Sometimes I like to get away, chase a thought and fly

Zdarzyła się rzecz niebywała – autorka wyszła do ludzi wczoraj. Spotkałam się z przyjaciółką i jej szanownym małżonem. Znam ich od lat i ubóstwiam, bo razem są jak Statler i Waldorf. Widzieliśmy się ostatnio przed Gwiazdką, bo wszyscy często opuszczamy nasz grajdołek, więc dużo było do opowiadania.
– I co, byłaś w tym Londynie w styczniu? – pyta przyjaciółka, wysławszy małżona do baru po koktajle dla dam (no dobrze, piwo).
– Taaak, byłam.
– Fajnie! A potem jeszcze gdzieś byłaś?
– Hm. No, w, hm. W Londynie. W lutym.
– O, znowu?
– Tak. I, ech, właściwie w marcu też.
– Po co tu wróciłaś? – przygląda mi się ze złośliwą ciekawością małżon, stawiając przed nami koktajle (no dobrze, piwo).
Doskonałe pytanie. Z pewnością nie po to, żeby spędzać dni na zanoszeniu do nieba modłów o łaskę cierpliwości, którą – mam nadzieję – zostanę obdarzona, nim zacznę walić własną, lub co gorsza cudzą głową w ścianę. Nie lubię pracować z ludźmi, za których nieustannie muszę coś robić. Posłuchajcie cioci dobra rada: nigdy, przenigdy nie pozwalajcie innym zauważyć, że jesteście dobrzy w gaszeniu pożarów i ratowaniu cywilizacji w ostatniej chwili, bo prędzej czy później zaczną niecnie wykorzystywać to, iż dowolnie zawaloną przez nich sprawę ktoś i tak wyprostuje. Ale, ale – nie mogę przy tym powiedzieć, żebym nie lubiła tego, co robię. Przeciwnie. Zatem niezależnie od poziomu irytacji słuchawki na uszy i jazda (Levellers bardzo pomagają w wysiłku umysłowym. Swoją drogą, od lat nie słyszałam tego numeru – radio mi przypomniało niedawno i zanim się zorientowałam, tańczyłam w kuchni, wyśpiewując refren wniebogłosy, och ranysiu, ależ to daje kopa; przypomniałam sobie, dlaczego kiedyś tak bardzo chciałam nauczyć się grać na skrzypcach, i kiedyś się nauczę przynajmniej podstaw, nieważne, ile będą musieli przy tym wycierpieć moi sąsiedzi).

Słyszeliście, że wynaleźli coś takiego, co się nazywa Periscope, taką aplikację do filmowania świata i emitowania tego od razu na żywca w internecie? Dowiedziałam się od znajomej, zachwyconej i podekscytowanej możliwością podglądania na żywo tego, co akurat widzi człowiek, dajmy na to, na antypodach. Nie chciałam psuć jej zabawy pytaniem, co w tym takiego fajnego ma być. Coraz mniej patrzymy oczami, że tak powiem. Nie bardzo, Bogiem a prawdą, obchodzi mnie zawartość lodówki obcego człowieka. Nie muszę towarzyszyć mu w koszeniu trawy w ogródku, kupowaniu biletu w automacie albo robieniu pompek, a jestem głęboko przekonana, że większość streamów będzie miała właśnie taką wartość informacyjną. Albo też będzie w mniejszym lub większym stopniu dotyczyła seksu. Dla internetowych narcyzów płci obojga raj i kolejna okazja do pozbycia się odrobiny prywatności (ewentualnie pozbawienia jej innych). Co nie zmienia faktu, że taka zabawka może czasami się przydać. Media społecznościowe już od dawna wyprzedzają radio i telewizję, jeśli idzie o prędkość podawania łamiących wiadomości w świat – ale teraz już w ogóle uciekną o kilka długości poczciwym starym środkom masowego przekazu. Tak czy inaczej, pozwolę sobie tego nie instalować, przynajmniej przez jakiś czas.
Jak na ironię – rano rezerwowałam hotel w Norwegii. Wyobraźcie sobie moje przerażenie, gdy odkryłam, że w jedynym, na jaki mnie stać, uwaga, NIE MA WI-FI. Dramat, rwanie włosów. Cztery dni bez internetu mam przeżyć? Nie pamiętam, kiedy ostatnio coś podobnego mi się przydarzyło. Wydaje mi się, że na urlopie w Beskidzie Niskim, a tam byłam prawie trzy lata temu. Może zabraknąć ciepłej wody pod prysznicem, ale jak to tak bez sieci. Nie odbierać newsletterów? Nie oglądać zdjęć słodkich małych leniwców? Nie czytać tweetów? Nie zżymać się na pretensjonalne wpisy na twarzoksiążce? Nie dostarczać sobie bezużytecznej wiedzy?
Uch. Chyba dobrze mi zrobią te cztery dni.

