If a black cat crosses your path, it signifies that the animal is going somewhere

Jak może zauważyliście, niżej podpisana jest zabobonna niczym średniowieczny kmiot. Duchów co prawda nie wywołuje, nie zarzyna kogutów o północy ani z różdżką po domu nie lata, ale ma swoje specjalności. Wróży sobie z radia, wierzy, że silny wiatr zawsze coś przynosi (na ogół stare gazety i powietrze znad kombinatu), łapie się za guzik na widok kominiarza, zawsze siada na sekundę, kiedy musi po coś wrócić do domu, a gdy na czymś bardzo jej zależy, nigdy nie mówi o tym głośno, żeby nie zapeszyć. Nosi swoje brzęczące bransoletki, koraliki, cornicelli, a mieszkanie ma obwieszone przywożonymi zewsząd pierdółkami, które niby mają przynosić szczęście. Takie moje niegroźne dziwactwo. Nie zaszkodzi przecież.
Z Azji przywiozłam sobie malutkiego uśmiechniętego Buddę z jadeitu. Nie rozstawałam się z nim przez ostatnie miesiące, aż któregoś poranka odkryłam, że sznureczek się przetarł i Budda trzyma się siłą woli właściwie, na ostatniej słabej nitce. Cud, że go nie zgubiłam.
Wysłużony sznureczek został zastąpiony mocnym łańcuszkiem i książę Siddhartha wrócił tym samym na swoje miejsce, to jest w mój dekolt. Od razu lepiej. W najbliższych tygodniach spodziewam się bowiem wielu sytuacji, w których będę ściskać go nerwowo z nadzieją, że mi pomoże.
Zdumiewająco mocno wdrukowałam sobie przeświadczenie, że on działa. Córka inżyniera, kształcona, raczej bezbożna, ogromnie sceptyczna wobec wszelkiej ezoteryki. I proszę bardzo.

Wróciłam z terenu. W terenie było naprawdę przyjemnie, dużo nowych wyzwań, dużo nowych twarzy, praca z ludźmi, którzy dobrze znają Józefa, a na domiar szczęścia wieczorem można było pochlapać się w bąbelkach. Konieczność częstych wyjazdów poza grajdołek ogromnie mi odpowiada, choć cierpi na tym moje życie towarzyskie, bo im piękniejszy mam pomysł na wakacje, tym bardziej muszę go zmieniać, a znajomi, nawet ci obdarzeni świętą cierpliwością, nieco się irytują, gdy po raz trzeci przesuwam spotkanie. Nie dziwię się – też tego nie lubię u innych. Powoli do mnie dociera, że w obecnej sytuacji planowanie czegokolwiek z wyprzedzeniem większym niż tydzień lub dwa nie ma najmniejszego sensu. Ale – sama chciałam takich zmian, więc nie ubolewam. Z czasem nauczę się w tym funkcjonować.
Wróciłam i od razu mi ciśnienie wzrosło. Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że na wywczas udam się z kartonikiem, na którym będzie stało WILL WORK FOR FOOD. Albo lepiej WILL WORK FOR GIN.

Tymczasem we wsi, do której się wybieram, odbędzie się weekend archeologiczny. Napisali na stronie, że ręce ubabrane po łokcie są absolutnie konieczne, natomiast bat i kapelusz – opcjonalne.
Może pójdę? Nie będę przecież całymi dniami czatować na farmera.

Och, i niech mi ktoś wyciągnie z uszu ten kawałek. Architecture In Helsinki od zawsze lubię, ale ten akurat numer tak się mnie uczepił, że choć mam go dość, nie mogę przestać słuchać.

Advertisements

2 thoughts on “If a black cat crosses your path, it signifies that the animal is going somewhere

  1. Ja tak już 5 lat na walizkach, w hotelach i podróżach służbowych. Marzy mi się pomieszkać kilka tygodni u mnie na dzielni bez cotygodniowego pakowania walizki i gnania na lotsnisko.

    • Ja tak zawsze chciałam 🙂 No i mam za swoje… A to dopiero początek, w przyszłym roku może zrobić się dużo ciekawiej (czyt. dużo więcej jeżdżenia i dalej). Gorzej, że epoka hodowania kwiatków na balkonie chyba odchodzi w siną dal – wróciłam dziś do domu po 6 dniach nieobecności i się zasmutkowałam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s