You are what you take

Mam wrażenie, że ktoś życzy mi źle. Rzucił na mnie urok jakiś albo co. Od miesiąca gwałtownie narasta w moim życiu liczba wydarzeń bardzo smutnych, stresujących, frustrujących lub pospolicie wkurwiających – jakby się wysypało, kurza stopa. Jakby ktoś uznał, że mam trochę zbyt fajnie. Wczorajszy dzień zawierał wszystko, cały szeroki wachlarz emocji i zachowań, których autorka nie lubi: ściśnięty żołądek, bezgłośnie wypowiadane przekleństwa, bezsilny śmiech, płacz na końcu nosa, przemożną chęć ciśnięcia kubkiem w ścianę albo wyjścia i trzaśnięcia za sobą drzwiami, tak filmowo, żeby szyba w nich pieprznęła w drobny mak.

Po pierwsze. Jest taki gatunek w przyrodzie, który doprowadza mnie do szewskiej pasji. Są to mianowicie Besserwisserzy. Ludzie, którzy wiedzą lepiej i już. Nawet jeśli nie wiedzą, to i tak wiedzą. Uważają się za jedynych fachowców w określonej dziedzinie. Muszą mieć ostatnie zdanie i nie zniosą myśli, że ktoś może wiedzieć więcej, nie mówiąc już o tym, że ktoś – w przeciwieństwie do nich – może mieć rację. Są gotowi wykłócać się z fachowcami, co mają w temacie habilitację i zjedli na nim zęby. Obserwując to, w pewnym momencie przyłapałam się na podziwie dla rozmiarów czyjejś bezczelności, bo ja takiego poziomu nigdy nie osiągnę.
Po drugie.
– Moim zdaniem trzeba by przerobić ten dokument, zanim go wyślemy. Ten tekst jest jakiś nieskładny. Kto to w ogóle napisał?
Wiem, kto. Nie ja. Jakby ci to powiedzieć – ty.
– Moim zdaniem powinniśmy jeszcze zmienić nagłówek na taki, o…
– Hm, możemy zmienić, ale to słowo po angielsku znaczy coś innego, niż po polsku.
– Myślisz? A mnie się wydaje, że tak będzie lepiej.
Nie myślę, wiem, ale proszę cię bardzo, zmieńmy.
Po trzecie.
– Ten diagram mi się nie podoba, możesz coś zrobić z kolorami?
– Nie znam się za bardzo na grafice, a nawet gdyby, to nie mam wersji edytowal…
– Dasz radę przed końcem dnia?
Koniec dnia w naszej strefie czasowej przypada za godzinę, ale jasne. Nie takie rzeczy.
Po czwarte.
Człowiek, który miał coś ważnego dla mnie przygotować, czaruje mnie przez tydzień pytaniami o samopoczucie, po czym dwa dni po terminie (to nie jest problem) wysyła mi swe dzieło, informując przy tej okazji, że idzie na urlop i przez tydzień będzie niedostępny. Otwieram dzieło. Dzieło jest zrobione do połowy (to JEST problem).
Konwalie. Zatrucie konwaliami podobno bardzo trudno wykryć.
Po piąte.
W Małopolsce największym poparciem wśród kandydatów na prezydenta cieszy się Korwin-Mikke. Naprawdę czas emigrować.
Ale to wszystko drobiazgi. Martwię się o kogoś bardzo. Tak bardzo, że wszystkie nerwy dzisiejszego dnia mogłabym znosić w nieskończoność, żeby tylko z nim wszystko było dobrze. Poza tym ledwo się otrząsnęłam z wydarzeń, które miały miejsce trzy tygodnie temu i nie bardzo wiem, jak zniosę kolejny strzał.

Przyszłam do domu, zdjęłam płaszcz, zmyłam tusz, odmówiłam wszelkich gospodarskich czynności i zwinęłam się w precelek w fotelu, włączywszy The Leisure Society. Oni są przecudowni, brzmią magicznie, polecam wam bardzo. Są jak ciepła kołderka, jak głaskanie, gdy was cały człowiek boli. Zawsze, gdy słucham The Leisure Society, czuję się, jakby mnie ktoś za rękę trzymał. Ich ostatnia płyta nazywa się The Fine Art Of Hanging On i wierzcie mi, że chcecie jej posłuchać wiele razy.
Myśl o wyjściu z domu dzisiejszego ranka napawa mnie na razie przerażeniem.

Reklamy

9 thoughts on “You are what you take

  1. A przyszło Ci do głowy, że otoczenie chce ciebie wyścigać z tego miejsca… wywalić w inne miejsce, gdzie nie będzie wszelkich tych grud pod nogami o jakich piszesz?

    … hm… nie wiem jak Ty, ale od pewnego czasu odpuszczam sobie kompromisy w pracy, i nie mam problemów z głośnym powiedzeniem, że głupotę zrobił XY… nawet jeśli to oznacza, że zrobił ją szef. Odpuszczam sobie też zapierdzielanie za kogoś, o ile ten ktoś jest w pracy, jak też zaczynam mówić, że czegoś nie umiem, nie dlatego, że nie umiem, a dlatego, że inna osoba bierze pieniądze za wykonanie tego, czy tamtego, więc nie widzę powodów dla jakich miałabym ja nad tym siedzieć…

    Jest u nas w pracy jedna rzecz niezrobiona, umiem ją zrobić i mogłabym, i powiedziałam to, że owszem, ale w ramach umowy zlecenia, a nie w ramach etatu. Więc jest niezrobiona. Nie ja za jej brak odpowiadam, a czas kiedy wyrywałam się przed orkiestrę miną już dawno – życie mnie tego oduczyło, zwłaszcza wówczas, kiedy ktoś kogo pół roku nie było (urlopy bezpłatne, chorobowe, opieki itp.) na koniec roku dostał 2 razy wyższą nagrodę ode mnie… gdzie ja siedziałam na dupie w robocie… skończyło się, pilnuję swojego siedzenia i żadne inne mnie już nie obchodzi.

    Polecam, to dobrze robi na samopoczucie.

    • Asertywność nigdy nie była moją mocną stroną, to fakt. Co gorsza, w parze z niskim poziomem asertywności idzie u mnie nieszczęsne poczucie obowiązku. W tym konkretnym, opisywanym wyżej przypadku wątpię, żeby chodziło o celowe działanie, to raczej taka osobowość.

      • moją też nie jest, bo to co robię niewiele ma z asertywnością wspólnego to po prostu mieszanka olewizmu z dupochronizmem i wredną manią nazywania rzeczy po imieniu, co nie jest popularne, ale się sprawdza w spokojnym robieniu swojego i w tym, że nie zwalają mi na plecy roboty za połowę biura… tylko dlatego, ze mogliby to zrobić

  2. mam to. od mniej więcej dwóch lat. i trochę mam dość, trochę bardzo. zwijanie w precelek i patrzenie w ścianę mam opanowane do perfekcji, i nie wiem zupełnie, jakim cudem mam również do perfekcji opanowane, zupełnie równolegle, inne opcje, czarna kreska, czerwona szminka, czerwona sukienka.
    może jakieś egzorcyzmy byśmy…

    • Rozważałam wczoraj wytarzanie się w soli egzorcyzmowanej 🙂 Niestety nie posiadam i nie wiem, skąd się taką bierze. Na innych czarach niestety słabo się znam, a bardzo by mi się przydały, bo kończy mi się wytrzymałość – takiej czarnej serii jeszcze nigdy nie miałam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s