Reklamy

15 thoughts on “Sometimes I like to get away, chase a thought and fly

      • więc może czas na ubranie górskich chodaków i pomyślenie o temacie w trakcie łażenia samotnego po terenie…
        (mnie się na ten przykład wczoraj dobrze myśleć zaczęło przy opalaniu drzwi do kibelka ze starej farby, czyli że mało zajmujące zajęcie jest przydatne do tego aby pogadać z sobą samą tak szczerze, bez zaciemniania, no i zdaje mi się, że czasem, żal za tym co było, czy co jeszcze być może tu, w danym miejscu, jeszcze nas w nim trzyma, choć dawno mogłyśmy ruszyć w nowe… czymkolwiek by to nowe nie było… )

        • Mnie trzyma fakt, że jestem jedynaczką i czuję się coraz bardziej odpowiedzialna jednak (aczkolwiek i tak mieszkam 2 godziny jazdy od rodziców, więc…). W samym Krakatau trzyma mnie praca, paru znajomych i jeden osobnik, za którym bardzo bym tęskniła (aczkolwiek i tak ostatnimi czasy widujemy się rzadko, więc…). Czasem mam wrażenie, że w sumie nie odczułabym szczególnej różnicy 😉

          • może pogadaj poważnie z rodzicami i razem zastanówcie się jak to z tą Twoją odpowiedzialnością ma być na prawdę i jak oni to widzą

            wierz mi, taka rozmowa jest potrzebna, bo czasem wydaje nam się rzeczywistość zgoła odmienna od potrzeb i oczekiwań innych ludzi

            ja nie jestem jedynaczką, ale to jeszcze gorzej niż gdybym był, gdyż, wiem, że na moją siostrę nie ma co liczyć, a poza mama, która ma 65 lat mam 2 niepełnosprawnych braci, którzy kiedy braknie mamy, lub kiedy ona sama będzie wymagała pomocy, przypadną mnie w udziale w hurcie – takie było moje myślenie i nastawienie do niedawna… nie dostrzegałam wielu różnych rozwiązań bo utonęłam w społecznym nakazie jedynym słusznym konieczności opieki nad nimi, ale pozostaje kwestia czy druga strona chce i oczekuje tej opieki, czy być może ma inną, własną wizję, a do tego rozmowa jest niezbędna.

            A gdybyś miała rodzinę? Męża, dzieci, psa i pracę, wywiadówki i małe mieszkanie oraz milion obowiązków, to co wówczas?

            Z resztą, gdyby coś stało się z dnia na dzień w życiu Twoich bliskich, to rzuciłabyś pracę z dnia na dzień i wróciła w rodzinne strony? Zabrała na siłę do siebie bliskich, do ciasnego małego mieszkanka? Może nie chcieli by abyś robiła ani jedno, ani drugie.

            Spokojnie, nie piszę o domu starców, czy innym miejscu opieki. Mama mojej znajomej zamieszkała ze swoją kuzynką, bo obie chciały mieszkać same, i doszły do wniosku, że we dwie im raźniej. Zabawne było w tym to, że przez 40 lat obie Panie ze sobą nie rozmawiały po jakiejś wielkiej obrazie jaką do siebie zapalały mając po 20 kilka lat. 🙂

            Poczucie obowiązku to jedno, ale chowanie się za nim, to drugie, a praca – myślę, że na wyspach również szybko i łatwo odnalazłabyś się zawodowo. Może nawet lepiej niż tu. Wybacz, niewielu obcokrajowców biega do Glooba i rozumie cokolwiek z tego co tam się dzieje… więc odpada bariera językowa.

