My own feeling is that if adultery is wickedness then so is food

Obiecałam sobie, że dokończę tekst, który kończę od pół roku. w związku z tym zrobiłam całą masę niepotrzebnych rzeczy, obejrzałam całe mnóstwo głupawych filmików i przeczytałam ostatni rok mojego blogusia – to jest przerażające, jaka ja czasami mądra się sobie wydaję, och jaka mądra; człowiek powinien publikować notki dopiero, gdy poleżą parę tygodni lub miesięcy.
Podczas lektury wybuchnęłam kilka razy niepohamowanym śmiechem. Wiecie co, to jest nieco dziwne, nie, nie nieco dziwne, to jest BARDZO dziwne, ale ja sobie to wszystko wykrakałam. Przepowiedziałam. Zwał jak zwał.
Albo też zaprogramowałam się tak skutecznie, że mechanizm samospełniającego się proroctwa zadziałał bez zarzutu.
Boję się myśleć, co wobec tego będzie za rok, choć z drugiej strony czuję takie miłe mrowienie w dole pleców, jak przed czekającą podróżą albo randką.

Jakby mi było mało własnych rozterek, męczeństwa i dusiołka, robię ostatnimi czasy za psychoterapeutę.
Mam otóż znajomego. Nie przyjaciel, ale dobry znajomy. Znajomy przez ładnych parę lat był zaręczony z dziewczęciem, które widziałam bodaj dwa razy w życiu, bo dość starannie izolował pannę od reszty towarzystwa. Czemu – łatwo zgadnąć. Zdradzał ją.
Kiedyś tam powiedziałam mu, że moim zdaniem powinien z panną uczciwie się pożegnać, bo prędzej czy później sprawa się rypnie. O ile kobieta nie jest ślepa, głucha i ma iloraz inteligencji wyższy niż owca, w końcu doda dwa do dwóch, skojarzy fakty, wyciągnie wnioski i zmieni zamki.
No i wczora z wieczora siedzę sobie spokojnie w domu z książką (oraz smętną muzyką, nie inaczej), gdy wtem mój telefon piszczy rozpaczliwie.
Odeszła. Ładnych paru lat jakby nigdy nie było. Koleżka zrozpaczony.
Nie, nie westchnęłam do słuchawki „a nie mówiłam…”. Nie zmyłam chłopu głowy, bo już dostał za swoje i niepotrzebne mu wykłady; zresztą jestem ostatnią osobą nadającą się do umoralniających gadek. Wysłuchałam i zapewniłam, że gdyby potrzebował wylać ślozy nad browarem, to służę towarzystwem. Tyle mogę zrobić.

Rozbraja mnie czasami naiwna wiara w to, że nigdy nie zbierzemy burzy, zasiawszy wiatr i że ludzie w naszym otoczeniu nigdy nie zorientują się, co właściwie im robimy. Część oczywiście przymknie oko i uda, że wszystko w porządku – ze strachu przed samotnością, z obawy przed zaczynaniem od nowa, ale większość w końcu wyśle nas do diabła.

Reklamy

2 thoughts on “My own feeling is that if adultery is wickedness then so is food

  1. ooo…!!! Mam tak samo. Znaczy z tym krakaniem. Całą końcówkę ubiegłego roku trąbiłam wszem i wobec, że 2014 to będzie rok wielkich zmian. Gdybym tylko wiedziała jakich wielkich 😉 Ech… i tak nie siedziałabym cicho. Tyle się dzieje i zapowiada się coraz lepiej, że warto było męczyć się przez pół roku. Teraz samo dobre. Niech się nam :)))

  2. „Część oczywiście przymknie oko i uda, że wszystko w porządku – ze strachu przed samotnością, z obawy przed zaczynaniem od nowa, ale większość w końcu wyśle nas do diabła”. Chyba doszłam do końca i jestem milimetr od zmienienia zamków do mojego ja. Właśnie czytając Cię sobie to uświadomiłam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s