znikam, albowiem wyjeżdżam na weekend z Ellroyem w tobołku – idealnie współgra ze wspomnianym rzutem socjopatii, wszyscy mają mroczne i/lub obrzydliwe tajemnice, a stężenie perwersji, brudnej polityki i giętkości moralnej jest akurat w sam raz na mój gust. Wysokie.
(Paskudnie okaleczona, pogryziona ofiara z nasieniem w pustych oczodołach i policjant przerażony tym, co mu siedzi w głowie – ohydne, bagniste i dobre, bardzo dobre).

Reklamy

7 thoughts on “More of your conversation would infect my brain

    • Nie no, muszę jednak wytłumaczyć ten uśmieszek.
      1. Bo fajnie piszesz.
      2. Bo piszesz o fajnych rzeczach.
      3. Bo wzbudzasz u mnie coś na kształt zazdrości.
      4. Bo za friko mogę na tym co piszesz nieco popasożytować.
      5. Bo coś tam.
      W każdym razie jest to uśmiech pełen sympatii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s