            Znajomi, a ile czasu z nimi obecnie spędzasz? Z jednym takim częściej gadam przez telefon kiedy jest w Niemczech, niż kiedy przyjeżdża do kraju. Mejle, skejpy, kamerki, telefony i tradycyjne listy, i urlopy spędzane w kraju 🙂 – widywanie się myślę, że nie byłoby znacznie rzadsze niż jest obecnie.

            No i pozostaje ten jeden. To jest problem, ale czy taki wielki na pewno, skoro ostatnio jakby mniej czasu macie dla siebie? Chyba jesteśmy w wieku, kiedy priorytety czas określić wyraźnie i egzekwować to czego się chce, a nie zadowalać się tym co ktoś nam daje na marginesie własnego życia. Wiem, że łatwo się pisze, ale trudniej zrobić, ale to nadal kolejna wymówka.

            Czekam na rzeczowe argumenty, a nie zasłony dymne. Argumentem rzeczowym może być również argument emocjonalny, ale z gatunku tych, z którymi się nie dyskutuje, bo każdy z nas ma prawo do własnych poglądów 🙂

            Nie napiszę, że ja na twoim miejscu już dawno spakowałabym manatki i pojechała, bo ani ja na Twoim, ani Ty na moim miejscu nie jesteśmy, ale to nie znaczy, że nie możemy sprawdzić co jest po drugiej stronie lustra – znaczy w twoim przypadku, po drugiej stronie kanału 😛 … a ja… ja sobie coś spokojnie wykombinuję 🙂 tylko uporam się ze sprawami sądowymi, a później… świat stoi otworem, a młody… zaczyna własne życie 🙂

          • Po wykonaniu tzw. root cause analysis mam argument, który niestety nie świadczy o mnie dobrze. Musiałabym mianowicie opuścić moją strefę komfortu, a tego nigdy nie lubiłam. Ja się takich rzeczy boję, mimo że wcześniejsze doświadczenia z tejże strefy opuszczaniem mam raczej pozytywne. Co więcej, nie mam złudzeń, że moja rodzina raczej starałaby się wypchnąć mnie w świat niż zatrzymać, a znajomi mogliby nawet się ucieszyć. Pozostałych spraw omawiać tutaj nie chcę.
            W skrócie – jak zwykle, hamulec tkwi w głowie 🙂

          • o hamulcach w głowie w sumie jest moja dzisiejsza notka, w pewnym sensie 😛 … i tak mi się wydawało, że to o to chodzi i wbrew pozorom Twój argument jest wystarczający dla mnie 🙂 masz do niego pełne prawo 🙂

  1. mnie się głównie po tamtej stronie pytają, kiedy wreszcie zostaję na dobre. chyba muszę sama siebie o to zapytać w końcu.

    • Ja się zastanawiam, czy moje dziwne przypadki w drodze powrotnej w ciągu ostatnich 12 miesięcy (raz prawie spóźniłam się na samolot, raz spóźniłam się skutecznie, raz miałam opóźniony i przekierowany lot, raz przesunęli mi wylot na następny dzień) to istotnie przypadki, czy też opatrzność bardzo chce mi coś powiedzieć 😉

      • opaczność bardzo, bardzo, BARDZO chce Tobie coś powiedzieć, a ty zakrywasz uszy rękoma i zaczynasz piszczeć tupiąc obcasami bardzo wymownie w takt słów z uporem maniaka skandowanych: i tak ciebie nie słyszę, nie słucham cię, NIE SŁUCHAM !!!!!

        … to moje prywatne zdanie 🙂 … a wierz mi – jestem mistrzynią, w niesłuchaniu opatrzności 🙂 …. choć raczej byłam, obecnie staram się zmienić nawyk ten stary na nowy – na nawyk słuchania 😛 taki jest cel 🙂

  2. Ha, robienie czegoś, co powinien zrobić ktoś inny, boli podwójnie – jestem prawie pewna, że można to udowodnić naukowo 😉 A co do tego bycia offline to polecam – zrobiłam sobie coś takiego w święta i teraz chcę jeszcze 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s