Tell me people, am I going insane?…

Dni sobie płyną z podejrzanym spokojem, więc dla równowagi czytam taką oto wdzięczną książeczkę. Jest pasjonująca. Mam co prawda pewne podejrzenia, że któregoś dnia sama wyląduję w takim miejscu (w końcu jeden na czterech Polaków ma lub mieć będzie zaburzenia psychiczne, więc, że tak powiem, pewna szansa wylosowania szczęśliwego numerka jest), ale liczę, że ten dzień nie jest bliski.
Chyba że nastąpi w przyszłym tygodniu.
Bo plan jest taki – wyjeżdżam jutro na weekend do praszczurów, w poniedziałek wracam i po pracy jadę pracować w inną część naszej sielskiej krainy mlekiem i miodem płynącej, w piątek ponownie wracam, ażeby pójść na imprezę, w sobotę, nie zważając na kaca, wyjeżdżam do Warszawy, w niedzielę bladym świtem ze stolicy wyjeżdżam do… och, nie musicie wiedzieć wszystkiego, w każdym razie spędzam tam kilkanaście godzin, po czym wracam w poniedziałek i padam bez życia.
Mówię wam, uważajcie na to, o czym marzycie, bo jak wam wybuchnie w twarz…

A do tego mam nowy telefon i umieram z przerażenia na myśl o przenoszeniu wszystkich zdjęć, notatek i figlarnych esemesów z obecnej sfatygowanej zabawki, która jakimś cudem przetrwała stanowczo zbyt wiele upuszczeń i zdecydowanie nie wygląda jak telefon damy (nie pochlebiaj sobie, koleżanko). Ostatnim razem zajęło mi to dwa dni, wypełnione w całości potwornym złorzeczeniem i wygrażaniem. Bardzo to fajne, że noszę w kieszeni coś, co mogłoby wysłać człowieka w kosmos, ale z drugiej strony nadążanie za technologią wymaga coraz większego wysiłku. Czy wy też unikacie samoobsługowych kas w sklepach? Bo ja się nabawiłam swoistej fobii i nie potrafię samo-się-obsłużyć tak, żeby na mnie te maszyny nie krzyczały, że coś robię źle, choć skwapliwie podążam za instrukcją. To jak mam się nie bać nowego telefonu?

Advertisements

10 thoughts on “Tell me people, am I going insane?…

  1. na końcu świata nie ma kas samoobsługowych, najbliższe to w mieście wojewódzkim są… czyli daleko
    co do telefonów zaś… te służą do dzwonienia i niczego więcej :p… no może do SMSów jeszcze i dosyć im będzie

    • U mnie służyły niemal wyłącznie do SMS-ów przez lata – bo jestem dziwolągiem i nie lubię rozmawiać przez telefon, a dzwonić do kogoś to już w ogóle. Ale potem dorobiłam się smartfona, pojawiło się dobrodziejstwo zwane WiFi i teraz to całe moje „biuro”; robię nim zdjęcia, sprawdzam portale społecznościowe, bilety lotnicze kupuję, WordPressa też w nim mam, no i dużo notatek rozmaitych (od dawna nie noszę przy sobie długopisu, więc gdy mam coś ważnego do zapamiętania, to w telefonie zapisuję). I jeszcze służy mi jako walkman 😉 Ale i tak jestem cienki Bolek w porównaniu z moim padre, dzikim fanem technicznych nowinek, który zainstalował sobie milion wszystkorobiących aplikacji i czasami mam wrażenie, że on za pomocą swojego telefonu mógłby przejąć kontrolę nad światem…
      Jeden tylko problem z tym wszystkim – te maszynki zjadają czas i rozpraszają.

      • A nie mógłby przejąć kontroli?! Please, pretty please? Dałabym mu listę ludzi „dla Mehagodzilli” (szykuję taką od lat na wypadek, gdyby wyszła wreszcie z morza.. Może zrobiłaby porządek na Ziemi ;o).. Gratulacje i brawa dla awansu!!! Docenienie jest takie przyjemne.

    • O TO TO!
      dokładnie! telefon służy do dzwonienia
      pogodziłam się z tym, że jeszcze do SMS-a
      ale cała reszta wprowadza mnie w stan paniki
      niedługo trzymając aparat telefoniczny nad głową, można będzie wziąć szybki prysznic, a przy odpowiednim nachyleniu zamieni się w maszynę do szycia
      brrrrrrrr

  2. w życiu nie podejdę do samoobsługowej kasy!
    ja dopiero od niedawna korzystam samodzielnie z bankomatu
    przerażają mnie te urządzenia, które są mądrzejsze niż ja

    • Ja niedawno zepsułam bankomat, i to jeszcze w centrum handlowym, więc z kolejką ludzi za plecami 🙂 Tj. nie wiem, czy ja go zepsułam, bo robiłam wszystko normalnie, ale w pewnym momencie stęknął, wypluł moją kartę i wywalił blue screen of death.
      Wyraz twarzy ludzi w kolejce bezcenny.
      Nie darzę zbytnim zaufaniem technologii, ale tego się już nie da zatrzymać – biletu na tramwaj w kiosku nie kupisz, nawet w hotelach zamiast recepcjonistów coraz częściej stoją automaty. Ale samoobsługowe kasy to zło największe i najgorszy wynalazek w historii ludzkości. Rzekłam.

  3. aaaaa. albo na lotniskach, machiny do dokonania odprawy. kiedyś musiałam się z taką zmierzyć. skanowanie paszportu…(o, właśnie, zabrać paszport do L., wtedy kolejka jest zdecydowanie krótsza). tak, uważaj, o czym marzysz. bardzo BARDZO mam to ostatnio.

    • No właśnie ostatnio stałam godzinę w kolejce i plułam sobie w brodę, że paszportu nie zabrałam (z drugiej strony nie mam pojęcia, JAK tych maszyn w kontroli granicznej się używa). Ale za to pan w okienku powiedział mi, że bardzo mu się podoba mój płaszczyk 😉

  4. taaak, też za każdym razem jestem zestresowana, że będzie jakiś błąd w skanowaniu, albo mnie komputer nie rozpozna…(chociaż wystarczy tylko stanąć we wskazanym miejscu i przyłożyć paszport do szybki – jest nawet rysunkowa instrukcja dla takich, jak my;))
    chociaż doczekałaś się czegoś miłego za to stanie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s