Zbarłożenie

Nie wiem jak wy, ale ja już mam serdecznie dosyć tego niekończącego się świętowania i rozprężenia. Wynudzona jestem jak mops. Niby niedawno marzyłam o paru dniach całkowitego lenistwa w czterech ścianach, ale jednak troszeńkę to przedawkowałam. Sytuacja zaokienna przyprawia o epizody depresyjne. Tylko by człowiek spał, ewentualnie jadł, i naprzemiennie zwijał się w precel pod kołdrą lub kocykiem. Jedynie w sobotę opuściłam kwaterę główną, żeby zjeść obiad ze znajomymi w bardzo fajnym uzbeckim miejscu na Dajworze, czy też Dajwór, nigdy nie wiem. Wyśmienite pierożki, duuużo kolendry, którą lubię, i pyszne ichniejsze piwo, ale byłabym jeszcze szczęśliwsza, gdyby porcje były odrobinę większe. Bezwstydny żarłok ze mnie.
Okazało się, że to sobotnie spotkanie było cwanie zaplanowaną zasadzką. Od razu zostałam wzięta w krzyżowy ogień pytań dotyczących PRAWDZIWEJ przyczyny moich częstych wyjazdów. Dotychczasowe wymijające odpowiedzi nie zadowoliły koleżeństwa, które w ciemię bite nie jest, więc od dawna domyślało się, że niżej podpisana ma pewną tajemnicę. Nigdy nie należałam do osób, które po trzeciej randce prezentują misiaczka znajomym i z maniakalnym uporem wrzucają jego zdjęcia na fejsbunia – wprost przeciwnie. Co nie zmienia faktu, że wszyscy, którzy znają mnie chwilę dłużej, natychmiast wiedzą, że mi serduszko puka, bo to po mnie bardzo widać, jestem radosna jak skowronek (i mózg też mam jak u skowronka). To duży, choć raczej osobliwy sukces, że przez siedem miesięcy udawało mi się całą sprawę ukrywać.
A i tak nadal nie wiem, co z tym wszystkim zrobić.

To może wlezę z powrotem pod kocyk. Byle do piątku. W piątkowy wieczór bowiem – nawiązując do powyższego – udaję się na weekend poza Schengen, taka światowa jestem. Niestety tym razem wrócę, zanim zdążycie powiedzieć „pomidor”. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie napchała sobie atrakcji co niemiara. Będzie trochę nowych wrażeń i starzy znajomi, trzy przedstawienia, dwie wystawy i jeden rozległy zawał. Nie będzie za to śniegu. Uff.

Reklamy

6 thoughts on “Zbarłożenie

  1. Przez ten ciag swiateczny to… dobra chwile zajelo mi zanim wymyslilam, ze piatek jest za 3 dni… no bo skoro dzisiaj ‚niedziela’ to u licha piatek juz byl, ale skoro o nim piszesz to znaczy ze bedzie dopiero, a jesli bedzie to u licha kiedy… no kurcze i tu mialam zagwozdke zanim zalapalam ze dzis wtorek jednak, a nie niedziela … :p

    • Ja włączyłam radio w oczekiwaniu na mój ulubiony weekendowy program i jakże się zdziwiłam. W dodatku oglądane ostatnio „Demony…” już mi się kończą, inne nowe filmy też obejrzałam i zagląda mi w oczy widmo nicnierobienia albo zasypiania nad książką (tym bardziej prawdopodobne, że nie śpię od wpół do czwartej).

  2. z jednej strony zbarłożenie ale w tym roku to raczej jedyne, gdyż azaliż nawet majówka wypada w sumie w weekend, nie będzie już okazji do zbyt długich weekendów 😉 Mnie też z jednej strony męczy takie lenistwo ale z drugiej wcale nie pragnę by się skończyło. I choć miałam plany na zrobienie tego czy owamtego a nic w sumie nie zrobiłam, to i tak mi dobrze 😉 ps. zakupiłam se jednak to wydanie Mary Poppins i mimo iż nieco nieporęczne to jednak i’m happy 😉

    • Też nic nie zrobiłam. Przepraszam, wrrróć – obejrzałam trzy odcinki serialu, zażerając się tiramisu. Wzór zdrowego trybu życia.
      Ba, Mary uszczęśliwia 🙂 Właśnie skończyłam biografię autorki – niesamowite, jak dużo jest w jej książkach inspiracji najzupełniej prawdziwymi wątkami. Jej ojciec też pracował w banku, była wychowywana przez dość nietuzinkową ciotkę i dostała od niej talerz z saskiej porcelany z trzema biegnącymi chłopcami; większość tajemniczych znajomych/krewnych Mary Poppins ma swoje realne odpowiedniki… Ciekawa rzecz.

      • a i biografię też nabyłam 😉 ale jeszcze nie dotarła do mnie 🙂 Super że przeczytałaś , fajnie jest wiedzieć, że jest jednak w bajkach coś/ktoś prawdziwy..
        TIRAMISU! jezuu wieki nie jadłam… pyszności.. 🙂

        • Bardzo fajnie napisana ta biografia, polecam gorąco.
          Co do tiramisu niestety się zgadzam – obok lodów to mój drugi ulubiony deser i jestem w stanie pochłonąć każdą ilość. Z transu wytrąca mnie dopiero przykry dźwięk łyżeczki szorującej o dno.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s