It was a bright cold day in April, and the clocks were striking thirteen

Wczoraj rozbawiły mnie tylko dwa dowcipy. Nie wiem teraz, czy na starość kurczy mi się poczucie humoru i wapnieję, czy to jednak skutek wielkiej smuty. Jak to na ogół bywa, emocje obudziły się z opóźnieniem – na czas najciemniejszych dni przygasły i pozwoliły mi zachować jako taki spokój, ale teraz trochę mnie życie pobolewa.
Pierwszym żartem, który mnie rozchichotał, był ten od CERN. Zwłaszcza fragment o niskim, zielonym rzeczniku laboratorium.
(Nie wiem, czy kiedyś wspominałam o tym, ale w moich czasach nastoletnich byłam wielką fanką Gwiezdnych wojen – przy czym tylko tych „prawdziwych”, kręconych między 1977 a 1983 rokiem. Części dokręcane w ubiegłej dekadzie już mi się nie podobały i nie poważam ich za bardzo, ale tamte znam na pamięć. Dla innych miłośników przeurocza ciekawostka).
Drugie mrugnięcie oczkiem, które wczoraj sprawiło mi radość, wykonała księgarnia Foyles. Charing Cross Road składa się głównie ze sklepów z książkami (oraz zabawkami erotycznymi – naprzemiennie), ale to jest miejsce szczególne. Księgarnia ta natychmiast przyprawia wchodzącego o długotrwały orgazm, witając go takim oto napisem i wieloma piętrami niezmierzonej papierowej ekstazy. Sześć i pół kilometra półek, jeśli możecie sobie to wyobrazić, a na tych półkach ponad dwieście tysięcy tytułów. Mają najcudowniejszy dział poświęcony teatrowi i sztukom audiowizualnym, w którym można spędzić długie, zbyt długie godziny. Wyjście stamtąd z tylko jedną książką jest wyczynem porównywalnym do zachowania wstrzemięźliwości w sytuacji, gdy leżymy nago w łóżku obok najprzystojniejszego mężczyzny świata (lub najpiękniejszej kobiety, jak kto woli). Nawet jeśli jakimś cudem się uda, to łzy rozżalenia cisną się do oczu.
Podejrzewam, że drobne zakupy tamże natychmiast ubiłyby moją wielką smutę. Niestety będę tam dopiero za dwa miesiące, chyba że coś się wydarzy. Od czegóż wszak mamy internet.
Zaprawdę powiadam, nie ma nic lepszego niż poranna kawa w towarzystwie Book Depository.
Dodam ze wstydem, że dziś po raz pierwszy w życiu nabyłam książkę z powodu okładki. Być może ośmielę się ją wam pokazać, gdy już do mnie przyleci – od razu zrozumiecie, dlaczego.

PS Całe moje dorosłe życie zarzekałam się, że nikt i nic nie sprawi, bym ubiegała się o wizę amerykańską, dopóki procedury nakazują mi odpowiadać na pytanie, czy handlowałam żywym towarem i oczekiwać na spotkanie z konsulem po drugiej stronie ulicy. Musiało nadejść dzisiejsze śnieżne popołudnie, bym gwałtownie złagodziła moje stanowisko w tej sprawie. Khhh.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s