Why must I keep needing things

Narzekałam niedawno na gnoma, któremu na tyle podobają się moje dokonania, że chętnie sobie z nich korzysta. Na szczęście jest też ktoś, kto moje dokonania również docenia, ale wybiera tradycyjną metodę wyrażania aprobaty, to jest po prostu mówi mi o tym. Jest to tym milsze, że ten człowiek niechętnie prawi komplementy, jest raczej wymagający i bardzo cyniczny. Przyznam, że dzięki temu znowu mi się zachciało i znowu poczułam, że wbrew pozorom może jest jakiś sens w tym, co robię.

Nic przyjemniejszego nad poranny przegląd statystyk. Trafienia z wyszukiwarek to zawsze gwarancja udanego dnia. Ostatnimi czasy zostałam zapytana, jak słuchać przez ścianę. Szklanki nigdy nie przykładałam, ale ze słuchaniem przez ścianę nie mam problemu, niestety przymusowo, bo moi nowi sąsiedzi darzą obsesyjnym zamiłowaniem jeden kawałek hiphopowy i potrafią tłuc go przez godzinę w kółko. Ja też potrafię tłuc przez godzinę w kółko, ba, przez pół nocy w kółko, niemniej od pewnego czasu jestem świadoma istnienia zmyślnego wynalazku zwanego słuchawkami i dzięki temu oszczędzam innym mieszkańcom ryzyka, że nauczą się na pamięć każdej nutki rzępolenia, które akurat przypadło mi do gustu, i będą dostawać przykrych torsji, słysząc to trzydziesty raz jednego wieczoru.
Inne zapytanie dotyczy kolegi z pracy, który się podoba, ale chyba czuje się osaczony, bo unika. Hm. W tym nie pomogę, ponieważ nie mam doświadczenia w osaczaniu. Jak wiele razy wyjaśniałam, w starciu z atrakcyjnymi osobami płci przeciwnej często zachowuję się jak ktoś, kto niedawno przeszedł lobotomię – trudno kogokolwiek osaczyć, wpatrując się bez słowa w podłogę. Znam jednak kobietę, która potrafi za wybrankiem po mieście jeździć. No, co kto lubi.
Pytano mnie jeszcze o seks u dentysty, ale niestety (?) w tym obszarze wprawę mam jeszcze mniejszą niż w nachodzeniu wyględnych kolegów. Coś mało przydatny ten mój blog.
Nawiasem mówiąc – to byłoby arcyciekawe, choć dość ryzykowne doświadczenie, gdyby potraktować zapytania ludzi trafiających tu z Gugla jak wyzwania. Robić to wszystko i opisywać.

Toczę właśnie wewnętrzną walkę, bo dostałam wiadomość z ucieszną informacją, że bilety na coś, co już widziałam cztery razy, są przecenione o połowę w tym tygodniu.
Mam przemożną ochotę potraktować to jak palec boży.
Prawda jest taka, że gdy ja w ogóle toczę wewnętrzną walkę, to znaczy, że już tę walkę przegrałam. Pozamiatane. Nigdy nie udało mi się wmówić sobie, że czegoś nie chcę, nie potrzebuję, nie mogę teraz. Ogólnie rzecz biorąc, sprawy w moim życiu dzielą się na dwie proste kategorie:
1. obojętne, może być, jak nie będzie, nie zatęsknię,
2. ubóstwiam, szaleję i oddam za to nerkę (niekoniecznie własną).
Ach, szlag by to wszystko trafił, gdzie moja karta?…

Jakby tego było nie dość, moje ulubione tego roku miejsce we wszechświecie uruchomiło platformę, na którą wrzuca zarejestrowane przedstawienia i nie tylko. Będę mogła leżeć na mojej sofce z orzeszkami i białym winem, i oglądać do nieprzytomności.
Nie taki najgorszy ten wtorek.

Reklamy

11 thoughts on “Why must I keep needing things

  1. No to ja mam tak samo z chceniem, wystarczy, by raz taka myśl pojawiła się w mojej głowie, jest już pozamiatane, mimo usilnych prób i walk wewnętrznych, że niekoniecznie potrzebuję czy mogę sobie w danej chwili pozwolić 😦 To się nazywa ‚silna wola’…
    Za link do platformy, dziękuję, chętnie skorzystam 😀

    • Przejrzałam, co za dobra tam mają – Stephen Fry w „Wieczorze Trzech Króli”, Arthur Darvill jako Mefistofeles, wielu innych, którzy nie noszą celebryckich nazwisk, ale za to są fantastyczni…
      O, i nawet mają „Makbeta” Kleczewskiej 🙂 A to dopiero dziś rano uruchomili, więc pewnie będą dorzucać kolejne rarytasy.

        • Nie wiem, czy to na pewno coś, czego warto się nauczyć 😉 Ja jestem po prostu potwornie zachłanna. Jeśli czegoś naprawdę chcę, to nie ma dyskusji – nikt i nic mnie nie przekona, że mi to niepotrzebne, nie stać mnie i tak dalej. Poza tym mam bardzo, być może za bardzo hedonistyczne podejście do życia.

          • masz wszystko to czego mnie brak, a co mieć powinnam żeby zacząć żyć, ale to długa historia jest dlaczego tak jest,a nie inaczej i raczej na dużą butelkę wina niż na sucho 😛

          • Są koszty. Naprawdę są. I nie mam tu na myśli ciągłego debetu.
            Ale sama rzecz jest prosta – jak człowiek raz zrobi coś, co naprawdę zrobić chciał, to potem już samo leci.

  2. Coś o tym wiem.. Na spektaklu „Sztuka kochania” byłam już chyba 5 razy, ale jeśli tylko miałabym luźne 5 dyszek to chętnie wybrałabym się raz jeszcze 🙂

  3. PC niestety właśnie ja tak nie mam 🙂 każdorazowe zrobienie czegoś dla siebie kończy się u mnie moralniakiem i nie dlatego, że to co zrobiłam faktycznie komuś zaszkodziło, nie, zazwyczaj dla świata jest to obojętne, żeby nie napisać, że świat ma to w dupie… to w moim pofertanym mózgu sobie na to nie pozwalam i znajduję tysiąc powodów do samoumartwiania

    • Życzę powodzenia w przełamywaniu barier, te mentalne są najtrudniejsze 😦 A jak do tego co piszesz dojdzie jeszcze „jestem beznadziejna”, to już robi się prawdziwy hardcore. Ja od wielu lat próbuję przeciągnąć moją żonę na jasną stronę mocy. Jest pewien postęp, ale niestety chyba nie da się tego zmienić całkowicie. No ale dzieciństwa nikt sobie nie zmieni i pewne schematy utrwalone wtedy w naszych mózgach są silniejsze od logiki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s