Nie wiem, to się wypowiem

We wtorek po południu zadzwoniło do mnie towarzystwo, z którym umówiona byłam na Sylwestra. Towarzystwo wie, że do mnie się dzwoni w sprawach ważnych/pilnych, bo nie lubię gadać przez telefon. Już się zmartwiłam, że towarzystwo pewnie chce odwołać całą zabawę, gdy wtem usłyszałam w słuchawce:
– Słuchaj no, nie chciałabyś do teatru?
– Chciałabym, a kiedy?
– Jutro.
– Jutro Sylwester przecież.
– No właśnie.
I tak oto wasz niestrudzony korespondent wylądował owszem, na Kazimierzu, jak planował – ale w teatrze, jak nie planował. Ten rok chyba nie mógł skończyć się inaczej.
Bardzo było sympatycznie. Dobry spektakl, dobra kompania, toast (Lidia Bogaczówna złożyła mi życzenia noworoczne – tu wstawić pisk). Barakah wreszcie ma siedzibę jak należy, koniecznie trzeba odwiedzić, jeśli jeszcze nie byliście – a jak nie chcecie oglądać przedstawienia, to możecie napić się piwa. Osobiście zrobiłam jedno i drugie. A że do domu wróciłam w porze całkiem młodej, w noworoczny poranek mogłam wstać świeżuchna i obejrzeć sobie, no dobra, przyznam się, Demony da Vinci. Nie znoszę, gdy w rolach czarnych charakterów obsadzani są ludzie nieludzko piękni (do pana mówię, panie Ritson), bo wtedy zawsze trzymam za nich kciuki i czuję się z tym nieswojo.

Z innej, choć podobnej beczki – znajomy podrzucił mi dziś tekst, z brzydkim komentarzem, którego nie będę cytować. Przeczytałam i na usta wypłynął mi taki sam komentarz. Toteż dziś będzie tu małe narzekactwo.
Jestem przyzwyczajona do czytywania różnych rzeczy na blogach. Sama nie uważam się za wybitną specjalistkę od pisania o kulturze, poza tym wiadomo, jak to u mnie lubi wyglądać. Zakładam, że na blogasku każdy może sobie pisywać, jak chce i nie zżymam się, gdy ktoś w recenzji spektaklu przez trzy akapity ubolewa, że publiczność nie ubrała się wystarczająco elegancko. Albo analizuje, jak bardzo aktorzy plują. Albo odjeżdża w mętne dygresje poświęcone kościom policzkowym wykonawców (tak, to ja). Wolno mu. Nie musi na wszystkim się znać, a poza tym to jego najzupełniej prywatne refleksje i o ile nie pozuje na wielkiego fachowca, może się skupiać nawet na kolorze sznurowadeł dyrygenta, pisząc o operze. Od prasy wymagam troszeczkę więcej jednak. Przede wszystkim oczekuję rzetelności. Lubię mieć poczucie, że autor tekstu zgłębił temat i wie, o czym pisze. W końcu publikowanie służy nie tylko pompowaniu własnego ego, bo och, moje nazwisko było w gazecie. Z czymś trzeba do ludzi pójść.
I oto, proszę państwa, Newsweek zamieszcza coś takiego.
Polecam punkt 8.
Owszem, ten plakat jest, eee, dyskusyjnej urody. Wyguglałam sobie. Wiem, że ostatnimi czasy bardzo modna jest argumentacja „nie widziałem, ale mi się nie podoba i protestuję”, ale to wcale nie jest zabawne. Zwłaszcza nie jest zabawne w ogólnopolskim tygodniku. Nie jest też potrzebne, bo czytelnik absolutnie nic z tego nie wynosi – poza irytacją. Nie potrafię znaleźć innego uzasadnienia na wypuszczenie tego czegoś niż takie, że trzeba było czymkolwiek szpalty zapełnić.
Niektóre pozycje na tej liście bardzo mnie zastanawiają, uzasadnienia również. Doprawdy, no. Tupecik Woronowicza, WTF. Może ten ranking powinien znaleźć się w dziale lajfstajlowym? „Dziesięć totalnie najgorszych scenicznych fryzur” czy coś w ten deseń. Idźmy dalej. Autor twierdzi, że aktorzy powinni dwa razy się zastanowić, zanim wezmą się za reżyserię. To w sumie da się skomentować bardzo zwięźle: Polański.
Nawet jeśli to wszystko miało być z przekąsem, to nie wyszło. Bardzo nie wyszło. Trudno się dziwić opiniom z gatunku „nie chodzę do teatru, bo polski teatr jest beznadziejny”, jeśli serwuje się ludziom teksty zniechęcające ich do wyrobienia sobie własnego zdania.
Przy okazji znalazłam w komentarzach rozpaczliwe narzekania na te same Dziady, którymi niedawno się tu zachwycałam i które bez dwóch zdań są najlepszym spektaklem, jaki w minionym roku widziałam – a trochę ich jednak widziałam. Okropieństwo, bo golizna. No tak. Golizna zawsze najgorsza.

