What angel wakes me from my flowery bed?

Nie doczekam się na te foty. A tak bardzo ich pożądam.

Budzę się.
Nie jest mi łatwo. Powiedziałabym nawet, że jest mi bardzo trudno. Czuję się trochę tak, jakbym wysiadła z kolejki górskiej. Nie ma dnia, żebym nie chciała odwrócić proporcji między jedną a drugą rzeczywistością. Uczucie nagłego wyhamowania jest przykre, wpędza mnie w dziwaczny stupor, nawet z pisaniem nie daję sobie rady, bo nie potrafię dostrzec wokół niczego, co by mnie zainteresowało na tyle, żebym chciała o tym opowiedzieć.
Wbrew temu, co niektórzy mogą podejrzewać – nie urodziłam się wczoraj i dobrze rozumiem, że świat nie może codziennie być słoneczny, uroczy i pachnący karmelkami. Mimo to cierpię chwilowo na syndrom „panie doktorze, wszystko mnie wkurwia, czy ja naprawdę muszę tu być, czy ci wszyscy ludzie muszą do mnie mówić, moje życie jest prawdziwym cmentarzyskiem nadziei” i tak dalej. Lada moment spodziewam się napadu socjopatii, dobrze zatem, że nadchodzi weekend.
Bardzo nie lubię chwil, gdy ciśnienie skacze mi tak, że muszę usiąść na rękach, by nie zacząć nimi kogoś dusić. Mam ultraniski poziom tolerancji na zachowania typu drama queen, a jeszcze niższy na zachowania typu emo drama queen, bo to już jest całkowicie nieznośne, niestrawne i w ogóle NIE. Zwłaszcza w wydaniu mężczyzny. Trzydziestolatek zachowujący się jak sfochowana gimnazjalistka to coś, z czym sobie nie radzę zupełnie – i nie chcę musieć sobie radzić. Dziękuję, do widzenia, wróć, jak ci przejdzie.
Bardzo nie lubię także chwil, gdy osobnik, którego dotychczas ceniłam i uważałam za raczej godnego zaufania, usiłuje podłożyć mi świnię. Co prawda ostrzegana byłam, że należy na rzeczonego uważać, ale taki był miły zawsze… No, kochany. Bo pójdę szukać w komódce mojej fiolki z arszenikiem.

Narzekactwo nie służy urodzie, więc lepiej zatrzymam się w tym punkcie. Tutejsza rzeczywistość zawiera też przecież pana i władcę, który po długich tygodniach szarpaniny i robienia bokami triumfalnie powrócił do świata żywych. Chyba pójdę leżeć krzyżem z tej okazji. A przynajmniej wydepilować łydki.

Reklamy

One thought on “What angel wakes me from my flowery bed?

  1. Dobry wierczór,
    wydaje mi się, że w tej notce treść czyli widmo kryzysu nie koresponduje z formą – logiczną, wyrazistą konstrukcją, dynamiczną stylistycznie, spójną i rzeczową perspektywą i racjonalnym oglądem… ten tego ten.
    Jednak opis „łez padołu” winien być nieco bardziej roczochrany, nieposkładany i bolesny.
    Być może jednak Pani cierpi naprawdę, a ja mam wrażenia 🙂
    Dzień bowiem minął mi wesoło, aczkolwiek nie bez bólu głowy.
    Którego upał był przyczyną. Jak mniemam. Ja i Czesław Niemen.
    Mniam.
    pozdrawiam,
    W.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s