First love is the best love

Kolejne piękne trafienie z wyszukiwarki.
„Czy Ben Whishaw lubi seks”.
Droga osobo – z wielką przykrością stwierdzam, że nie znam chłopaka aż tak dobrze. A nawet gdybym znała, to obawiam się, że i tak bym się nie dowiedziała ze względu na fakt, iż mamy jednakowe upodobania w temacie płci partnerów.

Przeczytałam wczoraj kolejne tomiszcze moich pamiętników – dotarłam do matury i dałam sobie spokój. Oczywiście w kółko to samo. Po tym, jak już przestałam podkochiwać się żałośnie w aktorze, który prowadził u nas zajęcia teatralne, znalazłam sobie nowy obiekt westchnień. Żeby zarysować tło historyczne – w trzeciej klasie liceum dołączył do nas chłopak, który absolutnie zawrócił mi w głowie. Imponował mi szalenie, bo miał prawo jazdy i nawet brał udział w rajdach samochodowych. Trzeba mu przyznać, że był nawet fajny, choć ewidentnie wiedział o mojej słabości i dość perfidnie z niej korzystał – plaskałam rączką w czoło co pięć minut, czytając moje ckliwe wspomnienia. No, ale człowiek siedemnastoletni bierze wszystko za dobrą monetę i z uporem maniaka nagina rzeczywistość do swoich romantycznych wyobrażeń. Jeden zeszycik składa się w całości z: ach jaki piękny, ach jaki mądry, ach jaki zabawny, ach jakie ma cudowne dżinsy, ach popatrzył na mnie, ach odezwał się do mnie (tu zawsze dokładny cytat i pięć stron rozważań nt. możliwej interpretacji), spać nie mogę, bo go kocham i jestem taka nieszczęśliwa.
Swoją drogą – któregoś dnia odważyłam się powiedzieć mu o moim wielkim uczuciu. Z nieznanych przyczyn uznałam, że to będzie świetny pomysł. Nie był. Za to przynajmniej mam za sobą scenę jak ze słabego dramatu – wiecie, deszcz, wycieraczki, długie chwile ciszy.
Ostatni raz widziałam go jakoś w czerwcu 1999; ciekawa jestem, co u niego słychać. Jeszcze bardziej ciekawa jestem, czy moje serce choć odrobinę by drgnęło, gdybym zobaczyła go po tylu latach. Wątpię, choć może?…
Wyobraźcie sobie, że raz się z nim całowałam. Niezły był w te klocki. Jakim cudem nie zeszłam wtedy na rozległy zawał, pozostaje dla mnie zagadką do tej pory.
Ale – są też inne ciekawe wątki.
Po pierwsze internet. Bardzo się zachwycałam internetem, bo on akurat wtedy wchodził pod strzechy. Mogłam sobie wczoraj przypomnieć każdy ton piszczącego modemu po wybraniu osławionego numeru 0202122 (i nerwowe gryzienie palców, gdy w skrzynce pocztowej pojawiała się koperta z rachunkiem od Tepsy). Niesłychanie ekscytująca była możliwość porozmawiania sobie z kimś z Kalifornii, zarejestrowania się na forum miłośników Z Archiwum X, obejrzenia ładujących się sto lat zdjęć z premiery nowych Gwiezdnych wojen i poświntuszenia przez IRC. Emocji co niemiara.
Po drugie bezdenna głupota i niefrasobliwość. Szczerze wam powiem, że po przeczytaniu tego okołomaturalnego tomu moich zapisków nie mogłam uwierzyć w to, jacy my byliśmy durni.
Wybraliśmy się raz – w środku srogiej zimy – na wagary w góry, w piątkę jednym rozklekotanym samochodem. Bo przecież to taki świetny pomysł, mieć prawko od dwóch miesięcy i ruszyć polonezem na wycieczkę po krętej, oblodzonej drodze. Wypijaliśmy oceany alkoholu – teraz człowiek padłby trupem po takiej dawce przyjętej w tak krótkim czasie. Pomaturalna popijawa na dzikiej plaży nad jeziorkiem też oczywiście być musiała. A że koleżeństwo miało swoją – bardzo amatorską, ale jednak – kapelę, niejeden raz lądowałam na pokoncertowej imprezie z samymi facetami (matka jednego z moich kolegów wyjeżdżała na tyle często, że chłopak mieszkał praktycznie sam, więc miał wolną chatę); więcej szczęścia niż rozumu, podejrzewam. Sytuacje okołoerotyczne w naszej paczce były zresztą dość powszechne, w różnych konfiguracjach.
Wydawało nam się wtedy, że na tym właśnie polega dorosłość – na przesuwaniu granic i sprawdzaniu, ile możemy zrobić bez ponoszenia konsekwencji.
Potem okazało się, że ona jednak polega głównie na płaceniu rachunków na czas.

