You’re my heart, you’re my soul

Nie wiem, czy oglądacie „Teorię wielkiego podrywu”, ale był tam taki odcinek, w którym do Penny przyjechał kolega z Wielkiej Brytanii i Leonard szalał z zazdrości.
Bo ludzie z Wielkiej Brytanii mają akcent.
I potrafią tym akcentem zrobić wam bardzo złe rzeczy.
Właściwie to mają różne akcenty, ale ten, który mam na myśli, to tak zwana received pronunciation, czyli w pewnym uproszczeniu to, co słyszycie w BBC; taka ładna, krągła, pozbawiona głoski r wymowa, która sprawia, że myślicie o mówiącym jak o bardzo wykształconej i wyrafinowanej osobie. Osobiście mam koszmarną słabość – zwłaszcza że moje uszy mają bezpośrednie połączenie nerwowe z jajnikami, jak sądzę.
Już się cieszę na myśl, że za trzy tygodnie będę znów taplała się w tym akcencie po same uszy.
W jakże przystojnym wydaniu na domiar złego.
To kolejne ciężkie działo wytoczone przeciwko moim deprechom.
Innym działem był mój kumpel, który zmusił mnie wczoraj do włożenia czegoś na siebie (czy wy też przy tych temperaturach paradujecie po chałupie w stroju urodzinowym?) i wyjścia z domu.
– Chodź, zjemy coś. Będzie ci lepiej.
Zjedliśmy (idźcie, ładny widoczek na rzekę, dobre jedzenie i duży Bernard za skromne 8 peelenów), pogadaliśmy, wyściskaliśmy się i dopchali wspaniałymi miętowymi lodami po drugiej stronie kładki – tej samej, o której krzyczano, że zabije Kazimierz i Podgórze, a która sprawiła, że część miasta, gdzie strach było zapuścić się po zmierzchu, odżyła i zakwitła.

Są takie popołudnia, gdy naprawdę lubię moje miasto. Niełatwo się w nim mieszka, ale miło przez chwilę być w nim turystką.
wpid-dsc_0004.jpg

Reklamy

5 thoughts on “You’re my heart, you’re my soul

  1. wczoraj też się przez chwilę tak czułam, jak turystka. żałuję, bo nie zrobiłam zdjęcia temu muralowi, ale przecież mieszkam tu, to jeszcze zdążę 🙂

  2. w żeńskim wydaniu jakby mniej ekscytująco Wyspa brzmi. a co brzmi? może hiszpański – zwłaszcza w połączeniu z tą chrypą (bo nie lubię piszczunów)? portugalski? włoski? może bliżej – czeski, niemiecki? raczej odpadają japoński, francuski, skandynawskie, za to plusik miałyby pewnie rumuński i węgierski, ale okazji jakoś mało 😉

    • Nigdy nie mówił do mnie żaden Węgier 🙂 w sumie może gdybym jakiegoś znalazła… Mogłabym jeszcze dać szansę Włochowi, bo włoski jest bardzo melodyjny, lubię jego brzmienie. Ale Włosi za to krzyczą; po podróży zatłoczonym włoskim autobusem człowiek cierpi na poważny uszczerbek słuchu.
      Japoński natomiast jest dla mnie językiem wręcz antykoncepcyjnym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s