Make the moon drop from her sphere

Obiecałam sobie, że najbliższy tydzień spędzę na porządkach. W łazience, która wygląda, jakby żona i kochanka, obie z problemem kontroli gniewu, pobiły się w niej o faceta. W lodówce (to będzie proste – świeci pustkami). W torebkach (z nimi będzie gorzej; ostatnio znalazłam w jednej poszukiwaną od dwóch lat, niedoczytaną książkę). W głowie, w której mam tajfun, sztorm i trąbę powietrzną jednocześnie. Te ostatnie porządki będą najtrudniejsze. Zresztą ani trochę nie chcę ich robić. Wiem, że muszę, bo moja rzeczywistość – przynajmniej na razie – jest jednak tutaj, na moim przedmieściu, z moją przepaloną żarówką nad lustrem, moimi rachunkami do zapłacenia, zaległymi tekstami do napisania (chcesz wracać za dwa miesiące, słoneczko? to pisz i nie próbuj tego odkładać na jutro) i wszystkim, czym trzeba się zająć.
Poczyniłam pewne postępy, bo deprecha już wzięta za mordę została. Oraz zamknięta w komórce pod schodami do odwołania. W leżakowy weekend pochłonęłam trzy uroczo głupie powieści, a zamiast wycierać nos w każdej chwili samotności, gapiłam się w ogromny księżyc. Księżyc i ja pozostajemy w jakimś dziwnym, nie do końca zdrowym związku – podczas pełni nie mogę spać, ale to zimne światło bardzo mnie uspokaja. Ponadto dziwnie kojąca jest myśl, że przez moment mam coś wspólnego ze wszystkimi, którzy siedzą nieruchomo, choć od dawna powinni chrapać, obejmują kolana rękami i przyglądają się uważnie jasnej tarczy w nadziei, że wyczytają z niej odpowiedź na dręczące ich pytanie. Albo też skrycie liczą, że ta odpowiedź przyśni im się, gdy/jeśli wreszcie zasną.
Sądzę, że wczorajszej nocy było nas całkiem sporo.

Poza wszystkim wyraźnie się starzeję. Moja świeżo sklecona playlista składa się wyłącznie z muzyki poważnej. Za to mój sąsiad od kilku dni męczy w kółko ten sam hiphopowy kawałek, więc trudno orzec, co gorsze.

PS. Ku mojemu wielkiemu zdumieniu zaległy tekst pisze się z prędkością tysiąca znaków na godzinę. Chyba pójdę leżeć krzyżem z wdzięczności. Wystarczyło trochę zamieszania w życiu i zaraz wena wróciła.

Advertisements

16 thoughts on “Make the moon drop from her sphere

  1. jesusmaria, też tak chcę, ale kryzys i cierpienie damskomęskie nie działa, królestwo za 1000 znaków na godzinę, na wczorej mam dedlajn.

    • Może to dlatego, że piszę akurat o czymś, co mnie kompletnie zaczarowało. Żywię obawę, że jeśli się nie powstrzymam, przed północą będę miała plik o objętości „W poszukiwaniu straconego czasu”. Ale ja miewam takie rzuty – albo męka i writer’s block, albo słowa wylewają się dziesiątkami stron. Pracę magisterską napisałam w dwa tygodnie – choć o ile dobrze pamiętam, jakieś nieszczęsne historie miłosne w tle akurat były, więc może to też miało związek…

      • uhm, ja machnęłam maturę na dwadzieścia stron w trzy godziny, cierpione było wówczas strasznie z powodu niejakiego Dareczka, ćpuna i złodzieja elektroniki samochodowej. 😀

    • Ja siedziałam u moich rodziców na tarasie, cały dom poszedł spać i ja też powinnam była (bo miałam w perspektywie pobudkę o 5:30, żeby dojechać prosto stamtąd do pracy) – ale siedziałam, z księżycem, pasikonikami i nową La Roux w słuchawkach, gdy pasikoniki już ucichły. Magicznie.

      A gdy już poszłam spać, godzinę później obudził mnie mój pies, który nagle zerwał się i zaczął warczeć Bóg wie na co – ja niczego nie widziałam ani nie słyszałam. Od początku uważam, że w tym domu są duchy.
      Choć oczywiście mógł to być któryś z okolicznych kotów, który przyszedł nasikać do ogródka…

  2. Od trzech nocy śnią mi się koszmary. Uprzejmie upraszam księżyc, żeby jednak sobie odpuścił, bo przestaję wyrabiać z przetwarzaniem sennych informacji. Poza tym zakupiłam bilety do Barcelony, Berlina i Sztokholmu i już mnie zazdrość zżera nieco mniej 🙂

  3. Notka nie na temat, ale nadrabiam zaległości z powodu wakacyjnej przerwy od kompa i netu 😉 – dzięki za info o brytyjskich przedstawieniach teatralnych w kinach w Polsce. Zapaliłam się przeogromnie. Zaraz biegnę rezerwować miejsce!

      • Uderzam do Poznania, będzie również 28.10, ale przecież warto czekać, a czekanie na takie wydarzenie to czysta przyjemność! 🙂 Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s