Ech, nie mogę się powstrzymać. Dołożę wam jeszcze parę perełek.
Kwiecień 1994.
Boże. Już nic mnie w życiu nie zdziwi.
A założymy się?…

Zachód słońca był taki chiński.
?

Więcej poezji, oszczegam.
Jesteś prawdziwy do krańcowej rozpaczy.
I dlatego nie patrz tak rzadko, tylko często.

Pociąga mnie to. Świat zabawny, artystyczny, pełny dymu, kolorów i twórczych zmagań.
I ja czuję w sobie twórczy rozmach.
Może napiszę wiersz.

Boże uchowaj.

Człowiek budzi się, sięga po książkę i po chwili znajduje się w grobie.
Nie, to nie była kolejna filozująca myśl, tylko fatalny skrót myślowy, bo akurat czytałam „Bogów, groby i uczonych” Cerama.

Byłam wczoraj w kinie na Bondzie. Chyba jednak powinnam nakręcić własny film. Składałoby się na niego dużo ładnych dźwięków, tylko ukochane pejzaże. Bez akcji. Takie powolne płynięcie.
Oj kochana, ludzie zabijaliby się o bilety na taki blockbuster.

Reklamy

11 thoughts on “First love is the best love

  1. Love puenta 🙂 Tak czytam o tym czytaniu pamiętników i nie wiem, czy byłabym w stanie czytać swoje – przez ten bezmiar głupoty i naiwności musiałabym się co chwilę czerwienić ze wstydu. Przynajmniej wierszy nie pisałam, uff.

    • Mnie to bardzo bawi, nie wstydzę się absolutnie (ale ja w ogóle bardzo niewielu rzeczy się wstydzę i są to bez wyjątku rzeczy, które zrobiłam jako dorosły człowiek). Poza tym – cóż, każdy przechodził ten etap 🙂

  2. Heh, może kiedyś poczytam swoje wynurzenia i zobaczę…
    A swoją drogą zaje… zdjęcie wstawiłaś tego pana – dopiero teraz spojrzałam. Piękne po prostu 🙂

    • Yup, widziałąm 🙂 Któregoś dnia statystyki mi dziwnie poleciały w górę i odkryłam, że to wejścia stamtąd właśnie.
      Ale już opadły do swojego normalnego poziomu 🙂

  3. Niewątpliwie ładnie, zgrabnie i kwieciście pisze Pani dzisiaj. Ale te licealne pamiętniki mają w sobie jakąś moc … licho wie czego, można nazywać to świeżością, autentyzmem, rozbierać zjawisko na czynniki pierwsze, lecz nie da się go stworzyć. Tak jak można opisać, sfotografować szczeniaka, jednak czymś zupełnie innym jest kiedy pałęta sie pod nogami, podgryza spodnie, kiedy się z nim baraszkuje.
    Te teksty są po prostu świetne, widać to jeszcze lepiej na tle współczesnego komentarza.

    Pamiętam jak koleżanka, gdy byliśmy na studiach czytała listy od swojego brata (był w podstawówce – głównie „kup mi ….”). Żaden literat by tego nie stworzył. I niewiele „obcowań” ze sztuką daje tyle radość i uderzenie światła jak nastoletnie i dziecięce listy czy pamiętniki.

    Rozpiszę się trochę… kiedyś czytałem wypracowanie chłopca z 4 klasy. Pisał o kosmitach, którzy przylecieli do niego do domu. Weszli na górę, ale „nie umieli zejść po schodach”. Było przedziwne, przeczytalem je kilka razy. W pewnym momencie dotarło do mnie, że dziecko nieświadomie opisuje pijanego ojca i kompanów. Gramatycznie, ortograficznie, stylistycznie to była lipa w porównaniu z tym jak pisały inni uczniowe. Ale po 15 latach pamiętam nadal grom jaki spadł na mnie i wrażenie wywarte przez tamto opowiadanie, innych nie, choć też były niezłe. 🙂

    • Makabrycznie. Ja byłam permanentnie w kimś zakochana – po uszy, w stylu „jak on pięknie pluje” i koniecznie nieszczęśliwie.
      A potem zaczęłam studia, weszłam w pierwszy jako tako poważny związek i moja skłonność do zadurzania się przygasła. Zdarzają mi się oczywiście pewne niegroźne fascynacje, nadal są faceci, do których mam lekką słabość, ale w dorosłym życiu tak naprawdę zakochana byłam może ze trzy razy i między kolejnymi (ro)związkami miałam bardzo długie przerwy.

      • ja za to, permanentnie obojętna i zimna jak ryba… teraz, na średnie lata, mnie się odmienia… niestety za bardzo mnie się odmienia… 😐

  4. ojacie, jakie piękne cytaty ❤
    (przypomniałaś mi i znalazłam taki zeszyt w pomarańczowych okładkach. matko, córko, synu. maskara.

  5. z wielkim sentymentem wracałam do swoich starych zapisków
    mam wiele sympatii dla nastoletniej frotki i staram się ja rozumieć
    pamiętać, jak to było

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s