If you can’t be hot, be funny

Czuję się jak Kopciuch. Ot, bal się skończył, światła pogasły, książęta się rozeszli, karuzela się zatrzymała. Czas zabrać się za mozolną codzienną orkę.
Ogromnie nie lubię powrotów.
Zwłaszcza takich błyskawicznych, nie pozwalających mi na powolną aklimatyzację. Nieważne, że sama wycieczka też była błyskawiczna. Dopiero człowiek brylował, a tu na nowo musi się męczyć z filtrami w Excelu i z odpowiadaniem na pytania ludzi, którzy nie umieją czytać. Musi też obserwować z rosnącym zdumieniem kurs franka. Pociesza mnie fakt, że za miesiąc znowu zasuwam – a potem długo, długo nie, jak słowo daję, chyba że wreszcie dostanę tam pracę (o ile w istocie tego chcę, bo ciągle nie wiem; z drugiej strony biorąc pod uwagę wspomniany kurs, zaraz będę musiała chcieć).
Żeby na nowo oswoić się z rzeczywistością i w miarę łagodnie w nią wejść, oglądam pasjami Mirandę. Nigdy nie przepadałam za wymuskanymi bohaterkami, które emanują seksem 24/7, mają cały świat u stóp i seryjnie odnoszą sukcesy, dlatego uwielbiam Mirandę. Identyfikuję się z Mirandą. Co prawda w przeciwieństwie do niej jestem wzrostu raczej standardowego jak na samiczkę, a biust mam zdecydowanie kompaktowy, ale jestem podobnie utalentowana w zakresie umiejętności społecznych, o czym wielokrotnie pisałam. W skrócie, moje umiejętności społeczne plasują się na poziomie siadaj, pała. Albo nerwowy słowotok z gatunku „sama nie wiem, o czym mówię, ale nie mogę przestać, bo zapadnie niezręczna cisza”, albo słup soli. Gdy w sytuacji stresogennej ktoś mi radzi, żebym była sobą, przewracam tylko oczami i myślę, że chyba lepiej nie. Poza tym jeżeli może przytrafić mi się coś głupiego, to na dwieście procent przytrafi mi się to właśnie w tej chwili, w której najbardziej chcę dobrze wypaść. Im bardziej chcę być cool, tym bardziej uncool rezultat osiągam i trudno. Taki mój urok. Dawno zrozumiałam, że niewiele mogę z tym zrobić, więc odpuściłam sobie pracę nad sobą w tym obszarze. Nie przeszkadza mi zbytnio to, że niechcący rozbawiam otoczenie. Zresztą zawsze to lepiej, niż gdybym miała otoczenie wkurwiać.

Dobrze. To wracam zaklinać tego pieprzonego franka, bo muszę sukienkę taką jakby trochę wieczorową sobie kupić. Naprawdę muszę, żaden kaprys. Ostatnio kupowałam taką przy okazji studniówki, ale nie będę sprawdzać, czy się w nią mieszczę.

Reklamy

7 thoughts on “If you can’t be hot, be funny

  1. Bede wredna… kredyt wzielam w zlotowkach 😛

    na studniowce wlasnej nie bylam, ale gdybym byla zapewne zmiescilabym sie w na bez problemu… zwazywszy ze w onym czasie bylo nas dwa ludzia w jednym… ale w ubiegle wakacje wchodzilam w kiecke, ktora nosilam w 3 liceum… znaczy – jak gruba bylam tak jestem, przynajmniej to sie nie zmienia :p

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s