Whatever Lola wants, Lola gets

Ohoho. Pan i władca się odezwał. Nawet miło nam się rozmawiało.
I tak właśnie z nimi jest, no, zawsze tak samo – muszą poczuć, że coś im się wyślizguje z rąk. Wtedy nagle, czarodziejsko okazuje się, że jednak coś pod tym pancerzem jest.
Ciągle go uwielbiam, ciągle to najbliższe mi stworzenie, ciągle najpiękniejsze, z nikim tak dobrze się nie dogaduję, nikt inny nie wie, o co chodzi, gdy tylko wykrzywię buzię – ale ja już chyba potrzebuję czegoś więcej, niż ten pan może mi dać. Bardzo chciałabym się mylić. Raczej się nie mylę.
Zobaczymy.

Ktoś tu od kilku dni wchodzi w poszukiwaniu nagich scen w teatrze. Sądząc po trafieniach z wyszukiwarek, od lat jestem – niechcący – ekspertką od wódki i penisów, ale cóż. Każdy powód, żeby pójść do teatru jest dobry, natomiast z przykrością zawiadamiam, że nie prowadzę rejestru golizny. Lada dzień zaczyna się Boska Komedia, więc być może będę mogła coś w temacie dodać.
Skoro jednak zeszliśmy na mojego konika, to mogę wam szepnąć, że jestem dziś bardzo ucieszona.
W lutym zasuwam do miasta, którego nie ma – na walentynki akurat. Nigdy ich nie obchodziłam, ale skoro termin wycieczki taki a nie inny, postanowiłam obejść je z przytupem, w towarzystwie tego tutaj koleżki (gwoli ścisłości, nie chodzi o Barry’ego Manilowa). Dzień wcześniej oczywiście idę do teatru, a dzień później, ahem, na rozdanie nagród.
Zawsze chciałam pójść na takie coś. Kto by nie chciał. Niestety nie należę do kręgów zapraszanych na tego rodzaju wydarzenia – może kiedyś. Ale wczoraj przeczytałam, że WhatsOnStage, portal specjalizujący się w wiadomym temacie, uruchomił sprzedaż biletów na rozdanie własnych nagród, przyznawanych przez publiczność, która najpierw nominuje do nominacji (co niżej podpisana również uczyniła), a później podejmuje ostateczną decyzję. To jest dość duża impreza, sławne ludzie przychodzą, inne sławne ludzie występują. Miałam inne plany, gdy wtem coś mnie tknęło i postanowiłam jednak uszczęśliwić się biletem.
Dziś ogłoszono nominacje i muszę powiedzieć, że czuję się, jakbym wygrała milion euro. Oczywiście wszyscy wiedzą, która z nominacji uradowała mnie najbardziej, więc tej sekcji nie będziemy omawiać, ale kurza stopa, no. Hiddleston, Strong, Armitage i ja. W jednym pomieszczeniu. Dziękuję za uwagę. Może i to pomieszczenie jest duże, może i oni mnie nie znają (ich szczęście), ale fakt pozostaje faktem, nie?
Pozostają nieco ponad dwa miesiące na kupienie jakiejś fajnej sukienki.
Choć z drugiej strony czemu właściwie miałabym się przejmować odzieniem. Tutaj macie galerię zdjęć z dzisiejszego uroczystego ogłaszania nominacji. Wszyscy odstawieni jak śledzie na święto morza, gdy wtem na zdjęciu nr 20 pojawia się uroczo bezceremonialny Straszny Sweterek. Znowu. Jak już pisałam zbyt wiele razy, ta istotka jest rozbrajająca, ale wyraźnie modę ma w swoim kształtnym głębokim poważaniu, chyba ma tylko dwa komplety ubrań na zmianę i sweterek jest w każdym z tych kompletów, i to właściwie jest jeszcze bardziej rozbrajające.

Tymczasem w poniedziałek debiutuję zawodowo w nowej roli i boję się strasznie. Trzymajcie wszystkie kciuki, żebym się nie wyłożyła, bo czasu na przygotowania nie miałam zbyt wiele.

Reklamy

5 thoughts on “Whatever Lola wants, Lola gets

  1. ja zaczne od wiosny latac tez na te takie do Londka i cieszyc sie nimi w doborowym towarzystwie Twoim lub/i Tenelowym…niech tylko wyplyne na czysto z pieniadzorami…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s