I should be loyal to the nightmare of my choice

To samo miejsce, te same twarze, rozmowy o tym samym, śmiechy po tych samych żartach; jakby nic się nie zmieniało, a jednak. Po godzinie zauważam, że siedzę wciśnięta w kąt, z założonymi rękami, odgrodzona od towarzystwa moją pancerną szybą, nie zauważajcie mnie, nie mówcie do mnie, mnie tu nie ma.
Już od dawna mnie tu nie ma.

Wydaje mi się, że podjęłam decyzję jakieś osiem miesięcy temu, tylko nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę. To wydarzyło się jakby poza moją głową.
Zanim zorientowałam się, co właściwie się dzieje, byłam już w połowie drogi.
I skoro dotarłam tak daleko w odcinaniu się od tego, co jeszcze niedawno było mi bardzo bliskie, muszę pójść dalej. Kiedyś dobrowolne wycofanie się z tego, co się zna, lubi, ba – kocha, wydawało mi się nie do ogarnięcia rozumem, niepotrzebna udręka, masochizm w imię Bóg wie czego; przecież działa, po co chcesz cokolwiek zmieniać? Nie sądziłam, że mogę przestać to kochać, lubić, a nawet znać; że któregoś dnia uderzy mnie prawym prostym myśl, że to wszystko jest mi raczej obce. Wyrosłam z tej sukienki, znudziła mi się ta historia, czas spakować manatki i przenieść się do nowej.
Zabawne. Wiosna ante portas, wszyscy zacieśniają więzi, zakochują się, odrdzewiają stare przyjaźnie, a ja wędruję w przeciwnym kierunku, zrywając kolejne nitki.

Tymczasem moim życiem nocnym zawładnął Detective Deputy Upshaw i zarywam przez niego noce, torując sobie wytrwale drogę przez amerykański slang i gęstą atmosferę powojennej Kalifornii – czytanie tego w oryginale to jednak pewnego rodzaju wyzwanie, choć też niezła gimnastyka dla umysłu. Doskonale napisana postać, bardzo wyrazista. Na początku tylko młody sztywniak, poczucia humoru za bardzo nie ma, chciałby zostać wielkim specem od kryminologii. Nadarza się okazja ku temu, ale razem z okazją przychodzą demony. Młodzian coraz więcej pije, męczy go nawracające wspomnienie, jego uprzejmy dystans wobec kobiet przeradza się w głęboki wstręt, a zaangażowanie w śledztwo dotyczące zbrodni na tle jaskrawo seksualnym – w niezdrową obsesję. Zatrważająco szybko zsuwa się w dół swojej spirali. Jakbyście przyglądali się pękającej szybie, zauważając najpierw tylko drobne ryski, które gęstnieją, mnożą się, aż wreszcie całość rozpada się na kawałki. Też chcę umieć tak pisać.
Miałam przemożną ochotę jęknąć ‚o nie, nie rób tego!’, choć to nie jest najbardziej sympatyczny bohater literacki w dziejach ludzkości. Cóż, ja nie lubię sympatycznych. O ile w prawdziwych ludziach nadzwyczaj cenię stabilność emocjonalną i umiejętność zapanowania nad swoim czartem, o tyle w fikcji wybieram połamanych, z brzydkimi tajemnicami, wkładających inną maskę na każdą okazję, niezbyt czystych, niezbyt prawych.
Zawsze wolałam kryminały od romansów, szorstki język od złoceń. Mam w głowie parę historii, które kiedyś, gdy przybędzie mi czasu i ubędzie słomianego zapału, spiszę – ale zastanawiam się niekiedy, skąd one mi się biorą. Czemu akurat takie, a nie jakieś miłe, słodkie i dodające otuchy. Czemu takie strasznie ciemne.

Niewesoło mi to wszystko dziś wyszło, ale nie zawsze może być wesoło – nawet u mnie. Skoro to wpis o cieniach i mrokach, macie coś pięknego. Słuchać przy zgaszonym świetle.

Reklamy

2 thoughts on “I should be loyal to the nightmare of my choice

  1. ja w prawdzie już tylko z własnymi złudzeniami się rozstaję, ale jednak… to tez coś z mało romantycznych rzeczy… taka wiosna, po zimie której właściwie przecież nie było…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s