Shall I compare thee to an elephant

Tak się porobiło, że ludzie trafiają na mój blogasek, wbiwszy w Gugla cytat z Szekspira. Nie wiem właściwie, czy to dobrze, czy źle. Z drugiej strony nadal dominują zapytania o wódkę i seks z puszystą kobietą (WYPRASZAM SOBIE), więc niewiele się zmienia.
Dzisiejszy dzień jest dla mnie jakiś podejrzanie łaskawy. Oczywiście niezmiennie mam swoje powody do zamartwiania się, ale o nich, jak wiadomo, nie chcemy mówić.
Po pierwsze niesłychanie przyjemny był moment, gdy podczas tuszowania rzęs o poranku usłyszałam w radiu ulubioną piosenkę z ulubionego filmu. Uwielbiam ją, ale rzadko słucham, bo mnie bardzo rusza. Ech, tyle wspomnień.
Po drugie moje błyskawiczne i niezawodne źródła informacji o ciekawych wydarzeniach za Kanałem powiadomiły mnie, że mam już plany na lato, ponieważ latem w mieście, którego nie ma, będzie wystawiany Człowiek-słoń. Przeniesiony z Broadwayu. Z oryginalną obsadą. W roli głównej prawie nikomu nieznany typ pod nazwiskiem Bradley Cooper. Nasza bohaterka wydała z siebie swoje zwyczajowe „khhh…”, po czym natychmiast wzięła pod opiekę bilet na to wydarzenie.
BC
Nie jest źle.
Obiecałam sobie, że weekend spędzę na odgruzowywaniu mieszkania, rozsyłaniu aplikacji (jak mawiał mój były szef – no changes, no money), truchtaniu i robieniu całej masy niesłychanie pożytecznych rzeczy. Proszę o zbiorowe modły, by udało mi się dotrzymać danego sobie samej słowa. Jak wiadomo, nie jestem w tym najlepsza. Powiedzmy sobie szczerze, jestem beznadziejna. Nie pamiętam, czy w jakimkolwiek postanowieniu wytrwałam dłużej niż dwie godziny.

Reklamy

10 thoughts on “Shall I compare thee to an elephant

  1. pacze w internety: Bradley-słoń na WestEndzie. obczajam bilety, ale po chwili: łee chyba nie, bo kto wie, co będzie za pół roku, bo potwory, bo drogo… myślę: a Porta? Cholera, już kupiła 🙂 no to z głupim pytaniem: Czy nie ma co się oszukiwać – do jutra tych biletów nie będzie?

    • Nie kupiłam wszystkich… 😀
      Zaglądałam przed chwilą i jeszcze mnóstwo biletów jest, bo rzeczywiście są drogie (przy czym widywałam droższe). Nawet nie czeka się w kolejce przy kupowaniu, co oznacza, że ludzie nie rzucili się w dzikim szale jak na „Hamleta” z Cucumberem. Podejrzewam tym samym, że bilety jeszcze jutro będą 🙂

  2. dam sobie czas do wieczora – a potem pójdę podejściem stulatka, co to przez okno wyskoczył, czyli co ma być to będzie. w ostateczności przeczytam Twoje wrażenia 🙂

  3. nie czas to i miejsce na wynurzenia. w największym uproszczeniu „gdyby nie potwory tobym…/uzupełnić odpowiednio, np. kupiła bilet bez zastanowienia/”. well, lajf… [sigh] 🙂

  4. ale jak to, Bradley Cooper nieznany, jak to?
    cholera, a funt oszalał…to ja poczekam, może jutro też te bilety będą jednak.

  5. bradley to ciacho a lost in translation wielbię i ryczę zawsze na finale. uch. i za ciorta się nie dowiem co Bill Murray szeptał na ucho Scartlett. ech 🙂

    • Ciacho, prawda, i zdolne ciacho w dodatku, a takich lubimy najbardziej. Szacun za dobór ról, bo mógłby do końca życia grać słodko uśmiechniętego amanta.

      Też ryczę na „Lost in Translation”. Bo Japonia, bo muzyka, bo cała ta historia. Nawiasem mówiąc, treść szeptania Murraya można ponoć znaleźć w internecie, ale nie czytałam – nie chcę wiedzieć. To by mi zepsuło cały film. Ale jest, więc szukaj, jeżeli chcesz 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s