Mischievous and drunken and feisty, czyli czym są urodziny? Dziś są, jutro ich nie ma…

Ja to, szanowni, jestem jak Szwajcaria.
Nie że taka piękna, ani nie górzysta (miseczka B jedynie), ani z pewnością nie bogata. Neutralna. Bardzo, bardzo nie lubię, gdy ktoś usiłuje mnie wciągać we własne konflikty. Wiecie, coś z cyklu: ‚nie baw się z nim, bo jest głupi, baw się tylko ze mną’. Walczę właśnie ze sobą, by nie zakomunikować takiemu, że to moja sprawa, z kim się bawię, a naciskanie mnie, bym opowiedziała się po jednej ze zwaśnionych stron, nigdy nie przynosi efektu. Nigdy, przenigdy. Nie przeczę, jest w tym nieco wyrachowania, przecież Machiavelli też był zodiakalnym Bykiem – ale nade wszystko cenię sobie mój święty spokój. Na razie udaję, że nie słyszę, ale nie jestem pewna, jak długo w tej głuchocie wytrzymam.
Zresztą mam ważniejsze sprawy na głowie.
Plan na urlop bez urlopu jest następujący.
W sobotę rano idę oglądać kiecki, następnie smarkać w rękaw na Once, by wreszcie parę godzin później wpatrywać się z zapartym tchem w to cudo. Niedziela będzie dla Tytusa, na którego ostrzę sobie zęby w ekstazie, albowiem jedna z czytanych recenzji brzmiała następująco (to cała recenzja): uber-violent. Dodajmy, że jakiś nieszczęsny widz ponoć zemdlał w trakcie, a inni narzekali na kłopoty z zaśnięciem po spektaklu. Zapowiada się dobrze, prawda?
Och, i dwa budzące grozę słowa na koniec – czytanie sztuki.
Tym razem już nie w zapyziałym pokoiku, ale ślicznej jak bombonierka i pachnącej pszczelim woskiem sali teatralnej, nad czym odrobinę ubolewam, bo nie będzie takiego luzu, wymuszonej okolicznościami interakcji i uroczej niepewności, kto właściwie jest aktorem, a kto publiką. Szkoda – ale za to combo reżyserskowykonawcze wprawia mnie w taki zachwyt, że postaram się nie publikować relacji z tego wydarzenia, bo nie chcę, by wystąpiły u was objawy skrajnej hiperglikemii. Wystarczy, że sama znów będę wstydzić się w kąciku przez trzy dni.
Pomiędzy tym wszystkim zamierzam po prostu włóczyć się, odwiedzać muzea, w których jeszcze nie byłam i robić zdjęcia.
A gdy wrócę – cóż. Pan i władca naobiecywał mi takich rzeczy, że sama nie wiem, czy się cieszyć, czy raczej bać.

Innymi słowy – nie jest źle. Czego więcej mogłabym sobie życzyć na urodziny?…

Reklamy

16 thoughts on “Mischievous and drunken and feisty, czyli czym są urodziny? Dziś są, jutro ich nie ma…

  1. sto lat zdrowia na podróże małe i duże 🙂

    … u mnie na fotkach, okolice mojego nowego miejsca zamieszkania – tj. Sanoka 🙂 w okolicy jest kilka szlaków różnych, ale dopiero powoli i nieśmiało się rozglądam i tylko niedalekie wycieczki, które w adidasach są możliwe, na dalsze też przyjdzie czas – w swoim czasie rzecz jasna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s