Stay calm on the surface but paddle like hell underneath

Śniło mi się, że przeprowadziłam się do czegoś, co wyglądało jak ten brzydki blok naprzeciwko mojego, ale stało w Hong-Kongu. Nic przeciwko temu w rzeczywistości bym nie miała, wiadomo, to miejsce pozostaje w pierwszej piątce miłości mojego życia. Ale – jakby tego było mało, rozpętał się tam straszliwy huragan, z którego bohatersko uratowałam… kaczkę.

Z ciekawości przy porannej herbacie sprawdziłam znaczenie poszczególnych elementów tego snu. Nie dziwi nic. Gwałtowne zmiany i wielkie nadzieje. Łatwo mi w to uwierzyć, bo mój żywot od pewnego czasu li ze zmian się składa i spodziewam się paru dalszych lada moment. Zwłaszcza że po krótkim etapie ogólnego przyćmienia i niechcemisiejstwa czuję gwałtowny skok energii. Może przedawkowałam słońce? Po plenerowym weekendzie wyglądam co prawda jak grillowany homar, ale czuję się wyśmienicie (wiem, wygłaszanie takich śmiałych stwierdzeń przed dotarciem do pracy to samobój i pieśń idioty, ale poziom naładowania moich baterii chwilowo wynosi 160%).

Na ogół przepowiadam sobie jakość dnia z piosenek – dziś świtem raczej kiepsko z nimi było i próby oszukiwania metodą szybkiego przeskakiwania między stacjami radiowymi na niewiele się zdały. Dlatego za zapowiedź dobrego dnia pozwalam sobie uznać zdjęcie, które o wpół do siódmej rano znalazłam w mojej skrzynce. Wyszczerzyłam się do niego radośnie i pomyślałam, że jeśli te czające się za rogiem zmiany mają tak wyglądać, to proszę bardzo. Jestem gotowa.

Później
Zapowiedź dobrze zapowiedziała – dzień bardzo w porządku. A wieczorem, jak przystało na snoba i nudziarza, książka, piana oraz cudowne, przecudowne „Planety” w radiu. Pozwoliły mi onegdaj przetrwać trudną podróż i robią mi coś dobrego, coś przyjemnego z umysłem. Wolicie Marsa, Wenus, Merkurego czy Jupitera? A może którąś z dalszych? Tylko się nie zapierajcie, że nie lubicie muzyki poważnej. Gdybym miała wyliczyć wszystkie moje antypatie, do których dałam się przekonać, spędziłabym na tym tydzień.

Reklamy

3 thoughts on “Stay calm on the surface but paddle like hell underneath

  1. 🙂 🙂 dobre zapowiedzi dnia to podstawa jest :):)
    a ja dziś od rana coś rozlewam i się oblewam, aż strach myśleć co dalej będzie, bo jeszcze nei ma 10 a ja to zrobiłam już 3 razy! 😛

    • Pewnie – choć czasem trzeba tymi zapowiedziami lekko sterować ręcznie 😉
      Mnie natomiast dzień się zaczął pobudką o 04:30 rano – czyli chyba wraca ubiegłoroczna bezsenność – i odwołanym w ostatniej chwili spotkaniem, na które czekałam tydzień, ale za to pierwsza usłyszana piosenka była bardzo ładna. Nie ma tego złego, jak sądzę.

  2. o 40,30????!!!!
    Wiesz – gdyby było to możliwe, to chętnie oddałabym część swojej tendencji do nadmiaru snu i chyba obie byłybyśmy zadowolone 🙂 ty snem do 5,30… a ja tym, że uda mi się otworzyć oczy na dźwięk budzika, bez przemożnej ochoty wywalenia go przez okno 😛 😉 … o 06.05

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s