You become what you think about all day long

Po weekendzie spostrzeżenie mam jedno – męczy mnie towarzystwo ludzi, którym zawsze wiatr w oczy i choćby gwiazdka z nieba spadła im na podołek, to i tak byliby niezadowoleni, bo ich życie nigdy nie jest dość fajne, bo może inni mają lepiej i ciekawiej, a w ogóle to jaki sens w tym wszystkim. Parę godzin takiej gadaniny i czuję się jak przedziurawiony balonik. Mam ochotę usiąść w kącie, wynaleźć sobie parę problemów pierwszego świata i ubolewać.
Szczęśliwie znam też ludzi, którzy jakiś tam sens dostrzegają. Właściwie nie tyle dostrzegają, co sami go sobie wytwarzają.
Mój znajomy zaczytuje się literaturą, o której nie mam zielonego pojęcia – niszowy gatunek science-fiction, kompletnie pokręcony. Zamawia z końca świata stare, od lat niewznawiane tytuły za kosmiczne pieniądze, walczy po nocach na eBayu, załamuje rodzinę obudowywaniem kolejnych ścian półkami na panoszące sie w domu książki.
Uwielbiam, gdy o tym opowiada. Zagadnięty o drobiazg natychmiast rozjarza się jak żarówka i rozpoczyna wykład; może go ciągnąć godzinami, mnożąc niuanse i anegdotki o autorach, wymieniając nawiązania do klasyki, wytykając błędy. Ma na tym punkcie absolutnego pierdolca.
Owszem, czasami gubię wątek po kwadransie. Czasami nie wiem, o czym mówi i nie bardzo kumam, co fascynuje go w tym wszystkim, ale to nie ma znaczenia. Jego głęboki, lekko zwariowany zapał jest ujmujący. Bardzo dobrze się bawię, słuchając go i ani trochę nie przeszkadza mi uparte trzymanie się jednego tematu lub próby wplecenia go w każdy inny wątek. Lubię takich ludzi. A jeszcze bardziej lubię tę przyjemną nić porozumienia. To poczucie, że trafiło się na kogoś, kto być może wie, co czujemy; wie, jak się żyje częściowo w śnie, w jakiejś osobnej rzeczywistości, we własnym ciasnym światku, w którym liczy się niewiele poza tym, co nas do nieprzytomności cieszy. I chociaż sam obiekt czyjegoś szaleństwa nie do końca do nas przemawia – to nieważne, samo szaleństwo się liczy. Ono i ulga, że ktoś ma tak jak my, że nie jesteśmy kompletnie sami.

Tymczasem na kilkanaście godzin przed wyjazdem jestem w proszku zupełnym. Jak zwykle zresztą. Być może nadejdzie kiedyś dzień, gdy nauczę się pakować z wyprzedzeniem, ale Bogiem a prawdą – nawet mi się nie chce. Im częściej wyjeżdżam, tym mizerniejszy Reisefieber, właściwie znikomy. Byle się nie spóźnić na samolot, byle się nie zgubić na miejscu, nie zapomnieć dowodu osobistego – ot i wszystko. Gdzieś uciekł cały romantyzm. Tak przynajmniej wydaje mi się teraz, w tej chwili; podejrzewam mimo wszystko, że zamykając jutro drzwi na wszystkie zamki, poczuję znajome mrowienie w dole kręgosłupa.
Bądźcie niezbyt grzeczni i pilnujcie państwa pod moją nieobecność.

PS. Ciekawy artykuł. Mam taki kufelek z Once na półeczce.

Reklamy

11 thoughts on “You become what you think about all day long

  1. no i wlasnie: Hajduk typ pierwszy, wszystko jest do dupy a jak nie jest do dupy to zaraz bedzie, albo wlasnie dopiero co bylo, plus zero zainteresowan, zero pierdolczykow za to: MATKOM JESTE! ah i oh i jakaz zarobiona po pachy
    KOSZMAR
    a meza ulowila muzyka z absolutnym pierdolcem na tle tejze muzyki (zasuwa godzinami w temacie, jak w domu jest gitara, to gitara bedzie natychmiast podniesiona, nastrojona i do rozmowy bedzie brzdakal cos…)

    pierwszy typ: nie moge, ubije, albo sobie zyly podetne (szarym mydlem lub kapslem od tymbarka)
    drugi: uwielbiam calym sercem

    i takto

    • Tacy ludzie bardzo szkodzą mojemu zdrowiu. Jeśli kto faktycznie ma powód do czucia się jak zmoknięty bezpański pies, to okej, zniosę narzekanie, każdemu czasem gorzej. Ale jeśli ktoś mi rzęzi dla samego rzężenia, bo niebo zbyt niebieskie, to budzi się we mnie kąśliwy gnom.

  2. nie ma sensu, żebym pisała jak bardzo nie znoszę i unikam wiecznie narzekających na wszystko ludzi, co nie? 😉
    za to pakowaniu
    jest więcej niż pewne, że jeśli mam pociąg o godzinie siódmej piętnaście, to walizkę pakować będę o szóstej
    z założeniem, że do szóstej trzydzieści muszę się wyrobić
    raz kiedyś spróbowałam, przed wyjazdem do petersburga, spakować się dzień wcześniej
    pffffffffffff
    kilka godzin mi to zajęło
    i to był pierwszy i ostatni raz
    najlepiej działam na dedlajnach

    • Ja też tak mam. I to dotyczy wszystkiego. Spinam się w ostatniej chwili i rzucam na taśmę.
      Inna sprawa, że gdybym pakowała się z wyprzedzeniem, oszalałabym chyba, siedząc i gapiąc się na walizkę. A tak – wstaję, wypijam kawę, wrzucam ciuchy i woreczek z płynami i wychodzę. Gdy wybywam z samym podręcznym, to już w ogóle luz i plaża 🙂 Będzie tylko trochę zabawy w lipcu, kiedy z jedną małą torebusią będę musiała przeżyć 9 dni… ale nie takie rzeczy się robiło 😉

      • Ja przezylam z jedna mala torebusia 3 tygodnie na innym kontynencie – dasz rade!. Tylko w tym wypadku polecam przemyslane pakowanie nie na 3 godziny przed odlotem 😉

  3. Kiedyś też pakowałam się tuż przed wyjazdem, ale u mnie Reisefieber z czasem coraz gorszy i teraz lubię spoglądać na wypchany plecak z doczepioną kartką „co dołożyć w ostatniej chwili” już kilka dni przed podróżą. Zakładając oczywiście, że to jakaś większa podróż. Co czasami staje się sprawą bardzo względną. Kilka miesięcy temu leciałam na trzy tygodnie na backpackerską wycieczkę po kraju „trzeciego świata” (tak, używam tego politycznie niepoprawnego określenia). Mieszkałam wtedy w kraju równie rozwiniętym, więc na luzie pakowałam się w dzień wyjazdu z myślą „co nie mam, to dokupię” a wcześniej przygotowałam sobie jedynie wydruki, waluty i zadbałam o wypranie ubrań. Żadnej listy, żadnej paniki. I uderzyła mnie myśl: gdybym wylatywała z Polski na dokładnie taką samą wyprawę, od miesiąca biegałabym pewnie z obłędem w oczach robiąc zaoczny doktorat z moskitier… I pewnie spakowałabym się gorzej 😀

    A w ogóle to wcale nie miałam pisać komentarza, a jedynie podesłać Ci link:
    http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,16205344,Golgota_Picnic_bedzie_pokazana_we_wroclawskim_Teatrze.html

    Pozdrawiam,
    stała czytelniczka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s