I choose to take back my life

Zastanawiam się, jak to jest, że niektóre kobiety potrafią tak łatwo wejść w kolejny związek – tak szybko; czasami trzymają tę drugą gałąź jeszcze przed puszczeniem pierwszej. Przynajmniej zauważają wokół jakichś kandydatów. U mnie zawsze było inaczej. Kochliwa nie jestem jakoś bardzo, nie umiem spotykać się z kimś dla samego spotykania, dla tej przysłowiowej pary gaci w domu i ramienia w pobliżu. To znaczy umiem, ale budzi to we mnie emocje niewiele większe niż podróż MPK z domu do roboty i prędzej czy później dochodzę do wniosku, że mi to niepotrzebne. Nie lubię niczego, co raptem letnie – słabej kawy, półwytrawnych alkoholi, stonowanych barw, plumkającej muzyki, łagodnych obyczajowych powieści. Niestety, niestety. Mnie musi uderzyć, sparaliżować, oszołomić.
Liczę po cichu, że jeszcze kiedyś oszołomi.

Nie narzekam, bo dni właściwie płyną całkiem przyjemnie. W pracy inne powietrze (dosłownie – bo chwilowo przebywam na wygnaniu w terenie), nowe doświadczenia, wspólne obiady na mieście, kąśliwe żarty. Po pracy planowanie powrotu z Wysp – nie całkiem to wyszło tak, jak chciałam onegdaj, bo ograniczył mnie zakładowy grafik, ale jakoś wyszło – i zniecierpliwienie coraz większe.
Świat dał mi następujący wybór:
1. podróż na trasie Wielka Brytania-Polska za ponad 1000 peelenów (żeby nikt nie miał złudzeń, tanią linią; pogięło)
2. podróż na trasie Wielka Brytania-Polska z przystankiem w Holandii, całodziennym, pozwalającym wyjść do miasta na śledzia i piwo, za niespełna połowę tej kwoty.
Ech, gdybyż świat codziennie dawał mi tak proste wybory…
Idąc za ciosem, przygarnęłam bilet na Medeę (przeraźliwie chciałam zobaczyć, odkąd wiem, że muzykę robi Goldfrapp) i na Juliusza Cezara. Na tego drugiego zapragnęłam pójść, gdy wyczytałam, że akcja znowu rozgrywa się w dużej mierze wśród audytorium. Innymi słowy – mała czarna nie wchodzi w grę, za to dżinsy i pepegi owszem. Fantastycznie.
A gdy próbują osiąść mnie najczarniejsze kruki, przypominam sobie, że za dwa tygodnie czeka mnie kolejny bolesny seans tortur lukrem i toffi. Na samą myśl wypływa mi na pyszczek nie do końca inteligentny uśmiech. Tego się trzymajmy; kruki boją się takich uśmiechów.

Wszystko będzie dobrze.
Wszystko będzie dobrze.

Pełnia za oknami; może dlatego tyle we mnie pary. All for you, oh hungry moon

PS. Być może to księżyc sprawił, że nastąpiła próba przełamania spiętrzonych lodów. Bardzo miło, ale czyny, chłopaku, czyny.

Reklamy

5 thoughts on “I choose to take back my life

  1. teraz dopiero, gdy przeczytałam o tej pełni, wiem dlaczego w końcu przespałam więcej niż 4 – 5 godzin… a mimo to nadal jestem zmęczona

    też raczej wolałam być sama, niż mieć po prostu parę portek pod ręką, ale tym razem, ani nie mam czasu, ani chęci na to aby kilka lat dochodzić do siebie… nie wiem czy mi się uda, ale jak nie sprawdzę, to się nie dowiem… więc cóż, nie jestem fanką, ale portale randkowe też są dla ludzi i niektórzy mówią: czym się strułeś tym się lecz

    dobrze, że masz czym przeganiać czarne wrony…

      • o kurde, ja w całym życiu swoim miałam mniej niż 10 takich snów, jeśli to takie sny o jakich myślę 😛 … normalnie nie wiem, ale wujek Freud musiałby zrewidować przeze mnie część swoich teorii 😉

        • Ja mam bardzo często i są niesamowicie realistyczne, łącznie z brzękiem sprzączek i wszystkimi, mniej lub bardziej przyjemnymi odczuciami. W szczegóły wchodzić nie będę 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s