Oczy tego robala, czyli old habits die hard

Pozdrawiam dzielnie brnących przez moje archiwa – a pisałam niedawno przecież, że nie polecam.
Zastanawiam się, jak to jest, że największą popularnością cieszą się te wpisy, których najbardziej się wstydzę i w których wyłazi ze mnie płycizna, pensjonarstwo, galopująca melodramatyczność, nieskomplikowanie umysłowe, skłonność do obsesji i przeświadczenie, że moje refleksje są niebywale odkrywcze.

Dlatego przygotowałam dziś dla Was coś specjalnego.
Gwoli wyjaśnienia – rejestrowaniem moich dziwnych przypadków zajmuję się, odkąd nauczyłam się pisać. Nadal przechowuję wszystkie moje pamiętniki i wczoraj wieczorem, korzystając z faktu, że padł mi w domu internet, sięgnęłam po najstarszy z nich. Zaraz wam udowodnię, że jestem dokładnie na tym samym etapie rozwoju emocjonalnego, na którym byłam jako trzynastolatka.

Chyba jestem jak drzewo. Rosnę razem z korzeniami, a one rozrastają się. Chyba zrozumiałam cały trud – nie wolno uschnąć, jeśli chce się coś osiągnąć.
Immanuel Kant mode on. Nie mam pojęcia, co miałam na myśli, ale podejrzewam, że pora na zrobienie quizu „jakim drzewem byłabyś, gdybyś była drzewem”.

Pomógł mi na matmie. I na historii. Ale dawno już postanowione, że zakocham się w kimś lepszym od niego.

(W szkole podstawowej zostałam posadzona w ławce z chłopakiem, który okropnie mi się podobał).

Uwaga. Poezja będzie.
Wzrok wbity / w puste ciemię / Oczy pragnące / najbardziej ze wszystkich / Musnąć pocałunkiem / zwoje drucianych włosów etc.
Puste ciemię i druciane włosy.
Gdyby ktoś był zainteresowany, mam tego więcej.

Kocham facetów z zarostem. Lubię takich trochę dzikich.
Czyli już wtedy wiedziałam, co mi się podoba. Niedogolony i nieostrzyżony zawsze spoko.

Po przemyśleniu wszystkiego doszłam do wniosku, że życie nie jest ani ciężkie, ani trudne.
Seeeerio?…
Dziesięć stron dalej rozważań życiowych ciąg dalszy.
Życie jest trudne (powtarzam przecież – konsekwencja to moje drugie imię), poskręcane, śliskie i paskudne jak dżdżownica. Można je albo rzucić komuś na pożarcie, albo wcisnąć z powrotem w ziemię, albo zdeptać czy zamoczyć w chemikaliach i wyrzucić na śmietnik, albo schować do pudełka i karmić sałatą, można też w ogóle się nie przejmować i pomyśleć: „Hej! Oczy tego robala należą do mnie!”.

Panowie, brace yourselves.
Płeć męska jest wspaniała. Jest kapitalna.

Jaki to jest fajny chłopak! I ma bardzo ładne oczy. W odcieniu kasztana. A ja ludzi oceniam po oczach. Ale się w nim nie zakocham.
O ile dobrze pamiętam (i jak dowodzą późniejsze dramatyczne wpisy), zakochałam się na zabój.

Mistrzowski poziom samokrytyki.
Strasznie mi się podoba mój wczorajszy zapis. Naprawdę jest ładny i chociaż nie do końca wiadomo, o co chodzi, jest taki pełny.

Plan na ferie zimowe anno domini 1994.
Pewnie pojadę do Krakowa. Wspaniałe miasto. No i muszę pójść do TEATRU!
Gdyby ktoś tej dziewczynce powiedział wtedy, że w tym „wspaniałym mieście” zamieszka, a jej teatralna mania urośnie do rozmiarów wiodących ją na skraj niewypłacalności…

Mistrzowski poziom samokrytyki kontraktakuje.
Jakie ja wartości sobą reprezentuję, poza wartościami chłodnej intelektualistki?

Nasza bohaterka znowu się zakochała. I ten właśnie fragment dowodzi, że przez ostatnie dwie dekady nic się nie zmieniło.
Głupio mi się na niego gapić, a muszę. Czasem on też patrzy na mnie. A ma takie piękne oczy! Ma trochę dłuższe włosy (chcesz startować do autorki – zapomnij o fryzjerze na jakiś czas). Jest niesamowity. Nigdy nikogo takiego nie widziałam. Mam bardzo dziecinny wzrok, gdy na niego patrzę, czuję to.

Doskonale wiem, że urodziłam się artystką.
Yeah, right.