Reklamy

4 thoughts on “Nie wiem, to się wypowiem

  1. Na Kazimierzu? Ojejku, ominęła Cię najlepsza impreza roku na rynku!!!111 . Przy okazji podsunęłaś mi nowe wartościowe miejsce do teatralnych odwiedzin – w podsumowaniu rocznym wyszło mi, że byłam tylko RAZ na spektaklu („Trzech Muszkieterów” hehs), to zdecydowanie za mało, muszę się poprawić 😉
    A w związku z newsweek’ iem… Tendencja pudelkowania się magazynów, które jeszcze nie dawno miały jakiś prestiż jest przerażająca! Nawet moja kochana „Polityka” znacząco obniżyła poziom… Boli mnie to dostosowywanie się do młodszego, często traktowanego jako ogłupione przez internet pokolenia. Jeżeli tak jest teraz, to co będzie za kilka lat? Patrząc na moją 15 – letnią siostrę, która w życiu przeczytała 3 książki (same lektury >_<) i spędza 80 % swojego czasu na askach, fotkach i innych takich, zaczynam poważnie się obawiać…

    • Niestety imprezy masowe wywołują u mnie rzut socjopatii i chęć natychmiastowego powrotu do domu, więc rynkowe Sylwestry raczej nie są, że tak powiem, moim kubkiem herbaty.
      Co do pudelkowania – moja prywatna „wtyka” w mass mediach jest coraz bardziej zażenowana tym, co przychodzi jej ostatnimi czasy robić i twierdzi, że odbiorcy głupieją na potęgę. Cały problem w tym, że trzeba się dostosowywać do ich poziomu. Pytanie tylko, czy rzeczywiście powinno się coraz bardziej ten poziom obniżać, bo efektem są takie właśnie perełki, jak ten ranking.

  2. Czasem ciężko z sarkazmem w internecie, więc prostuje – na rynku było tragicznie. Wpadliśmy ze znajomymi na pół godziny w czas odliczania i Chylińska śpiewająca swoje disco hity nas zniszczyła. Plus ogroomne tłumy niezbyt trzeźwych ludzi. Szczerze, Kazimierz było 100 razy lepszym wyborem.
    Echhh, jako może przyszła „wtyka” w mass mediach czuje podobnie… Na studia przyszłam pełna zapału, którego z każdym dniem jest coraz mniej. Zajęcia z pracowni prasowej na I roku, kiedy uczyliśmy się pisać w stylistyce Faktu wydawała się tylko humorystycznym akcentem. Mina rzednie jednak na myśl, że wkrótce taka praktyka może być coraz powszechniejsza…

    • Te studia chyba mają to do siebie, że zapał stygnie w ekspresowym tempie (a doświadczenia zawodowe wkopują go sześć stóp pod ziemię). Coś tam z nich jednak wyniosłam, ale jednak najlepsze było to, że wtedy jeszcze siedziba instytutu mieściła się w samiuśkim Rynku…
      Stylistyka Faktu i podobnych już dominuje. Dobrze chociaż, że Czarne ciągle wydaje reportaże, więc przynajmniej w książkach można sobie poczytać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s