Quos Deus vult perdere, prius dementat

Słyszeliście, że temu producentowi, którego poczęstował z piąchy Jeremy Clarkson, wskutek czego wyleciał z roboty (zwolniony etat w BBC chętnie przygarnę, mogłabym na przykład przeprowadzać wywiady przy świecach z moimi ulubionymi aktorami… tak, wiem, ale dajcie mi chwilę pomarzyć, nie?), jakieś świry grożą śmiercią w internecie? W ogóle nienawiść niemożebna leje się w kierunku tego człowieka. Świat jest bardzo chory. Niektórzy naprawdę powinni wyłączyć telewizor, wyjąć wtyczkę modemu z gniazdka i pójść na długi spacer.
Ja wiem, że idolowi można wybaczyć dużo; to działa trochę jak u zakochanych, którzy nie mogą się nadziwić, jak ślicznie pluje ich obiekt westchnień. Odmówił wspólnego zdjęcia i nasłał ochronę na fana? Pewnie nieśmiały. Zachowuje się jak buc? Ma zły dzień. Nie segreguje śmieci? Kto by spamiętał, czego z czym nie wolno wyrzucać. Parkuje na kopercie? Nie zauważył, może roztargniony. Szczypie koleżanki w tyłek? Od tego jeszcze nikt nie umarł. Rzucił talerzem w kelnera? Zestresowany jest. Tylko że ze stosowania podwójnych standardów jeszcze nigdy nic dobrego nie wynikło; waga przewinień nie jest zależna od kolejności dziobania.
Taka tylko dygresja, bo zdumiała mnie trochę gęstość komentarzy z cyklu „no co z tego, że arogancki, skoro ma talent”. Zgodziłabym się nawet z takim argumentem, gdyby chodziło o chirurga. Fizyka. Pisarza być może. Ale mówimy o celebrycie, na Boga.

Z innej beczki – przyglądałam się przed chwilą na twarzoksiążce dyskusji mojej znajomej z jej znajomymi. Rozmowa dotyczyła feminizmu, a dokładniej tego, jak przyjemnie nie być feministką. Nie śmiem wątpić. Poskładała mnie jedna z przeczytanych wypowiedzi, której sens był następujący: jak mogę być feministką, skoro lubię sprawiać przyjemność mojemu facetowi. Śniadanie mu zrobić i tak dalej. Jak mogę być feministką, skoro lubię być delikatna i krucha, i żeby się mną zaopiekował. I w sukienkach też lubię chodzić.
No tak, bo oczywiście jedno z drugim się wyklucza. Jak wiadomo, feministki każą mężczyznom spać na wycieraczce. Prędzej sczezną, niż pozwolą się przytulić. Chodzą jedynie w ogrodniczkach. Gdy partner feministki jest głodny, dostaje numer do pizzerii. Oto w dwudziestym pierwszym wieku wykształcone kobiety po trzydziestce pieprzą publicznie takie farmazony. Smutno mi czasami, gdy widzę, jak jedna z drugą obawia się, że użycie tego okropnego słowa na F natychmiast uczyni z niej tęgie, zarośnięte i agresywne monstrum budzące lęk w przedstawicielach płci męskiej. Ale cóż. Nie zamierzam nawet wdawać się w polemiki, bo w tej akurat sprawie to groch o ścianę na ogół.

Poza tym z wolna otrząsam się ze smutków i łagodnie wchodzę w weekend. Podejrzewam, że będzie wyglądał jak pierwsza część tego klipu (tak, szanowni – Chic wraca! Nóżka sama chodzi!), czyli podłoga, muza i bałagan; błyszczenie w nocnych klubach raczej sobie odpuszczę. A ponieważ nawet z nędznym samopoczuciem pozostaję wierna moim słabościom, pomyślałam rankiem, że sprawdzę, tak tylko z ciekawości, czy jeszcze w ogóle są bilety na to przedstawienie – i wyobraźcie sobie, że na jedyny wieczór, w który mogę się w ten sposób uszczęśliwić, został jeden samotny bilecik. Sam jeden. Jakby na mnie czekał. Uznałam to za znak od Boga i z przykrością zawiadamiam, że bilecik nie jest już dostępny, ponieważ siedzi w mojej skrzynce.

PS Na moje nieszczęście rzucili też dziś bilety na Farinellego i króla. Po południu zostały marne resztki. Spędziłam stanowczo za dużo czasu, szukając wśród tych resztek czegoś dla siebie – a do wyboru były głównie miejsca typu restricted view i premium (95 funtów? DZIEWIĘĆDZIESIĄT PIĘĆ FUNTÓW?!), i walcząc z systemem niechętnym sprzedawaniu pojedynczych biletów, ale wreszcie się udało. Mnie by się nie udało?

Reklamy

4 thoughts on “Quos Deus vult perdere, prius dementat

  1. Kurczę blade, jak Ty kusisz, żebym też takie bilety sobie zarezerwowała i w końcu zobaczyła spektakl w „prawdziwym” szekspirowskim, miałabym porównanie z tym gdańskim. 🙂 Ech… Trzeba będzie w końcu to zrobić. 🙂

  2. jako psychofanka po prostu nie mogę się nie odezwać: do bicia ludzi nie mam zamiaru się odnosić, bo sprawa jest oczywista (choć jako psychofanka na pewno mogłabym polemizować :D) jednakowoż, Clarkson to facet przeinteligenty i przebłyskotliwy i niejeden pisarz marzy o jego lekkim piórze. obok celebryty może i kiedyś leżał, ale to wszystko co go z tym rodzajem łączy. tyle 🙂

    • Inteligencji nie zamierzam szanownemu ujmować, pod żadnym pozorem. Jestem głęboko przekonana, że do telewizji wróci lub też znajdzie sobie inne dochodowe zajęcie, więc żadna dla niego strata (wizerunkowa również, biorąc pod uwagę liczbę obrońców). Natomiast niezastąpiony nie jest – lekkie pióro też nie on jeden ma. Zaznaczam tu, że ja bardzo łatwo i raczej nieodwracalnie tracę sympatię do ludzi, którzy uważają, że normy społeczne ich nie obowiązują, i mam uczulenie na arogancję. No i psychofan ze mnie raczej kiepski 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s