Makulatura

Lada dzień nastąpi wydarzenie tragiczne.
Skończą mi się nieprzeczytane książki.
Należę do tych nieszczęśników, którzy muszą, po prostu MUSZĄ mieć w odwodzie przynajmniej kilka nietkniętych jeszcze książek. Inaczej słyszą głosy i trzęsą im się ręce.
Zapas wykończyłam podczas świąt, opalając się i zażerając rarytasami. Zaczęłam cudnymi Gugułami, które cofnęły mnie w czasie gdzieś do połowy lat 80., do moich własnych wspomnień z letnich popołudni wśród łąk Jury Krakowsko-Częstochowskiej, podwórek pełnych skarbów, stawów ukrytych w lasach i truskawek prosto z krzaka (do tej pory nie smakują mi umyte, nic na to nie poradzę). Następnie, upewniwszy się, że rarytasów w zasięgu ręki mi nie zabraknie, zabrałam się za Słuch absolutny – wywiad-rzekę z profesorem Szczeklikiem. Smutna właściwie lektura. To świat, który już odpływa, ludzie, którzy znikają po drugiej stronie i nikt podobny ich nie zastępuje. Bo niby kto miałby? Kończą się czasy erudytów jednakowo wysoko ceniących wizyty w galeriach sztuki i krótkie noce w zapyziałych schroniskach górskich, sypiących z rękawa cytatami z osiemnastowiecznej poezji, anegdotkami o alchemikach, pianistach i epidemiach tańca, wspomnieniami, jak to się kradło wino z klasztornej piwnicy, balangowało z japońską rodziną cesarską i piło wódeczkę z noblistą… To był, proszę państwa, prawdziwy lajfstajl, a nie jakieś tam ziarenka quinoa i fotografowanie swojej flat white.
Na zakończenie przerobiłam ostatnie rozdziały Beksińskich, z rosnącą trwogą zresztą. Wielkie nieba. O ile ojciec budził we mnie współczucie, o tyle syn – czystą niechęć. Głęboko nieszczęśliwy człowiek, oczywiście, ale jakoś odpychający. Wspominałam wielokrotnie – mam niską tolerancję na ludzi niestabilnych emocjonalnie; odstraszają mnie. Prędzej zjem własne buty niż dobrowolnie spędzę czas w towarzystwie kogoś, kto chce skupiać na sobie całą moją uwagę i reaguje fochem, jeśli cokolwiek powiem lub zrobię inaczej, niż sobie wyobrażał. Nie na moje nerwy. To jedna sprawa. Po drugie primo natomiast – od pewnego czasu wyznaję pogląd, że w relacjach międzyludzkich człowiek nader często dostaje po prostu to, o co prosił. Jeżeli dla gościa wszystkie kobiety na świecie to nastawione na zimny zysk wcielenia podłości i genetyczne buble, i jeśli ów wszem wobec to ogłasza, nie może spodziewać się, że obdarowana podobnym komplementem niewiasta będzie wobec niego zachowywać się jak puszysty szczeniaczek. A jeśli przypadkiem koleś trafi na wcielenie dobroci, to zafiksowany na wyimaginowanych wadach i tak tego nie zauważy. Kółko się zamyka.
Dość to przerażające, bo jaskrawo pokazuje, że nikt nie narobi nam takiego spustoszenia w umyśle i pompie ssąco-tłoczącej, jak my sami. Sami siebie spychamy w ciemność.

Reklamy

11 thoughts on “Makulatura

  1. Przez kilka szczenięcych lat spedzalam sobotnie noce na sluchaniu nocnych audycji T.B. Upajalam sie nimi, nakrecona na maksa mroczna atmosfera. Brrrrr… W pewnym momencie wyroslam z tego, a niedlugo pozniej dowiedzialam sie, ze on nie zyje. Teraz ksiazke o panach Be, po przekartkowaniu, odlozylam na polke. Brrrr, nie mam ochoty na ta lekture.

  2. To już kolejne takie spostrzeżenie odnośnie młodszego Beksińskiego, które słyszę od osoby, która przeczytała tę książkę. Hmm, no ciekawe. On sam kiedyś w miesięczniku „Tylko Rock” napisał o sobie, że jest zgorzkniałym romantykiem pozbawionym złudzeń.
    Ja, choć niekoniecznie podzielałem jego spostrzeżenia odnośnie otaczającej nas rzeczywistości które publikował w tym piśmie, bardzo lubiłem jego radiowe audycje. Pierwsze, najlepsze moim zdaniem płyty Porcupine Tree, usłyszałem i pokochałem właśnie dzięki niemu.

    • Ja bardzo lubiłam jego teksty w „Tylko Rocku” – zresztą w ogóle ludzie dobrze tam pisali i wiedzieli, o czym piszą; może czasem podniecali się za bardzo, ale każdemu się zdarza 🙂
      Odświeżyłam sobie jednak felietony przy okazji lektury książki, w tym i ten pechowy o tym, że Bóg musiał być pijany, stwarzając kobietę. No i tu mam zgagę.

      • Ja przypominam sobie, jak w relacji ze swojej wyprawy do Londynu napisał, że rozdzielili się ze swoją dziewczyną na mieście i podczas gdy on przepadł w sklepach płytowych i VHS ona zachłysnęła się butikami z odzieżą („poszła kupować szmaty”) 😉

  3. końcówka znowu każe mi wrócić i przemyśleć miniony rok
    normalnie mam już dosyć, ale za każdym razem dostrzegam to czego wcześniej nie widziałam
    bryndza z nyndzą 😦

  4. tak, niechęć do TB po przeczytaniu „Beksińskich” to dobre słowo.
    mnie dodatkowo podniosła ciśnienie opowieść o próbie samobójczej przy użyciu odkręconego gazu w kilkunastopiętrowym bloku – no jakimże egoistycznym skurwielem trzeba być, żeby widzieć tylko JA, JA, BIEDNY i NIESZCZĘŚLIWY JAAAAA i nie pomyśleć o ludziach wokół, których można zabrać ze sobą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s