Frontem do klienta

Bardzo ładne znaczki w Finlandii wypuścili. Aż szkoda, że się nie wybieram, bo wysłałabym sobie pocztówkę stamtąd.

Świat jest pełny fascynujących ludzi, wiecie? Ponoć ten pan, co prowadzi kluby go-go, o których ostatnio dość głośno, bo można z nich wyjść uboższym o milion złotych, jest bardzo wierzący. Wyczytałam, że zamiłowanie do bywania na mszach zrodziło się w nim podczas pobytu w więzieniu – poruszająca historia.
Jakoś mu się to wszystko kupy trzyma, interes jak każdy inny widocznie. Kiedyś byłam w jednym klubie go-go – nie chcecie znać szczegółów – i miejsce wydało mi się paskudnie obrzydliwe, a przy tym niezbyt zachęcające do refleksji duchowych, ale może się nie znam.
Szczególnie mnie ujęło, gdy ten wesoły koleżka zapytany o wartości, którymi kieruje się w życiu i w biznesie odparł, że nie rozumie pytania.
Jakoś mnie to nie dziwi.
Przedsiębiorca – rodem z mojego grajdołka zresztą – jeździ ferrari. Może to jego wczoraj mijałam na skrzyżowaniu, zachodząc w głowę, kiedy pewna grupa mężczyzn zrozumie, że porykiwanie silnikiem podczas czekania na czerwonym nie jest seksowne, jest buraczane raczej. Gdyby taki stał na światłach, dosiadając na oklep rwącego się do biegu konia, to co innego, ale nerwowe ciśnięcie gazu w plaskatym autku będącym jednym wielkim komunikatem ‚stać mnie, nie mam innych dużych zalet, za to mnie stać’ okrutną słabizną jest.

Wczorajsze stany typu ‚niech mnie ktoś przytuli i/lub wychędoży’ zostały skutecznie przepędzone – w dużej mierze dzięki długiej, nocnej i odrobinę lepkiej konwersacji telefonicznej, ale nie tylko. Trafił mi się nadzwyczaj udany wtorek. Wiem, że nie należy onego chwalić przed zachodem słońca, ale dziś w Krakowie słońca i tak nie stwierdzono, więc pozwalam sobie pokusić się o nieśmiałe mruknięcie, że jest dobrze. Dostałam coś bardzo, bardzo pięknego, a poza tym wszelkie znaki na niebie wskazują na to, że podczas planowanej na lato wizyty w mieście, którego nie ma, nie pójdę na żadnego całonocnego Makbeta, bo będę musiała pójść na, eee, inne przedstawienie.

Reklamy

4 thoughts on “Frontem do klienta

  1. hm… czy dobrze rozumiem sugestię Youtubową? 😉
    wiesz – burakom, do porykiwania silnikami, czasem wystarczy po prostu samochód 😛 niekoniecznie ten, który świadczy o tym że ich STAĆ 🙂

    … ale cóż, ja też czasami porykuję silnikiem Ferdynanda… ale cóż, nie mam większego wyboru, no chyba żeby w końcu wymienić silniczek krokowy, bo mi zdycha na niskich obrotach, a później miewa problemy z odpaleniem… więc hm… może temu panu co go mijałaś, to też w tym cudzie padał silniczek krokowy… i ja to rozumiem, bo skoro do starego Ferdynada nowy kosztuje kilka setek, to co dopiero do takiego AUTA… choć osobiście bardziej gustuję w linii porszaków… i to tych starszych – taki grafitowy lub czarny boxterek ze skórzaną tapicerką w kolorze wiśni… normalnie ODJAZD

    • A to prawda. Raz mijałam takiego poloneza. Pech chce, że samochody na mnie w ogóle nie działają, nie znam się na nich i rozróżniam tylko ładne i brzydkie 🙂
      Sugestię Youtubową?…

  2. Ja myślę, że – podobnie jak my kobiety ubieramy się i malujemy dla innych kobiet (bo kto inny to doceni, no kto?) – to oni, panowie, porykują dla innych panów. I Ty sobie myślisz, co za burak, a jakiś facet obok zdycha z zazdrości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s