Soft sir, you must be dieted

Mój znajomy jest akurat, że tak powiem, poszukujący. Szuka kolejnej miłości życia. Nie ma jakiegoś wielkiego ciśnienia, bo młody jest, bardzo wysoki, przystojny (typ, z którym fajnie się chodzi po mieście, bo kobity się za nim oglądają) i obdarzony niezgorszym poczuciem humoru, więc raczej się nie nudzi w temacie przygód damsko-męskich. Ale ostrożnie rozgląda się za czymś trwającym dłużej niż 6 godzin.
– I chciałbym, żeby była taka jak ja – powiedział mi dziś.
– To znaczy?
– Ja się bardzo angażuję, za bardzo. Jestem cały dla kogoś. Chciałbym, żeby ona była taka sama.
– Mhm – odparłam wymijająco, żywiąc pobożną nadzieję, że nie zbladłam z przerażenia.
Wiem, że niektórzy z zachwytem przyjęli partnera oddanego im bez reszty. Ja bym raczej zwiała. Nie chcę kogoś takiego. Sama zresztą zdecydowanie nie należę do osób z gatunku „cały dla kogoś” i o ile bywam zdolna do wielkich poświęceń dla drugiej strony, o tyle nie ma mowy o oddaniu mojego kawałka przestrzeni i marginesu swobody. Ten margines jest u mnie dość szeroki, dodajmy. Niekiedy jak Amazonka. I nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak wyglądają związki oparte na wzajemnym zaangażowaniu „za bardzo”.
Tyle rozważań o chorobach sercowych. Teraz pokażę wam coś, co ktoś mi onegdaj wcisnął na ulicy, a ja bez czytania wetknęłam to do kieszeni płaszcza i dziś, wyjąwszy go z szafy po moim zdaniem zbyt krótkim okresie ochronnym, znalazłam. Przeczytałam. Moja słynna prawa brew, którą zwykłam wyrażać zdziwienie, natychmiast weszła w rolę.

wpid-dsc_00102.jpg.jpeg

W gruncie rzeczy chodzi mi o ostatni fragment. Że jedzenie i picie zimnego powoduje chudnięcie.
Rozpromieniłam się natychmiast.
Bo takie czipsy. Jakby nie patrzeć – zimne. Mój ulubiony KitKat z masłem orzechowym (nigdy nie mam odwagi przeczytać tabelki z wartościami energetycznymi) – zimny. Lody bakaliowe – ma się rozumieć. Wreszcie, proszę państwa, rzecz oczywista, czyli wódka – wiadomo, że zimna. Co prawda to wszystko razem wzięte jakoś nie wydaje mi się fenomenalnie skuteczną dietą odchudzającą, ale przecież mogę nie wiedzieć wystarczająco dużo o życiu…

Reklamy

14 thoughts on “Soft sir, you must be dieted

  1. 🙂 … szkoda, że młody i że daleko ten Twój kolega, chętnie przekonałabym się jak wyglada w męskim wykonaniu „jestem cały dla kogoś” i czy może to faktycznie potrwać dłużej niż 6 godzin… moje doświadczenie temu przeczy, ale byłoby ciekawym czy stan ten może utrzymać się przez dajmy na to godzin 20 i jeszcze 4…

    • Młodzi nie są tacy źli, on jest zresztą u progu trzydziestki 🙂 Ale nawet jako jego znajoma – nigdy nie mieliśmy żadnych lepkich kontaktów – potwierdzam, że on istotnie jest „cały dla”. Rzuca się na główkę w relacje międzyludzkie, jest bardzo zaborczy. Długo się docieraliśmy i było po drodze parę przykrych sytuacji, gdy jedno pokazywało kły, bo mu drugie wlazło za daleko, albo drugie się gniewało, bo pierwsze zamykało się w swojej skorupce. Teraz już działamy nieźle.
      A czy ten stan może się utrzymać – znam małżeństwo, które tak funkcjonuje. Mnie to by spaliło, ale u nich się sprawdza.

      • 🙂 no tak, on dobiega 30… a ja 40 😛 … więc wiesz 😛
        chyba na początek taka zaborcza relacja bardzo by mi odpowiadała, dowartościowałaby mnie i dopieściła, ale… obawiam się, że nie trwałoby to zbyt długo… no chyba, że okazałby się posiadaczem pewnych walorów, które by mnie były w stanie utrzymać w takiej emocjonalnej klatce… choć klatki to nie moja specjalność 😛 😉

        • Zdaniem niektórych młodszy + starsza to bardzo dobry przepis 🙂 Zresztą ostatni urlop spędziłam po części w towarzystwie człowieka młodszego ode mnie o lat, ekhhhm, dziewięć i znakomicie się bawiłam.

  2. Bycie „całym dla” nie musi oznaczać zaborczości i braku przestrzeni. Można być papużkami nierozłączkami, a jednocześnie dobrze funkcjonować osobno i nie płakać w poduszkę. Rzecz w tym, że nawet jak się lubi i umie być cały czas dla siebie nawzajem, niekoniecznie zawsze TRZEBA…

  3. jak bardzo mam to, co Twój przyjaciel. ale tego prawie nikt nie lubi. dlatego jestem sama.
    (a co do diety, to TAK! chętnie przejdę na lody i batoniki:))

  4. wejdź na stronę teatru śląskiego – być może jest tam coś co może ciebie zainteresować 🙂 🙂 … w radio mówili, że szukają tam blogerów maniaków teatralnych 😛

      • Może ktoś by wreszcie zaczął tego bloga czytać… 😉
        Tak gadam, bo nie wiem, co tam teraz jest, ale sobie wyobrażam, że jakieś suchary.

        • On jeszcze nie istnieje.
          Zastanawiam się tylko, czy publiczność tego teatru i jego kierownictwo chcieliby, żeby felietony dotyczące spektakli w TŚ omawiały głównie kwestię łydek protagonisty na przykład, jak to mam w zwyczaju. Istnieją fanpejdże poświęcone michałkom z amatorskich recenzji – od dawna się obawiam, że w końcu trafię na jeden z nich 🙂 Aczkolwiek pomysł z tym blogiem istotnie bardzo fajny, zwłaszcza jeśli taki bloger naprawdę będzie mógł wleźć za kulisy. Rozważę.

  5. No jak znalazł ta kartka na taki deszczowy dzień, poprawiłaś mi humor:-) A Pan ma zadatki na psychopatę, co by zagłaskał tę bidulę, wymagał, żeby być epicentrum jej świata, a potem by śledził. Na samą myśl się duszę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s