Immanuel Kant mode on ponownie.
Myślę, że życie nie jest takie, jakim je dziś widzę, jutro będzie inne i tak w kółko.

Znikam w tłumie. Uciekam w głąb chodnika.
Głąb chodnika.

Sięgnęłam w rowek depresji.

Rowek depresji.

Myślę, czy by się nie zająć pantomimą.
Trzeba było – z pożytkiem dla wszystkich.

Usiłowałam poderwać go ustami, których natura mi nie poskąpiła.
Eeeem…

Jestem osobą, która poprzez mordercze samodoskonalenie się dąży do samounicestwienia.
Raczej mordercze bimbanie sobie, ale niech będzie.

Jestem wiatrem niesionym ręką Boga po świecie pełnym motylich kwiatów.
Bez komentarza.

Mam fantastyczne sny. Śniło mi się na przykład, że spotkałam dwóch przystojnych chłopaków. Dookoła nich fruwały gołębie.

Sami widzicie.
Niewiele rzeczy na świecie potrafi człowiekowi przynieść tyle radości, co stary pamiętnik. Całkiem zresztą ładny, zamykany na kłódeczkę, z dziewczynką siedzącą wśród kwiecia na okładce. A na dole okładki wydrukowane są słowa Come live with me and be my love.
Wiecie, kto je napisał?
Christopher Marlowe 😀

Reklamy

21 thoughts on “Oczy tego robala, czyli old habits die hard

  1. >> Zaraz wam udowodnię, że jestem dokładnie na tym samym etapie rozwoju emocjonalnego, na którym byłam jako trzynastolatka.

    No niestety, nastąpił regres. Te pamiętniki 13-latki są proste, świeże, dynamiczne, wspaniałe 🙂 Chłonąłem je z wielką radością i zachwytem.

    • O tak. Najbardziej dynamiczne są dłuuuuuugie opisy moich kolejnych piorunów sycylijskich (zanim zakochałam się na dobre i strasznie nieszczęśliwie na dwa długie lata, miałam mniej więcej jeden coup de foudre na kwartał), bajdurzenie o tym, że zostanę sławną aktorką i narzekania, jak to mnie nikt nie rozumie 🙂

  2. 🙂 moja poezja z tego okresu jest… hm… przyziemna i dotyczy prozy życia … rymowankę o zatwardzeniu gdzieś na przełomie podstawówki i ogólniaka popełniłam 😛

    ale ta głębia chodnika mnie powaliła – wpływy francuskich pozytywistów tutaj dostrzegam… a choć wiek nie ten, to gdzieś za rogiem, jaki mi się i „statek pijany” 😉

  3. obśmiałem się jak norka – fantastyczna (była) z ciebie chłodna intelektualistka, tymi tekstami to można kanapki smarować i szamać z głośnym mlaskiem! jeden z moich faworytów to „Po przemyśleniu wszystkiego doszłam do wniosku, że życie nie jest ani ciężkie, ani trudne.”, ale prawdę mówiąc konkurencja całym peletonem depcze po piętach… poderwałabyś mnie nawet bez ust 😉

  4. Ano to ja- jedna z tych osób, które przeglądają Twoje archiwa 🙂 Od paru dni zaledwie, ale będę częściej !

    Lubię Cię. Również jako trzynastolatkę 🙂

  5. rozrechotałam się na głos, cudowne, dziękuję 🙂 moje pamiętniki z analogicznego okresu spaliłam wiele lat temu w ognisku (pokolenia są mi za to wdzięczne 😉 )

    PS. gdybym była drzewem, byłabym lipą 🙂

    • Ja trzymam. I znalazłam fragment „nie powinnam pisać pamiętnika codziennie, bo jeśli go wydam, książka będzie za gruba” 😀
      Znalazłam też moje pierwsze i jedyne opowiadanie erotyczne, napisane jakoś koło 14. roku życia. Udusiłam się ze śmiechu.

        • Nigdy w życiu. Może jakiś krótki fragment kiedyś wrzucę, ale całość jest absolutnie nieznośna. Poziom rzewności przekracza wszelkie normy. „Mój wulkan wybuchał bez przerwy” etc. etc. Poza tym jest to o tyle komiczne, że ja mogłam sobie wtedy tylko wyobrażać, jak pewne czynności wyglądają i moje ówczesne wyobrażenia nie miały nic, ale to zupełnie nic wspólnego z rzeczywistością 🙂

  6. Głąb chodnika(!), oczy tego robala, fruwające gołębie jako wspomnienia chłodnej intelektualistki sprawiły, że jestem dozgonnym fanem 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s