Why do introverts have voicemail? To never answer the phone.

W życiu niżej podpisanej nadszedł dziś ten moment, gdy otrzymała osiemnastą wersję pliku, na którym miała pracować („Przepraszam, to jednak nie tamten, tylko ten… Chwileczkę… Ojej, przepraszam, to już na pewno ten!… Kurcze, sorry, jeszcze raz”), w związku z czym dla odróżnienia go od siedemnastu poprzednich, identycznie zatytułowanych wersji nadesłanych w ciągu poprzedniej godziny tymczasowo przemianowała plik na KURWAMAĆ. Przez pół dnia zabijała wzrokiem i zapewne sprawdzałaby w internecie listę niewykrywalnych trucizn, gdyby miała na to czas.
Oleander – podobno oleander trudno wykryć. A taka ładna roślinka.
Wspominałam, że darzę, hmmm, umiarkowaną sympatią ludzi, którzy nie wiedzą, gdzie obecnie przebywa ich głowa i co dokładnie się w niej znajduje?

Zabiła mnie trochę ta historia z cenami za możliwość zobaczenia Ala Pacino na żywo. Swoją drogą – ciekawa jestem, czy on o nich wie. W sumie nie jego sprawa, to w końcu Al Pacino, nie byle rurka z kremem, ale gdybym była artystą, to niekoniecznie cieszyłabym się z tego, że na spotkanie ze mną przychodzą tylko ci, których na to stać. Owszem, jestem w stanie wydać bardzo nierozsądne pieniądze na bilet, jeśli wściekle chcę coś (lub kogoś) zobaczyć, ale absolutnie nie na zwykłą sesję pytań i odpowiedzi. Mało to wywiadów na Jutubie? Mogę sobie wyobrazić, jaka burżuazja w tym wydarzeniu będzie uczestniczyć. Następny w cyklu ma być Schwarzenegger podobno. Ciekawam, ile za niego zaśpiewają.
Pozostaje zacierać rączki, że moi ulubieńcy są – z całym szacunkiem dla nich – znacznie tańsi. Tacy idole dla ubogich, można by rzec.

Za to inne ciało niebieskie, Kevin Spacey dojechał panią na widowni za to, że jej telefon dzwonił. Z roli nie wyszedł przy tym ani na sekundę; to monodram, on gra prawnika, a telefon dryndał w trakcie jego zaangażowanej mowy do publiczności – toteż w środek monologu wtrącił tekst: „albo ty odbierzesz, albo ja to zrobię”.
No i świetnie. Co prawda trafiłam gdzieś na komentarze, że przecież mogła być kardiochirurgiem wzywanym do przeszczepu, a w ogóle to zapłaciła za bilet, więc niech się jakiś tam Spacey nie rzuca (człowiek płaci, to wymaga, co nie?), ale jednak nie. Nie wierzę, że nie da się przeżyć godziny lub dwóch z wyłączonym telefonem, nie meldując się na Fejsie i nie konwersując. Z drugiej strony może powinnam jednak uwierzyć, bo mam znajomych, którzy podczas rozmowy namiętnie esemesują albo przynajmniej sprawdzają, czy przez ostatnie minuty nic ich nie ominęło.
Jakby tego było mało, ludzie już zdjęcia robią podczas spektakli. Tak jest – nie przed, nie po. W trakcie. Aktorom, tak po prostu, bo blisko są, to trzeba trzasnąć fotę na pamiątkę. Technologię opracowaliśmy wspaniałą, ale gdybyśmy jeszcze wiedzieli, jak jej używać…
Mógłby kto zwrócić uwagę niżej podpisanej, że się czepia, a jej pewnie nie raz i nie dwa telefon dzwonił w najmniej stosownym momencie. Otóż nie, a to dlatego, że jej telefon nie dzwoni. Mam permanentnie ustawiony wibrator, to po pierwsze, a po drugie wszyscy krewni i znajomi tego akurat królika wiedzą, że ten akurat królik całym sercem nienawidzi rozmów przez telefon i do królika się pisze, chyba że sprawa jest z gatunku niecierpiących zwłoki lub ma się miodopłynny baryton.
Ale wiecie co? Jakby mi Kevin Spacey – Kevin Spacey! – zwrócił uwagę, to chyba wyczołgałabym się chyłkiem, korzystając z ciemności, po czym rzuciła pod cokolwiek, co by akurat nadjeżdżało. Ewentualnie spędziła resztę życia na samobiczowaniu w klasztornej celi. I tym radosnym akcentem pozwolę sobie rozpocząć weekend.

Reklamy

4 thoughts on “Why do introverts have voicemail? To never answer the phone.

  1. Chciałem napisać jakiś komentarz, wkręcić się w tę notkę i załapać jak na imprezę. Mizeria jednak i lichość zaziera w przestrzeń świadoości, nie znam bowiem:
    – Kevina Spacey’ego
    – Al’a Pacino
    – ni Arnolda S.
    Wiem tylko, że z Oleandrów o 4 nad ranem wyruszyła Pierwsza Brygada.
    100 lat temu.
    Smutne to wszystko.
    🙂

    • Fajny filmik. Umieć sie autentycznie bawić dźwigajac jarzmo gwiazdy to jest sztuka.

      Dam Pani (jeśli można) pewną filozoficzną (ale też praktyczną) radę a propos tej zamążpójściowej deklaracji – „wyszłabym za niego …. dziś wieczorem”

      Ponieważ, spójrzmy prawdzie w oczy, nie ma realnych szans, by Al się Pani oświadczył (to jest część praktyczna) , niech odnajdzie Pani to co w Al’u tak bardzo się Pani podoba, a co Al’em nie jest (pars philosophica).

      Jeśli Pani skorzysta i się opłaci, proszę wówczas wesprzeć fundację sw józefa kalasancjusza 😉

      pozdrawiam,
      SV

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s