Try a banana in your shoe

Jest wiele spraw na tym świecie, których nie rozumiem.
Sens życia, oczywiście.
Matematyka.
Składki na ZUS.
Popularność „Doktora Who”.
Ludzie nielubiący psów.
Dlaczego na burzę zbiera się zawsze wtedy, gdy wychodzę z pracy, choć opatrzność musi doskonale wiedzieć, że panicznie boję się burzy (w dodatku jakoś tak mam, że nie lubię moknąć).
Dlaczego w dni powszednie zwleczenie się z łóżka o siódmej to nadludzki wysiłek, ale w sobotę człowiek świeżutki i zirytowany budzi się o piątej.
I przede wszystkim dlaczego kasowniki w tramwajach NIGDY nie znajdują się w pobliżu automatów biletowych, ale w odległości zmuszającej do przeciskania z narażeniem życia się przez wściekły tłum. Być może jest w tym pewien ukryty sens, którego jeszcze nie rozgryzłam, albo po prostu kierownictwo naszego zbiorkomu czerpie perwersyjną przyjemność z oglądania walki o życie ludzi, którzy z najwyższym trudem dopchali się do biletomatu, obsesyjnie pocierali o ścianki biletomatu wypluwanymi przezeń monetami, zanim w kark zadyszy im kontroler, aż wreszcie sukces, udało się – po czym rozglądają się skonfundowani, gdzież ten cholerny kasownik.
Plus – można wymienić wiele uśmiechów, grając w tramwajowe „podaj dalej”. Taka refleksja po wczorajszym popołudniu, gdy w ciągu dziesięciominutowej podróży skasowałam siedem biletów. Być może więc ma to na celu zacieśnianie więzi międzyludzkich. Speed dating w wersji MPK.

Jeśli zastanawiacie się, dlaczego małą i niezbyt rozumną główkę zaprzątam sobie tak nieistotną kwestią, wyjaśniam, iż jest to temat zastępczy, bo nie jestem w dobrym humorze. Rano w windzie wysłuchałam konwersacji dwóch eleganckich i pięknie umalowanych panien na wiadomy dziś temat. Panny przytakiwały sobie nawzajem, jakoby nie istniało nic takiego, jak depresja, ot, wóda, prochy i człowiekowi odwala, a poza tym czemu niby ktoś z udanym życiem miałby być smutny.
To był ten przykry moment, gdy życzyłam im serdecznie, by drzwi windy przytrzasnęły im te odprasowane kiecki.
Wysiadły przede mną, więc mogłam na głos podzielić się z pustą kabiną moją refleksją, która brzmiała:
– Ja pierdolę.
Bo czasami bardzo trudno znaleźć inne słowa, wiecie.

Reklamy

4 thoughts on “Try a banana in your shoe

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s