Ahoy, me hearties

Och, jejku.
Najważniejsze – zdaniem organizatorów – wydarzenie kulturalne tego roku, czyli przybycie do stolicy dwóch supergwiazd, zostało odwołane. Z przyczyn niezależnych.
Niech pomyślę. Chętni do wybulenia dwóch kafli za obejrzenie wywiadu na żywo nie pchali się drzwiami i oknami?…
Nawiasem mówiąc, nazywanie czegoś takiego najważniejszym wydarzeniem kulturalnym jest zabawne.
Tymczasem na czytanie sztuki, w którym wezmę udział za kilkanaście dni (i nadal nie wiem, co na siebie włożyć) nie ma już ani jednego biletu. Wyprzedane. Szok i niedowierzanie. Bilecików na te imprezy nigdy nie było dużo, bo to raczej kameralne posiadówki, ale na ogół widownia nie była zapełniona w całości – raz nie była zapełniona nawet w połowie… Wiadomo, w niedzielne popołudnie to się raczej na piwo idzie. A tu proszę.
Szczerze pisząc, wizja uczestnictwa w tym… czymś trzyma mnie przy życiu – no, może nie aż tak dramatycznie. Sprawia, że daję radę wygramolić się spod kołdry i pokazać ludziom. Trzeba mieć przed sobą choć jedną przyjemną perspektywę.

Jakby nie mogło wystarczyć mi gwałtowne dokształcanie się w temacie neurochirurgii, musiałam wczora z wieczora dokształcić się hydraulicznie. Chciałam spędzić uroczy wieczór skulona w fotelu, siorbiąc herbatkę, jednym okiem oglądając serial, a drugim podczytując nabyte za 10 peelenów listy Chatwina („kocham was w drobny mak” – urocze), ale oczywiście, że nie – bo niedługo po powrocie z trwogą odkryłam awarię w łazience. I tak oto spędziłam uroczy wieczór, owszem, klęcząc na kafelkach z kombinerkami w łapce. Naprawiłam. SAMA. SUKCES. No, w każdym razie zorganizowałam workaround, który będzie musiał na chwilę wystarczyć.
W mordę.
Naprawdę bardzo potrzebuję spokojnego weekendu i kogoś, kto choć na chwilę osłoni mnie przed tą cholerną zawieruchą. Cały smutek w tym, że ten najbliższy weekend spokojny z pewnością nie będzie.

Update
Wspominałam, że nie wiem, co na siebie włożyć? Problem rozwiązany.
qwer

Reklamy

5 thoughts on “Ahoy, me hearties

  1. Jakoś olałam tę informację o supergwiazdach, bo wydała mi się tak niedorzeczna, że aż czytać mi się nie chciało. W tym kraju wydarzeniem kulturalnym są kabarety i takie sprawy, także co tu się dziwić.
    Rozumiem, że ta różowa sukienka już była na jednym czytaniu i nie możesz jej włożyć na kolejne? ;))

    • Mnie też to od początku wydawało się komiczne i nieprawdopodobne. Poza tym sama idea jest dla mnie głupia – rozumiem, że fajnie zobaczyć wielkiego aktora na własne oczy, ale osobiście wolałabym zobaczyć go przy pracy niż odpowiadającego po raz n-ty na te same pytania, bo ani to pasjonujące, ani warte takiej forsy. A jeśli chodzi o Arniego, to ja bardzo lubię „Terminatora”, ale moja definicja wydarzenia kulturalnego brzmi jednak inaczej 🙂
      Ta majowa różowa sukienka ma bana na uczestnictwo w jakichkolwiek wydarzeniach publicznych, odkąd parę tygodni później znalazłam siebie, dość oczojebnie widoczną, na zdjęciach z tamtego czytanka. Trwale zapisałam się w archiwach Globe jako ta w różowym – wystarczy. Poza tym będzie już na nią za zimno 🙂 Przypuszczam, że tym razem skończy się na dżinsach.

      • Taaaak, co do Arniego mam podobne odczucia, jakoś nigdy nie kojarzył mi się z kulturą. Z kulturystyką raczej, że tak rzucę żarcik z brodą.
        Hahahaha, różowy i czerwony potrafią tak wyjść na zdjęciach, ale żeby od razu z tego powodu dżinsy? Weź.
        A w ogóle to Ci powiem – chociaż wiem, że łatwo mi gadać – że się trochę dziwię, że jeszcze siedzisz w naszym pięknym kraju, zamiast w Londonie łapać jakąś robotę w teatrze. Albo w czymkolwiek związanym. Wyglądasz mi na osobę, która nie miałaby problemu z tym, żeby wyemigrować, zwłaszcza tam, bo jak widzę, język opanowałaś w stopniu wystarczającym ;))) Nie mówię na zasadzie, że powinnaś czy coś, tylko taka mi się luźna refleksja nasuwa, czytając (haha, mój ulubiony byk gramatyczny).

        • Ależ ja ciągle o tym myślę i coraz mocniej jestem do tego przekonana, zwłaszcza że chwilowo w moim mieście trzyma mnie tylko przyzwyczajenie i kwaterunek (no, i najgorsze – strach przed rzutem na głęboką wodę). W moim obecnym zawodzie robotę pewnie bym znalazła, bo moje papierki poświadczające obeznanie w pewnych tematach obowiązują międzynarodowo; w teatrze – mocno wątpię, bo na najgłupsze stanowiska przypadają setki kandydatów.

          • A, to mnie uspokoiłaś, że o tym myślisz 🙂 Chyba musi się zdarzyć coś, co Cię lekko popchnie we właściwą stronę, a zazwyczaj tak się dzieje. Ważne, żeby mieć jakiś fach w ręku, żeby mieć z czego żyć, a jak się ma trafić robota marzeń, to się też trafi. Moim zdaniem warunki masz idealne, tylko jakiś impuls potrzebny 🙂
            Ja tak chyba gadam dlatego, że od ponad dekady nie ruszyłam tyłka, też mnie trzyma przyzwyczajenie, kwaterunek i robota ta sama od końca studiów… 😉 Ale chciałoby się czasami zmienić wszystko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s